Motocykl poleca:

Afryka - 2 brothers, 2 bikes, 1 trip

Poleć ten artykuł:

Gdy na początku 2010 r. narodził się pomysł na tę wyprawę, brat i ja mieliśmy już za sobą kilka podróży. Tym razem postanowiliśmy przejechać całą Afrykę i dotrzeć na południowy skraj kontynentu.
Zobacz całą galerię

Przygotowania (szczepionki, wizy, proszki na malarię, Carnet de Passages en Douane – dokument pozwalający wjechać bez dodatkowych opłat celnych m.in. do krajów Afryki – mapy, opracowanie trasy i tysiące innych drobiazgów) trwały parę miesięcy. Przed wyprawą miejsce naszych GS-ów zajęły Hondy: Darek ma Africę Twin, ja – Transalpa. 26 września wyjeżdżamy z Kutna. Kierunek: Ukraina. Pierwszy nocleg mamy nad Zalewem Solińskim, a następnego dnia przekraczamy granicę. Wkrótce ukraińska milicja zatrzymuje nas za jakieś niby-wykroczenie. Sprawę załatwia 10 $.

Następne 2 dni to pomykanie w kierunku Mołdawii. Na granicy kilka pytań i już jesteśmy po drugiej stronie. Granice z Rumunią i Bułgarią pokonujemy sprawnie, bo oba państwa są w Unii Europejskiej. W Bułgarii dzień leniuchujemy na plaży w Złotych Piaskach, korzystając z letnich ostatków. Właściciel kempingu, na którym nocujemy, daje nam możliwość spróbowania chyba wszystkich gatunków miejscowych win.

Następny dzień to jazda do Turcji. Kierunek: Stambuł – miasto na dwóch kontynentach. W Turcji jest dość drogo, więc jedziemy niepłatnymi drogami, śpimy pod namiotem i wyjadamy prowiant zabrany z Polski. Granicę z Syrią pokonujemy sprawnie, bo wizy wyrobiliśmy w Polsce. Syria to piękny kraj, z uśmiechniętymi ludźmi; wszyscy, nawet żołnierze, ochoczo pozują do zdjęć. Tak było w 2010 roku.

Jordania. Dzień odpoczywamy nad Morzem Martwym, następne 2 dni poświęcamy na zwiedzanie Petry – miasta wykutego w skałach. Następny etap to leżące nad zatoką Akaba miasto o tej samej nazwie, skąd płyniemy do Egiptu. Po kupnie biletów mamy cały dzień na plażowanie, bo prom odpływa o północy. Po dotarciu nad ranem do leżącego na półwyspie Synaj Nuweibaa czeka nas trwająca 6 godzin odprawa: wizy, ubezpieczenia, kupno obowiązkowych egipskich tablic i dowodów rejestracyjnych itp.

1 zł za litr wachy
Wreszcie startujemy w kierunku Kairu. Zwiedzamy to chyba najbardziej chaotyczne miasto naszej wyprawy. Przypadkowo trafi amy na emerytowanego kapitana marynarki handlowej, którego statek był kiedyś w Polsce, korzystamy z jego gościnności i spędzamy u niego 2 doby. Przez ten czas swoim autem obwozi nas po zakamarkach miasta i pokazuje specjały lokalnej kuchni, zarezerwowane tylko dla tubylców. Egipt ujmuje nas cenami paliwa (w granicach 1 zł/1 l, w przeciwieństwie do Turcji, gdzie dochodzą do 8 zł) i gościnnością lokalesów. 

Etiopia: podczas odpoczynku towarzyszyła nam grupa chłopców. 

Po Kairze jedziemy wzdłuż Nilu do granicy z Sudanem. Po drodze odwiedzamy Luxor, ale tłumy turystów powodują, że zmykamy stamtąd czym prędzej . Dostajemy eskortę policji, która odprowadza nas z miasta do miasta, szuka tanich moteli, knajp, a nocą trzyma wartę na ulicy przy naszych motocyklach. Po jakimś czasie staje się to męczące i ogranicza swobodę. Trzeba długich namów, aby policjanci dali sobie z tym spokój.

z Kutna do Cape Town
Z podsumowania kosztów wyszło, że wyniosły one około 20 tys. zł na każdego z nas.

Przejechaliśmy ponad 17 tys. kilometrów, odwiedzając i przejeżdżając przez 16 państw. Zajęło nam to prawie dwa miesiące. Dziennie pokonywaliśmy od 250 do 700 kilometrów.

Większość noclegów spędziliśmy pod namiotem, na kontynencie afrykańskim czasami korzystaliśmy z tanich moteli.

Tagi: Afryka | turystyka | podróże

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij