Motocykl poleca:

Burkina nic się nie stało! Turystyka Afryka zachodnia

Poleć ten artykuł:

Jest początek stycznia 2015 r. Siódemka podróżników, której niestraszny wirus ebola oraz niestabilna sytuacja polityczna w regionie, dociera do Dakla w Saharze Zachodniej.

Zobacz całą galerię

Ta siódemka to sześciu facetów (Ernest Jóźwik na Yamasze 660 R, Hubert Małyszek na Hondzie Transalp XLV 600, Piotr Morawski na BMF F 650 GS Dakar, Krzysztof Zaczek na Yamasze 660 Z Ténéré, Piotr Żyliński i Andrzej Nakielski na beemkach R 1200 GS) oraz ja – Ruda – na BMW G 650 X Challenge. Plan zakładał pętlę o długości ok. 9000 km: z Sahary Zachodniej przez Mauretanię, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo i Ghanę. Jakiś miesiąc przed wyjazdem wypadła Ghana.
Wyjazd z Dakli opóźnia się. Przed weekendem nie zdążyliśmy załatwić wszystkich spraw celnych. Wobec tego przyzwyczajamy się do temperatur, wszechobecnego pyłu i lokalnego ruchu drogowego. W końcu ruszamy. Na granicy Maroka i Mauretanii nasza cierpliwość jest (nie po raz ostatni) wystawiona na trudną próbę: formalności trwają wieczność. Dopiero późnym popołudniem wyjeżdżamy z Maroka. Do granicy mauretańskiej jedziemy kilkukilometrowym odcinkiem ziemi niczyjej. Krajobraz jest iście księżycowy, m.in. z powodu ton śmieci i dziesiątków wraków samochodów. Do Mauretanii docieramy za późno, by wydano nam wizy, więc nocujemy w tym dziwnym miejscu. Następnego dnia przez prawie 8 godzin walczymy z biurokracją i wyssanymi z palca opłatami za wszystko.
Mauretania to sporo kilometrów do przejechania. Sprawa niby prosta jak droga wykreślona od linijki, ale kilka spraw mocno to utrudnia. Np. silny wiatr wiejący z jednej tylko strony. Policja i żandarmeria co jakiś czas ustawiają blokady. Posterunki są co kilkanaście kilometrów, na każdym spędzamy kilka–kilkanaście minut. Tylko tyle, bo każde z nas ma zapas skserowanych stron z paszportu z dopisanymi danymi motocykli.
W Mauretanii wszystko jeździ na ropę, więc benzyna bywa, ale nie na każdej stacji i nie każdego dnia. W dodatku jest kiepskiej jakości (efekt: zatkany filtr paliwa w moim motocyklu). Czasem niezbędne jest kupienie paliwa z beczki po mocno zawyżonej cenie (3 euro za litr).

Drzewo? Nie, granica!
Pobocza dróg w Mauretanii to jedno wielkie wysypisko śmieci, wraków samochodów i trupów zwierząt. Drogi, jeśli na którąś trafisz, są dobrej jakości i prawie bez zakrętów. Prawdziwa zabawa zaczyna się tam, gdzie nie ma asfaltu, zwłaszcza gdy nie wiadomo, czy odchodzący w bok szlak to skrzyżowanie, czy tylko by-pass. W drodze do miasteczka graniczącego z Mali nasza grupa przypadkowo rozdziela się. Razem z Krzysiem mamy próbkę prawdziwego off-roadu. Gdy jesteśmy już w komplecie, mauretańscy żandarmi dają nam do podpisania dokumenty, że dalej jedziemy na własną odpowiedzialność.
Wojsko eskortuje nas do drzewka stojącego w środku pola – to granica z Mali. Dostajemy instrukcje: że droga jest dobra, że mamy się nie zatrzymywać, że przed zmrokiem musimy dotrzeć do Nara – pierwszego miasteczka – i że ufać możemy tylko mundurowym.
Przyzwoita najpierw droga gruntowa wkrótce przechodzi w grząski piach i ginie wśród miliona ścieżek. Tempo spada, zapada zmrok, na dodatek Ernest łapie gumę. Mimo przestróg, decydujemy się na nocleg. Namioty rozbijamy kilkaset metrów od drogi. Na szczęście noc mija spokojnie. Następnego dnia droga jest coraz trudniejsza, więc decydujemy się jechać jak najbardziej w linii prostej do celu. Niestety, w pewnym momencie Piotrek niefortunnie upada i doznaje kontuzji nogi – wygląda na zwichnięcie. Dalsza jazda to dla niego gleba za glebą i coraz większa utrata sił. Krzysiek jedzie więc poszukać łatwiejszej trasy.
Od tego momentu wszystko dzieje się jak w filmie akcji. Piotr po raz kolejny się przewraca i w tej samej chwili znikąd pojawiają się trzy pick-upy z ciężkimi karabinami maszynowymi na pakach, wyskakują z nich ludzie, niektórzy w mundurach, i pokrzykując mierzą do nas z kałasznikowów. Rozkazują nam wsiadać na motocykle i jechać. Piotra ładują na pakę. To samo robią z Hubertem, gdy i on przewraca się. Krzysia też zatrzymano – dwóch wojskowych w cywilu napędziło mu niezłego stracha, bo nie wiedział, że to mundurowi.

Tagi: Burkina Faso | Afryka

Oceń artykuł:

4.7

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij