Motocykl poleca:

Craig Jones

Poleć ten artykuł:

Każdy z nas jest na swój sposób uzależniony od motocykla, jednak w przypadku Craiga Jonesa, mistrza Europy w jeździe kaskaderskiej z 2002 roku i rekordzisty świata w długości jazdy na przednim kole, jest to uzależnienie całkowite.
Zobacz całą galerię

O Buellu
Mój romans z Buellem zaczął się przypadkowo. Jakieś pięć lat temu, będąc w Australii na Grand Prix Formuły 1, wypożyczyłem Buella, żeby pojeździć sobie trochę dla funu. Od razu wyczułem, że ta maszyna doskonale nadaje się do kaskaderki. Skontaktowałem się z angielskim przedstawicielstwem Harleya-Davidsona oraz Buella i zaproponowałem współpracę. W tych sprzętach urzekło mnie to, że są zdecydowanie inne od popularnych na szosach i wśród stunt riderów japońskich czterocylindrówek. Wyglądają inaczej i brzmią inaczej, a Buell dodatkowo wspaniale ułatwia wykonywanie ewolucji. Dzięki współpracy z Harleyem wypracowałem swój własny styl, a fani motocykli mogą zobaczyć, jakie możliwości mają amerykańskie maszyny.



O kaskaderce
Ewolucje składają się z trzech podstawowych elementów: wheelie – czyli jazdy na tylnym kole, stoppie – czyli jazdy na przednim kole i burnout, czyli palenia gumy w czasie jazdy. Łącząc ze sobą te elementy, tworzy się coraz to nowe numery. Dojście do takiej perfekcji, by wszystkie ewolucje wyglądały na dziecinnie proste wymaga ciężkiej pracy i nieustannego treningu.
Zabawę w taką jazdę figurową na motocyklu zapoczątkował około 25 lat temu Norweg Arto Nyqvist, który zadziwiał publiczność, wykonując akrobacje na 120-konnym, bardzo ciężkim Kawasaki Z 1300. Obecnie dzięki nowym technologiom konstrukcje motocykli stają się coraz bardziej ekstremalne, a to umożliwia bardzo szybki postęp techniki jazdy. Kaskader, który dziś rozpoczyna karierę, uczy się bardzo szybko, bo wykorzystuje nowoczesne motocykle, a także może korzystać z opracowanych już trików i je rozwijać.

O karierze
Pierwszy raz wsiadłem na motocykl w wieku 14 lat. Jako 16-latek dostałem pierwszy motocykl szosowy i od tej pory nie rozstaję się z jednośladami. Miałem wiele sprzętów terenowych i szosowych. W młodości startowałem amatorsko w motocrossie i wtedy najwięcej się nauczyłem, ale zawsze najbardziej kręciło mnie poczucie panowania nad mocą dużego, napakowanego naked bike’a. Dlatego zacząłem ćwiczyć akrobacje na maszynach szosowych i zostałem profesjonalnym stunt riderem. Zaczynałem karierę od Triumpha 900 Speed Triple. Później używałem Suzuki Bandit 1200 i dwucylindrowego TL 1000. Jeździłem też Hondą X 11. Od czasu, kiedy związałem się z Harleyem i Buellem, amerykańskie motocykle fascynują mnie najbardziej i przy nich już pozostanę.



O wypadkach
Ekstremalna jazda musi wiązać się z ryzykiem upadku, rozbicia maszyny i kontuzji. To jest wkalkulowane w ten sport. W ciągu swej kariery miałem kilka przygód. Jedne wyglądały głupio, inne były naprawdę groźne. Najgłupszy wypadek miałem podczas małego pokazu dla prasy. Starannie wypucowałem i wypolerowałem cały motocykl, żeby się odpowiednio prezentował i dobrze wypadł na zdjęciach. Początkowo wszystko szło dobrze, dopóki nie usiadłem na baku i w tej pozycji postawiłem maszyn ę na nosie. Siedzenie ześlizgnęło się ze zbiornika i spadłem z maszyny, a motocykl mnie przygniótł. Stało się to przy małej prędkości, więc wyglądało bardzo zabawnie, ale musiałem kilkanaście tygodni pauzować, bo motocykl przygniótł mi stopy.

Najgroźniejszy wypadek zdarzył się podczas wykonywania ewolucji, której zawdzięczam mistrzostwo w 2002 roku. Robimy go we dwóch z moim chińskim partnerem Wingiem. Siada on na kierownicy, a stopy opiera na specjalnych podnóżkach przymocowanych do widelca. Rozpędzamy się do około 100 km/h i stawiam maszynę na nosie, a Wing pochyla się do przodu i daszkiem kasku dotyka do asfaltu. Ma tam zamocowaną tytanową płytkę, która trąc o asfalt, krzesze iskry. To naprawdę szalony numer! Tego feralnego dnia Wing był już zmęczony i stracił siły. Na oczach dwudziestotysięcznej widowni stopy zsunęły mu się z podnóżków i spadł z motocykla. Podcięta maszyna zwaliła się na niego wraz ze mną. Wyglądało to strasznie. Wing leżał nieruchomo i miał zamknięte oczy. Strasznie się przeraziłem. Myślałem, że go zabiłem. Na szczęście, nic poważnego się nie stało i dalej występujemy razem, ale za nic w świecie nie chciałbym przeżyć tego jeszcze raz.

O Polsce
Jestem w Waszym kraju już drugi raz. W zeszłym roku występowałem w Bielawie. Było tam 4-5 tys. ludzi. Występ odbywał się na zwykłej, publicznej, niestety niezbyt równej drodze, co parokrotnie wpędziło mnie w tarapaty, ale dzięki temu ewolucje wyglądały jeszcze bardziej ekscytująco. Polska publiczność reaguje bardzo żywiołowo. Jesteście chyba bardziej spontaniczni i zafascynowani tym sportem niż Anglicy. Widziałem też w akcji polskich kaskaderów amatorów i muszę powiedzieć, że poziomem umiejętności nie ustępują jeźdźcom z Europy Zachodniej, USA czy Japonii.



O hobby
Często pytają mnie o to. Lubię wspinaczkę górską i snowboard, ale prawda jest taka, że nie mam na to czasu. Jeśli jesteś profesjonalnym stunt riderem, musisz codziennie intensywnie trenować. Mój sezon zaczyna się w lutym, a kończy w październiku. W tym czasie jestem cały czas w podróży, dając występy w różnych krajach. W tym sporcie, oprócz umiejętności technicznych, liczą się jeszcze zdolności estradowe. To dodatkowe utrudnienie. Chcąc być dobrym showmanem, musisz być po trochu aktorem i komikiem. Musisz być medialny, a to też wymaga pracy. Aby utrzymać wysoką formę, musisz żyć, cały czas myśląc o motocyklach, ale ja właśnie to kocham.

Gdy mam chwilę wolną, chcę się zrelaksować, wtedy często też wsiadam na motocykl. Ale wówczas dla czystej przyjemności pozostaję w zgodzie z przepisami i z prawami fizyki też. To mnie odpręża.


Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij