Motocykl poleca:

Filtry BMC: Infiltracja we włoskim stylu

Poleć ten artykuł:

Czy wiesz, że do spalenia 1 litra paliwa potrzeba aż 12 m3 powietrza? Niestety, filtr to jeden z częściej zaniedbywanych elementów motocykla.  

Wizyta w fabryce filtrów BMC Zobacz całą galerię

Czyste powietrze oznacza dla człowieka zachowanie zdrowia i wydłużenie życia. Bardzo podobnie sprawa się ma z silnikiem motocykla. Dlatego sprawdzamy, jak z oczyszczaniem powietrza radzą sobie w fabryce BMC w okolicach włoskiej Bolonii.

Fabryka produkuje filtry zarówno do motocykli seryjnych (nawet do Royala Enfielda!), jak i wyścigowe (w WSBK współpracuje z Aprilią i Suzuki, a w MotoGP z Yamahą). W każdym razie każdy może kupić wyścigowy filtr z serii CRF (Carbon Racing Filters). W odróżnieniu od „cywilnego”, ma on obudowę wykonaną z włókien karbonowych (a nie termoplastu), co sprawia, że jest o 30-40% lżejszy. Do tego zrezygnowano z jednej warstwy filtrującej (2 zamiast 3), a w większości przypadków zmieniono również kształt. Np. filtr do Yamahy R1 (zdj. na stronie obok) nie jest płaski. Chodzi o to, żeby do silnika trafiało więcej powietrza. Z jednej strony (na torze) więcej tlenu to lepsze spalanie i większa moc, a z drugiej (na co dzień) mniejszy apetyt na paliwo i czystsze spaliny.

W BMC pracuje ok. 70 osób, a zdecydowana większość pracy jest wykonywana ręcznie. Moc produkcyjna oscyluje wokół 1000 sztuk dziennie. Filtry do motocykli stanowią 25% produkcji, do samochodów 70%, a do helikopterów 5%.

Z ręczną produkcją kontrastuje dział rozwoju, wyposażony m.in. w drukarkę 3D. Przy jej użyciu można wydrukować prototyp obudowy filtra. Służący do tego materiał – ULTEM – nie jest tani, bo kosztuje ok. 400 euro za kilogram. Wdrożenie do produkcji nowego modelu filtra powietrza trwa mniej więcej miesiąc. Z tego tydzień zajmuje skonstruowanie kształtu (który jest tutaj kluczem do sukcesu). Następnie prototyp trafi a na testy na hamowni oraz na ulicy. Co ciekawe, w BMC do produkcji wkładów filtrujących w ogóle nie używa się papieru. Jego funkcję spełniają trzy warstwy nasączonej olejem bawełny, wzmocnionej szkieletem z siatki aluminiowej. Za filtrację odpowiada olej, więc Włosi gwarantują, że wszystkie zanieczyszczenia większe niż 3 μm zostaną wyłapane. Taki wynik trudno osiągnąć przy użyciu papierowego wkładu.

W tym przypadku papier jest dziurkowany, a otwory mają określoną średnicę (np. 10 μm), i to one odpowiadają za filtrację. Dlatego tego typu filtry (są najpopularniejsze, tzn. montowane w większości motocykli seryjnych) nie nadają się do mycia. Zużyty (czytaj: zapchany) filtr trzeba po prostu wyrzucić i zainwestować w nowy. Natomiast filtry z logo BMC nadają się do mycia, a po nasączeniu specjalnym olejem można ich ponownie użyć.

Historia BMC sięga 1976 r. Wtedy firma na bazie silników Suzuki produkowała motocykle sportowe. Ich konkurentką była wtedy m.in. Bimota. Do 1982 r. powstało ok. 70 maszyn, po czym firma zajęła się dystrybucją części.

W 1994 r. BMC od zera rozpoczęło produkcję filtrów powietrza. Wszystko za sprawą Ferrari i wyścigów Formuły 1. Wcześniej bolidy ścigały się bez filtrów. Po raz pierwszy w tej serii wyścigów filtr BMC zastosował fabryczny team Ferrari we wrześniu 1995 r. w Australii. Po 2000 r. BMC rozpoczęło współpracę z motocyklowymi teamami wyścigowymi. Teraz włoskie filtry są fabrycznie montowane w niektórych KTM-ach. Mało tego – filtry do helikopterów kupuje armia USA.

Tagi: filtr | fabryka | filtr powietrza

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij