Motocykl poleca:

Goodwood festival of speed

Poleć ten artykuł:

Co zrobić, aby 75 tysięcy widzów zechciało kupić bilety na utrzymaną w klasycznym stylu imprezę motocyklową, gdy leje jak z cebra i wszyscy stoją po kostki w błocie? Z pewnością wie to Earl of March, który zorganizował Goodwood Festival of Speed 2007.
Zobacz całą galerię

Ten Anglik swego czasu jako pierwszy miał odwagę głośno powiedzieć, że wyścigi stają się coraz bardziej oderwane od codziennych szosowych realiów. Jego pragnieniem było, by ponownie stały się one wydarzeniem, które ludzie mogą niemal dotknąć. Sięgnął więc do rodowej tradycji i podjął dzieło dziadka, który w 1936 r. zorganizował wyścig. Biegł on dojazdem prowadzącym od bramy wjazdowej do posiadłości do wrót zamku i miał długość 1900 metrów.


Tak jak jego praszczur, współczesny hrabia of March pozwolił, by do przydomowego ogródka (ładny mi ogródek – ma kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset hektarów powierzchni!) weszły tysiące ludzi i na tej samej trasie zagrzmiały silniki oraz zatętniły kopyta koni mechanicznych. Na zew angielskiego szlachcica przybywają więc do Goodwood największego formatu gwiazdy sportu motocyklowego oraz zjeżdżają najciekawsze i najmocniejsze pojazdy. Oprócz gwiazd i pojazdów zjawiają się całe rzesze fanów prędkości oraz dzisiejszej i dawnej motoryzacji. Na miejscu bowiem – oprócz najbardziej szlachetnych, wysublimowanych, najbardziej utytułowanych i odnoszących niegdyś sukcesy pojazdów – można zobaczyć również wiele unikatowych, niekiedy dziwacznych egzemplarzy. Hrabia raczy bowiem zwracać baczną uwagę na oryginalność konstrukcji.

Najlepszych maszyn dosiadają rzecz jasna najlepsi jeźdźcy. Emocje na ich tle były tak silne, że chyba nikomu z tysięcy widzów nie przeszkadzał fakt, że w tę szczególną niedzielę pod koniec czerwca lało jak z cebra. Widzowie mieli łzy w oczach, gdy John McGuinness, największa dzisiaj gwiazda TT, wystartował w deszczu na Hondzie RC 45, pojeździe Joeya Dunlopa – legendarnego zwycięzcy TT, który zginął kilka lat temu podczas wyścigu w Tallinie. Schorsch Meier na BMW przybył z piekielnym wyciem krótką chwilę później, Mick Grant osobiście poprowadził swoją Hondę TT, a dosiadający superbike’ów dzisiejsi bohaterowie – tacy jak Terry Rymer, Troy Bayliss, Troy Corser i Neil Hodgson – wzbudzili dziki zachwyt widowni pokazami jazdy na tylnym kole.

 
Przeprowadzenie takiego show jest możliwe między innymi dzięki poważnemu zaangażowaniu firm produkujących motocykle i chętnie prezentujących w czasie tej obecnie już bardzo prestiżowej imprezy to, co miały i mają w swych stajniach najlepszego. Np. Kawasaki przywiozło na ten spektakl zarówno swoje jaskrawozielone, wściekłe dwusuwy, jak i nowoczesne maszyny klasy Superbike startujące w mistrzostwach świata. Suzuki pojawiło się ze złotą maszyną mistrza świata Troya Corsera. Yamaha zaś przywiozła słynną OW-01, na której Carl Fogarty ustanowił na wyspie Man rekord okrążenia, niepobity przez żadnego jeźdźca przez całe dziesięciolecie, oraz zaprezentowała aktualną R1 Corsera. Honda pochwaliła się całym arsenałem wielocylindrówek z lat 60., niesamowitym NR-em 750 oraz obecnymi maszynami zwyciężającymi w TT.

Ducati, oprócz wszystkich superbike’ów i Desmosedici, pokazało motocykl, który pozwolił powołać do życia włoską legend ę: zwycięską maszynę walczącą w TT w 1978 roku. Na tym motocyklu Mike Hailwood zdobył nieśmiertelność dla siebie i marki. Niestety, ta legenda na kołach jako jedyna nie pojechała w deszczu i pozostała zamknięta na łańcuch w obozie.
Nie zabrakło też gości zza Wielkiej Wody. Harley-Davidson przywiózł ze sobą słynnego XR-a 750, sprzęt, który w latach 20. i 30. dominował w amerykańskich wyścigach dirt track. Ten motocykl zapewnił Harleyowi największe sportowe sukcesy w całej historii. Dosiadający go teraz Scott Parker, po pokonaniu mokrego od deszczu odcinka, uśmiechał się: „Ślisko? No to co, on jest przyzwyczajony do ślizgów...” Erik Buell przyjechał z budzącym dreszczyk podniecenia, oryginalnym Buellem XBRR. Był zdecydowany, by wystartować na swej maszynie osobiście, jednak problemy z kolanem (Erika czeka niebawem operacja) spowodowały, iż oddał stery swego rumaka w ręce legendy TT – Trevora Natione’a.

 
W Goodwood nie tylko maszyny i prędkość budziły emocje. Doceniano także prawdziwie cyrkowy kunszt mistrza świata w jeździe kaskaderskiej Christiana Pfeiffera, który przejechał cały odcinek w deszczu najpierw na przednim, a później na tylnym kole. Widzowie otrzymali ogromną dawkę wspaniałych emocji, których nie zdołała ostudzić lejąca się non stop z nieba woda.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij