Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Hanysy do Kaprun

Czterech Hanysów na sportowych sprzętach wyrwało się na chwilę w Alpy.

... Po odliczeniu wszystkich w lekkim deszczyku skierowaliśmy się na Cieszyn potem w kierunku Bratysława, tutaj nasz kolega deszcz nas opuścił i mogliśmy śmigać  dalej przez Wiedeń w kierunku na S6. Aby ominąć płatny tunel Tauemtunnel na  A10 i pozwiedzać Alpy z siodła skierowaliśmy się z drogi S6 na A9 w kierunku Liezen potem  na drogę 320 Radstadt dalej skrótem na St.Johann  no i prosto do Kaprun. Spokojna jazda, co 250 km tankowanie i 15 do 30 min oddechu spowodowało, ze na miejscu byliśmy około 16:00. Trasa bardzo ładnie oznakowana nie sposób zabłądzić a austriackie S (droga szybkiego ruchu) jest lepiej utrzymana niż polskie A (autostrada), nie wspominając olbrzymiej ilości tuneli. Także pozytywne wrażenie zrobiła na mnie Bratysława, wszędzie panował porządek ładne autostrady słowem bracia Słowacy uciekli nam.

W związku z tym, że nikt nie umiał z nas szprechać noclegi mieliśmy załatwione u Polki, która prowadzi w Kaprun Pension Pinzgauerhof - fajnie sympatycznie no i ceny przystępne. Wieczorem zwiedziliśmy Kaprun i zaskoczenie, hmmm jest czerwiec wieczór miasto prawie wymarłe sklepy pozamykane niektóre restauracje otwarte - wybraliśmy jedną, w której stołowaliśmy się do końca. Zdziwiła mnie duża ilość obywateli pochodzenia tureckiego, oraz fakt, że nawet nasza restauracja posiadała napisy w ich języku a ponoć byliśmy w Austrii. Drobna rada na wieczorne rozluźnienie: jak ktoś chce zamówić po obiadokolacji Jagermeister na trawienie niech lepiej zrezygnuje - kelnerka zamiast podać płyn jak to w cywilizowanym kraju bywa w kieliszku daje go w małych buteleczkach kasując za to 2 euro, podczas gdy takie same specjały kosztują w sklepie 0,5 euro. Lepiej wtedy zamówić sznapsa, czyli bimber made in Alpen  - nam najlepiej odpowiadał Wiliams to znaczy mnie i Piotrkowi Krzysiek i Wojtek woleli Austriackie browary.

Następnego dnia zaplanowaliśmy do zrobienia około 230 km którego szczytem (w przenośni i w rzeczywistości) była przełęcz Grossglockner Hochalpenstrase. Poranne zachmurzenie ustąpiło pola słońcu i dzień zapowiadał się świetnie. Tankowanie i w trasę.  Bilet jedno dniowy na motor to 19e za to dostajesz mapkę/ poradnik w języku polskim opisujący najistotniejsze miejsca, co i gdzie warto zobaczyć oraz co najważniejsze dostajesz przepiękne widoki, dobre drogi mnóstwo zakrętów i klimat, który ciężko opisać. Od samego wjazdu spotykamy bardzo dużo motorów z całej europy chyba nie jesteśmy jedynymi, którzy wpadli na ten pomysł. Co chwile widzimy przy drodze tabliczki informujące o wysokości nad poziomem morza, lecz nawet bez tego czujemy ze jesteśmy wysoko. Z wysokich lasów, przejeżdżamy do niskich krzewów, a po chwili zostaje trawa i głazy. Kilka zakrętów dalej coś białego leży na poboczu – witamy w krainie lodowców. Warto zjechać odrobinę na szczycie i wspiąć się jeszcze wyżej na wysokość 2571m na Edelweisspitze, to trochę wyżej niż Rysy. Znajduje się tam tez restauracja gdzie można odpocząć w słońcu.




Warto pamiętać o zdrowym rozsądku na motorze. Trochę się przeliczyłem i zaliczyłem sytuacje podbramkową, gdy chciałem wyprzedzić samochód przed zakrętem. Jak się potem okazało prawie 180 stopni z większą prędkością sprawiło, ze gumy straciły przyczepność podczas hamowania,  już widziałem siebie za barierką pomiędzy tymi, co zawijają czekoladę w te sreberka, ale jakoś z tego wyszedłem była to po prostu bezmyślność. Temperatura jest stosunkowo niska i opony szybko tracą swoje własności, wystarczy postój na robienie fotek w tym czasie by oponki ochłodły co odbija się na przyczepności.


Po drugiej stronie góry znajduje się Grossglockner, który swoim ogromem robi wrażenie. Nie mniejsze robi organizacja: wszędzie osobne parking na motory (oni doszli już do tego, ze motor potrzebuje mniej miejsca i można taki parking wcisnąć wszędzie) a nie tylko na samochody. Po zachwyceniu się przyrodą skierowaliśmy się na drugą stronę góry w kierunku Lienz dalej drogą 108 do najdłuższego tunelu w Alpach Felbertauernstrasse dalej do Mittersil kierując się na Gerlos postanowiliśmy odwiedzić Krimml najwyższe wodospady w Austrii. Podczas powrotu do Kaprun złapał nasz „deszczyk”, trwał krótko, ale gdyby nie przystanek autobusowy bylibyśmy przemoczeni a tak tylko lekko zroszeni. Na wieczór restauracja piwko i Wiliams oczywiście z umiarem plany na następny dzień czekają.

Na drugi dzień mieliśmy pojechać do Salzburga, jednak trochę plan zmodyfikowaliśmy i rankiem udaliśmy się zwiedzić zaporę w Kaprun i tu powiem szczerze Austria mnie mile zaskoczyła wszędzie parkingi dla motocykli- motobox gdzie idzie zostawić sprzęcicho i iść zwiedzać jak cywilizowany człowiek. Zapora jest konkretna nie ma możliwości indywidualnego dojazdu tylko autobusem i platforma, która je wyciąga (klientami platformy są także miejscowi rolnicy, którzy wyciągają traktor ze sprzętem). Droga wykuta w skałach, wszędzie obecne zakręty nad brzegiem przepaści prowadzące do zapór. Szybkie zwiedzanie i z powrotem do autobusu, by skierować się w kierunku Salzburga. Przez Zell am see drogą 311 w kierunku Saalfelden następnie 164 w kierunku Bischofschofen. Piękna trasa, ciasne zakręty, ładne widoki zaje…fajny asfalt nasuwa się pytanie, czemu u nas tak nie idzie. Przy drodze spotkaliśmy interesujących panów grzebiących w laptopie po lewej stronie jezdni, gdy na drogiej stronie stało auto - kombi z otwartą klapą i umieszczonym fotoradarem, tacy austriaccy spryciarze – udało się bez zatrzymania. W Bischofschofen krótki przystanek na zwiedzanie skoczni - szczerze w telewizji wygląda to znacznie lepiej. Odniosłem wrażenie ze skocznia w  Zakopanym  jest większa. Do Salzburga jechaliśmy trasą 159 droga prowadzi wzdłuż krętej rzeki pomiędzy górami, a nad naszymi głowami gdzieniegdzie przeplatała się autostrada A10. Fajne widoki no i te zamczysko po drodze.

W końcu dotarliśmy do Salzburga. Wjazd do miasta to była masakra po pierwsze temperatura 32 stopnie, ( płyn w Hondzie pokazał 117 stopni ) a wentylatory pracowały non stop skutecznie odwadniając nasze organizmy - po drugie korki w mieście z powodu zerwanej linii trolejbusowej. Odechciało nam się wszystkiego po krótkiej przerwie na trawniku w cieniu i uzupełnieniu płynów postanowiliśmy wjechać na teren Niemiec do Bad Reichenhall dalej przez Lofer i Kaprun. Tak jak dzień wcześniej około 16 nadszedł „deszczyk” – znowu przystanek ratował nas od przemoczenia. Wieczorek upłynął nam w restauracji przy Wiliamsie i browarku.

Następnego dnia po śniadaniu, zebraliśmy się do domu, lecz tym razem postanowiliśmy jechać autostradami Salzburg A1 do Wiednia potem kierunek Brno, Cieszyn i do domu.
Wycieczka trwał 4 dni przejechaliśmy  przez 5 państw  pokonując około 2200 km a koszty całkowite to około 1400 pln/głowę.

Przestrogi dla innych
W Austrii należy pamiętać i limitach prędkości zwłaszcza w miasteczkach, przekroczenia są surowo karane a policja lepiej się chowa jak u nas. Na autostradach już nie jest tak rygorystycznie – generalnie im niższa dopuszczalna prędkość tym ostrzejsza egzekucja.


zobacz galerię

Zobacz również:
Mega test 7 nakedów: Aprilia Tuono V4 R, BMW S 1000 R, Ducati Monster 1200 S, KAWASAKI Z 1000 Special Edition, KTM 1290 Super Duke R, MV Agusta Brutale 1090 RR, Triumph Speed Triple. Zobacz, który okazał się najlepszy.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij