Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
2.9

Jazda po piwie

Postanowiliśmy sprawdzić, ile piw można wypić, żeby wsiąść na motocykl i bez łamania przepisów pojechać do domu. Wypiliśmy kilka i...

Zanim nazwiecie nas nieodpowiedzialnymi debilami, upewniam was, że w naszym teście nikt nie ucierpiał, a po naukowym doświadczeniu do domu rozjechaliśmy się grzecznie tramwajami i taksówkami. Może nie mamy wielu zasad, ale zawsze trzymamy się jednej: albo bania, albo latanie na bike’u. Połączenie piwa i motocykli nie wychodzi na zdrowie – tego będziemy się niezłomnie trzymać.

Ponieważ zaczyna się sezon zlotowo- -grillowo-wyjazdowy, postanowiliśmy sprawdzić kilka mitów dotyczących picia piwa i jeżdżenia motocyklami. Czy po jednym browcu można spokojnie wrócić sprzętem do domu, czy lepiej sobie odpuścić? Sprawdziliśmy, jak masa gościa wpływa na zawartość szalejących promili i co bardziej pogarsza kondycję – wóda czy piwo? A na koniec sprawdziliśmy, czy rzeczywiście browary z niską zawartością alkoholu kopią, czy nie. Ale po kolei.

Takie testy to czysta przyjemność, więc ze znalezieniem kilku królików doświadczalnych nie było problemu. Gorzej wyglądała sprawa z jeleniem, któremu miało przypaść zadanie przetestowania Lecha Free, niskoalkoholowego Żywca i całej baterii Karmi. Pięć zapałek, w tym jedna z urwanym łebkiem, załatwiło sprawę. Żeby zabawa była mierzalna i nie polegała wyłącznie na totalnym urżnięciu się, przyjęliśmy kilka zasad. Po pierwsze, pomiaru promili dokonywaliśmy z aptekarską precyzją co 20 minut. Alkomat miał certyfikat urzędu miar, więc wyniki nie były wzięte z kosmosu. Po drugie, pierwsze dwa piwa każdy z nas wypił w ciągu pierwszej godziny, więc tempo miało sprinterski charakter. Po trzecie, do testu stanęliśmy po normalnym stołówkowym obiedzie, a nie po stercie kluch, schabowym z kapustą i rosole serwowanym przez mamusię. I wreszcie ostatnia sprawa: przez całą imprezę nie podjadaliśmy, no, chyba że na stole pojawiły się paluszki czy czipsy. Miejsce testu: Chopper Bar przy ul. Kotlarskiej we Wrocławiu.


 

Raz, dwa i... trzy
Wystartowaliśmy niczym Usain Bolt po rekord świata. Wśród kumpli browar smakuje lepiej, a dobrze zmrożona wódeczka wchodzi błyskawicznie. Po chwili podbija do nas kumpel z tekstem: „Właśnie wypłukałem usta płynem Listerine, po którym alkomaty szaleją. Zobaczymy, co pokaże wasz alkomat?”. Pierwsze dmuchnięcie i wynik... 3,4 promila. Od tej chwili wiem, że zęby będę mył tylko pastą do zębów. Na szczęście, po kilkunastu minutach wynik spadł prawie do zera. Zatem pierwszy mit mamy potwierdzony. Gdy zatrzyma cię drogówka, a ty przed chwilą wciągałeś kiełbachę z czosnkiem, nie przejmuj się tym i nie zgrywaj pedanta. Płukanie ust preparatami na bazie alkoholu to gwóźdź do trumny, bo alkomat oszaleje, a ty będziesz się gęsto tłumaczył.



Rachunek i alkomat proszę. Po kilku głębszychz knajpy można odjechać tylko tramwajem.
No to sobie k...a pojeździłem! Przeliczając wskazaniealkomatu na promile – wydmuchałem 0,28.

Po 20 minutach pierwszy pomiar. Michał, delektujący się bezalkoholowym Karmi, ma dość piwa, które smakuje jak woda z landrynkami. Każdy z pozostałych kumpli ma jedną pianę na koncie, a ja dwa kieliszki wódki – 60 ml. Od obiadu minęła godzina, a nasz alkomat wykazuje od 0,12 do 0,20 promila. Potwierdza się reguła, że największy z wyników wydmuchał najlżejszy z gości. Mój wynik po wódce jest najwyższy – 0,28 promila. Mówiąc językiem prawników, właśnie przekroczyłem cienką granicę i jestem w stanie „po użyciu alkoholu” – od 0,2 do 0,5 promila. Co mi grozi za jazdę w takim stanie? Najlepiej, choć w mało przyjazny sposób opisuje to kodeks wykroczeń, konkretnie artykuł 87: w najlepszym przypadku czeka mnie zabranie prawka na jakiś czas, kara aresztu albo grzywny. No to wszystko jasne – ja już sobie pojeździłem.

Pomiary powtórzone po pięciu minutach pokazują małe spadki, ale są one naprawdę niewielkie. Po dwóch bezalkoholowych Michała alkomat wskazuje równe 0 promili. Dzielnie walczymy dalej, a impreza rozkręca się w najlepsze. Poziom radości wzrasta, podobnie jak poziom hałasu. Dwa szybko wypite browary kopią bardziej niż przyswajana wolniej, ale regularniej wóda.

Czas na kolejne pomiary. W wydychanym powietrzu mamy od 0,28 do 0,9 promila. Rekord ponownie należy do naszego najmniejszego i najlżejszego kumpla. Po 120 ml wódki poziom alkoholu w wydychanym przeze mnie powietrzu spada do 0,1 promila! Prawdopodobnie taki wynik należy tłumaczyć regularnością picia (tuż po pomiarze) i popitką, która neutralizuje alkohol w oddechu.

co ważniejsze: masa czy wzrost?  
W teście wzięło udział pięciu gości z redakcji. Każdy z nas ma inną masę, wzrost i co najważniejsze różne doświadczenie w tych sprawach. Postanowiliśmy sprawdzić, po ilu browarach lub kieliszkach wódki trzeba powiedzieć: „stop”. Nie bawiliśmy się w żadne tam chodzenie po linii, robienie jaskółki czy grę w szachy. Jedynym sensownym kryterium była granica 0,2 promila, czyli „stan wskazujący na spożycie alkoholu”, której przekroczenie skutkuje odebraniem prawka, i 0,5 promila, kiedy jest się w stanie nietrzeźwości, który stanowi przestępstwo. Promile mierzyliśmy co 20 minut, certyfi kowanym i sakramencko drogim alkomatem Envitec AlcoQuant 6020. Wyniki zaskoczyły nas wszystkich. Zresztą spójrzcie na wykres.  



 
 

Po około półtorej godziny balangi wszyscy piwosze przekraczają granicę 0,5 promila. Od tego momentu kończy się zabawa. Mówiąc językiem prawników, wkroczyli do świata przestępców, więc scenariusz dalszych losów dopisze kodeks karny, a w szczególności artykuł 178a. Oczywiście, jeśli wpadliby na debilny pomysł wsiadania za kierownicę. Czegokolwiek! Ciekawym spostrzeżeniem jest o wiele wolniejszy przyrost stężenia alkoholu po wódce niż po piwie. Granicę 0,5 promila przekraczam po wypiciu 0,36 l wódki, a w tym samym czasie kumple przekroczyli albo właśnie dobijają do okrągłego promila. W ich brzuchach przelewają się cztery browary i widać, że niektórzy mają już dość: u jednego włączył się tryb wojownika, u innego – „lover”. Nie mamy problemów z komunikacją werbalną, ze schodami do toalety, tylko procesor pod czaszką pracuje na mocno zwolnionych obrotach. Jesteśmy zrobieni na tyle, że jedynym sensownym sposobem powrotu do domu jest taxi albo komunikacja miejska.

Po czterech godzinach balowania i wypiciu pięciu browarów poziom alkoholu ustabilizował się na poziomie 1,2-1,3 promila. Poziom po wódce rósł o wiele wolniej i osiągnął wartość 0,56 promila. Kolejne dmuchania czekają nas dopiero rano, gdy spotkamy się w pracy.



Jak ja lubię tą robotę! Fajna knajpa, browar w dłoni.Tylko, do cholery, co robi ten łysol obok mnie?!
„No to za bezpieczny weekend, Władziu”. „Za bezpieczny, Jeżyk”.

Dzień następny
Kolejnego dnia przychodzi czas na podsumowanie. Po 12 godzinach od zakończenia imprezy kontrolne dmuchnięcie w alkomat i u wszystkich pojawia się wynik 0,00. Czyli można wsiadać na bike’a. Nasz test potwierdził starą śląską zasadę, że do smacznego, dużego i jedzonego powoli obiadu można wypić jedno piwo. I na tym koniec! A i tak z tym jednym browarem jest trochę jak z chodzeniem po cienkim lodzie. Uda się albo i nie, a jeśli nie – konsekwencje mogą być naprawdę poważne. Pewne jest też to, że mniejsze i lżejsze osoby mają gorzej, bo bardzo łatwo mogą przekroczyć granicę 0,2 promila.

I wreszcie ostatnie: jeśli chcecie poczuć smak piwa, zdecydujcie się na niskoalkoholowe i niech to będzie Żywiec. Jest on najbardziej zbliżony w smaku do klasycznej piany i nie kopie. Wypicie 5 butelek po 0,3 l przez Michała ważącego 95 kg zakończyło się wynikiem 0,00.

browar, który nie kopie? 
To brzmi prawie jak herezja, ale każdy, kto lubi wypić browara do obiadu, może wybierać spośród piw z niską zawartością alkoholu. Według zapewnień speców z budek z piwem, w Polsce najpopularniejsze są Lech Free i Żywiec. Każde z nich zawiera od około 0,5 do 1,1% alkoholu. Karmi to oferta dla koneserów i miłośników napojów piwopodobnych. Karmi Poema di Caff e pachnie pięknie, ale smakuje jak czekolada na wodzie, a Malinowa Pasja to jak ciemne piwo z dużą ilością soku malinowego. Według największego pechowca naszego testu, Michała, najlepiej smakował Żywiec. Był prawie jak normalne piwo. Ale przecież prawie robi wielką różnicę. Jedyna pociecha jest taka, że po każdym z tych piw możesz spokojnie pojechać  

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole: