Motocykl poleca:

Jazda po piwie

Poleć ten artykuł:

Postanowiliśmy sprawdzić, ile piw można wypić, żeby wsiąść na motocykl i bez łamania przepisów pojechać do domu. Wypiliśmy kilka i...
jazda-po-piwie-fakty-i-mity-piwo-alkohol-05.jpg Zobacz całą galerię

Zanim nazwiecie nas nieodpowiedzialnymi debilami, upewniam was, że w naszym teście nikt nie ucierpiał, a po naukowym doświadczeniu do domu rozjechaliśmy się grzecznie tramwajami i taksówkami. Może nie mamy wielu zasad, ale zawsze trzymamy się jednej: albo bania, albo latanie na bike’u. Połączenie piwa i motocykli nie wychodzi na zdrowie – tego będziemy się niezłomnie trzymać.

Ponieważ zaczyna się sezon zlotowo- -grillowo-wyjazdowy, postanowiliśmy sprawdzić kilka mitów dotyczących picia piwa i jeżdżenia motocyklami. Czy po jednym browcu można spokojnie wrócić sprzętem do domu, czy lepiej sobie odpuścić? Sprawdziliśmy, jak masa gościa wpływa na zawartość szalejących promili i co bardziej pogarsza kondycję – wóda czy piwo? A na koniec sprawdziliśmy, czy rzeczywiście browary z niską zawartością alkoholu kopią, czy nie. Ale po kolei.

Takie testy to czysta przyjemność, więc ze znalezieniem kilku królików doświadczalnych nie było problemu. Gorzej wyglądała sprawa z jeleniem, któremu miało przypaść zadanie przetestowania Lecha Free, niskoalkoholowego Żywca i całej baterii Karmi. Pięć zapałek, w tym jedna z urwanym łebkiem, załatwiło sprawę. Żeby zabawa była mierzalna i nie polegała wyłącznie na totalnym urżnięciu się, przyjęliśmy kilka zasad. Po pierwsze, pomiaru promili dokonywaliśmy z aptekarską precyzją co 20 minut. Alkomat miał certyfikat urzędu miar, więc wyniki nie były wzięte z kosmosu. Po drugie, pierwsze dwa piwa każdy z nas wypił w ciągu pierwszej godziny, więc tempo miało sprinterski charakter. Po trzecie, do testu stanęliśmy po normalnym stołówkowym obiedzie, a nie po stercie kluch, schabowym z kapustą i rosole serwowanym przez mamusię. I wreszcie ostatnia sprawa: przez całą imprezę nie podjadaliśmy, no, chyba że na stole pojawiły się paluszki czy czipsy. Miejsce testu: Chopper Bar przy ul. Kotlarskiej we Wrocławiu.


 

Raz, dwa i... trzy
Wystartowaliśmy niczym Usain Bolt po rekord świata. Wśród kumpli browar smakuje lepiej, a dobrze zmrożona wódeczka wchodzi błyskawicznie. Po chwili podbija do nas kumpel z tekstem: „Właśnie wypłukałem usta płynem Listerine, po którym alkomaty szaleją. Zobaczymy, co pokaże wasz alkomat?”. Pierwsze dmuchnięcie i wynik... 3,4 promila. Od tej chwili wiem, że zęby będę mył tylko pastą do zębów. Na szczęście, po kilkunastu minutach wynik spadł prawie do zera. Zatem pierwszy mit mamy potwierdzony. Gdy zatrzyma cię drogówka, a ty przed chwilą wciągałeś kiełbachę z czosnkiem, nie przejmuj się tym i nie zgrywaj pedanta. Płukanie ust preparatami na bazie alkoholu to gwóźdź do trumny, bo alkomat oszaleje, a ty będziesz się gęsto tłumaczył.



Rachunek i alkomat proszę. Po kilku głębszychz knajpy można odjechać tylko tramwajem.
No to sobie k...a pojeździłem! Przeliczając wskazaniealkomatu na promile – wydmuchałem 0,28.

Po 20 minutach pierwszy pomiar. Michał, delektujący się bezalkoholowym Karmi, ma dość piwa, które smakuje jak woda z landrynkami. Każdy z pozostałych kumpli ma jedną pianę na koncie, a ja dwa kieliszki wódki – 60 ml. Od obiadu minęła godzina, a nasz alkomat wykazuje od 0,12 do 0,20 promila. Potwierdza się reguła, że największy z wyników wydmuchał najlżejszy z gości. Mój wynik po wódce jest najwyższy – 0,28 promila. Mówiąc językiem prawników, właśnie przekroczyłem cienką granicę i jestem w stanie „po użyciu alkoholu” – od 0,2 do 0,5 promila. Co mi grozi za jazdę w takim stanie? Najlepiej, choć w mało przyjazny sposób opisuje to kodeks wykroczeń, konkretnie artykuł 87: w najlepszym przypadku czeka mnie zabranie prawka na jakiś czas, kara aresztu albo grzywny. No to wszystko jasne – ja już sobie pojeździłem.

Pomiary powtórzone po pięciu minutach pokazują małe spadki, ale są one naprawdę niewielkie. Po dwóch bezalkoholowych Michała alkomat wskazuje równe 0 promili. Dzielnie walczymy dalej, a impreza rozkręca się w najlepsze. Poziom radości wzrasta, podobnie jak poziom hałasu. Dwa szybko wypite browary kopią bardziej niż przyswajana wolniej, ale regularniej wóda.

Czas na kolejne pomiary. W wydychanym powietrzu mamy od 0,28 do 0,9 promila. Rekord ponownie należy do naszego najmniejszego i najlżejszego kumpla. Po 120 ml wódki poziom alkoholu w wydychanym przeze mnie powietrzu spada do 0,1 promila! Prawdopodobnie taki wynik należy tłumaczyć regularnością picia (tuż po pomiarze) i popitką, która neutralizuje alkohol w oddechu.

co ważniejsze: masa czy wzrost?  
W teście wzięło udział pięciu gości z redakcji. Każdy z nas ma inną masę, wzrost i co najważniejsze różne doświadczenie w tych sprawach. Postanowiliśmy sprawdzić, po ilu browarach lub kieliszkach wódki trzeba powiedzieć: „stop”. Nie bawiliśmy się w żadne tam chodzenie po linii, robienie jaskółki czy grę w szachy. Jedynym sensownym kryterium była granica 0,2 promila, czyli „stan wskazujący na spożycie alkoholu”, której przekroczenie skutkuje odebraniem prawka, i 0,5 promila, kiedy jest się w stanie nietrzeźwości, który stanowi przestępstwo. Promile mierzyliśmy co 20 minut, certyfi kowanym i sakramencko drogim alkomatem Envitec AlcoQuant 6020. Wyniki zaskoczyły nas wszystkich. Zresztą spójrzcie na wykres.  



 
 

Tagi: piwo | alkohol | jazda po piwie

Oceń artykuł:

2.9

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij