Motocykl poleca:

KORSYKA kraina 1001 zakrętów

Poleć ten artykuł:

Wszystko zaczęło się w grudniowy wieczór, na dworze zimno szaro i ponuro, motocykle cierpliwie czekały w garażu na kolejny sezon, a ja i mój syn Oskar układaliśmy plan.
P1200133.jpg Zobacz całą galerię

Założenia były następujące: ma być ciepło, sucho, dobre drogi, ładne widoki, atrakcje, skala trudności dla wszystkich. Początkowo padło na Włochy i Chorwację. Oskar przygotował rozpiskę ile km mamy do pokonania z podziałem na dni i miejscowości - wszystko szło w dobrym kierunku. Pozostawał pewien niedosyt skoro jedzie nas dwóch, to może ktoś się dołączy. Pierwszy był mój ojciec. Witaliśmy się z Chorwacją do czasu kiedy dołączył do naszej ekipy Wacek i wszystko się pozmieniało. Nowym celem została Korsyka – francuska wyspa z której pochodzi Napoleon Bonaparte. Do ekipy dołączyli jeszcze Adam i Andrzej, więc było już 6 motocykli.
Z uwagi na różnorodność sprzętów od Hondy Varadero 125 po Triumpha Rocketa III, doświadczenia i wieku riderów wyprawa została podzielona na 2 sekcje . Pierwsza z nich załadowała motocykle na przyczepy i miała rozpocząć swoją przygodą z Sirmione odlonego o 1100 km od Gliwic . Druga ekipa tzn (Ja, Iza i Adam) miała za zadanie dojechać na kołach bezpośrednio do Sirmione .

Ruszyliśmy w piątek 27 kwietnia o 7.00. Ekipa z przyczepami ruszyła dzień wcześniej z zaplanowanym noclegiem w Austrii. Dzielnie mknęliśmy nudnymi autostradami w kierunku Włoch. Za Wiedniem na stacji benzynowej pierwsza niespodzianka - spotykamy wspólną koleżankę z Gliwic Ewę z synem Marcinem jadącą do Toscanii.
Adam dzielnie się trzymał choć jazda Rocketem nie należy do najłatwiejszych na długich trasach. Podczas kolejnego tankowania widać zmęczenie w oczach Adama. Okazuje się, iż jego najdłuższa trasa wynosiła tylko 350 km(!) i to mimo faktu, że od kilku lat posiada motocykl. A tu mamy do zrobienia 1100 km… Zgodnie z zasadą nic na siłę postanawiamy jechać do momentu, kiedy zmęczenie zacznie się już dawać we znaki. Pogoda na trasie idealna, rano 20 a w południe 25oC. Piękne słońce, czyste niebo i umiarkowany ruch – to dawało nam cień szansy na dotarcie bez noclegu.

Udało się! pierwszy odcinek 1100 km zaliczony, tu wielkie uznanie dla Adama. Nasza ekipa powitała nas dobrą kolacją i zimnym piwem.

Włochy Jezioro Garda
Kolejny dzień to odpoczynek – rozładowanie motocykli z przyczep oraz mały rekonesans wokół jeziora Garda. Ładne miasteczko, piękne widoki i oczywiście parking dla motocykli. Postanowiliśmy zobaczyć jak to wygląda z wody i wypożyczyliśmy motorówkę. Po godzinie pływania mały posiłek i próba jazdy w grupie po serpentynach. W końcu na Korsyce nie ma prostych dróg. Widoki jeszcze lepsze niż bezpośrednio przy jeziorze. Do tego kręte drogi i wyśmienita pogoda - czego tu chcieć więcej?
Po śniadaniu ruszamy plan na dzisiaj – 350 km niektórym dystans może wydawać się śmieszny, lecz jedziemy w 6 motocykli + samochód z przyczepą (na wypadek awarii). Wśród riderów mamy 17-letniego Oskara na „125”, który prawo jazdy A1 odebrał we wtorek 24 kwietnia 2012 r. oraz seniorów w osobie Wacka na Triumphie Speedmasterze, Andrzeja na chińskim Chelangerze i Henia lat 68 na Hondzie SH 300i. Do tego ja z drugim synem Wiktorem na BMW 1300 GT i Adam na Rockecie III rozpoczynamy i zamykamy stawkę. Serwisowo-bagażowym samochodem z przyczepą jechały natomiast Iza, Kasia i Basia.
Po 100 km zaczyna kropić, mija nas BMW na polskich blachach i to z Zabrza. Jak się później okazało nie było to nasze ostatnie spotkanie. A po chwili już leje – stajemy na najbliższej stacji na ciepłą herbatę i założenie przeciwdeszczówek. Wychodząc ze stacji słyszę polskie głosy - dziewczyny jadą stopem do Rzymu, biorą udział w wyścigu par Wrocław-Roma. Nasze dziewczyny mają więc towarzystwo na następne 200 km. Po drodze widzimy mnóstwo osób łapiących stopa w niebieskich koszulkach z numerem. Mamy nadzieję, że naszym autostopowiczkom udało się dostać do wiecznego miasta.

Korsyka
Prom odpływa punktualnie, w kolejce oczekujących motocyklistów spotykamy wspomniane BMW. Okazuje się, że też jadą pojeździć po Korsyce. Bastia wita nas popołudniowym słońcem. Do kampingu mamy jeszcze 90 km. Jednak GPS zgłupiał i nie potrafi znaleźć miejsca docelowego. Zapytani mieszkańcy oczywiście odpowiadają wyłącznie w języku francuskim. Na szczęście mamy tajną broń - młodszy syn Wiktor doprowadza nas do celu.

Ghisonaccia
Nasz kemping jest położony na wschodnim wybrzeżu Korsyki mniej więcej w połowie wyspy decydujemy się zostać tam na 4 noce . Ciekawostką jest że na kempingu jest ZOO. Pierwszego dnia pada deszcz, więc postanawiamy przeczekać. Po południu się rozpogadza, więc wyruszamy na eksplorację Korsyki. Wiele miejsc na świecie odwiedziliśmy, ale czegoś takiego nigdy nie widzieliśmy. Ilość zakrętów jest nie do policzenia, praktycznie nie ma prostych odcinków. Droga na Salmopol wydaje się szeroką i nudną autostradą w porównaniu z drogami na Korsyce. Do tego widoki zapierają dech w piersiach. Osiągamy szczyt ponad 1200 m n.p.m. temperatura spada do 7oC zakładamy wszystkie podpinki i zaczyna się zjazd. Czujemy się prawie jak zawodnicy MotoGP podczas wyścigu. Wracamy około 21 zadowoleni jak nigdy. Kolejny dzień to wyprawa do Bonifaccio urokliwe miasteczko położone na południu wyspy. To co zastajemy na miejscu trudno opisać. Miasto zawieszone na klifach, te niesamowite widoki na długo pozostaną w pamięci. W kolejnym dniu postanawiamy odwiedzić stolicę – Ajaccio. Droga przez góry jest bardzo wąska i kręta. Robimy zdjęcia na tle ośnieżonych szczytów. Po kilku kilometrach okazuje się, że droga jest zamknięta - trwa właśnie trening do Rajdu Korsyki, który ma się odbyć w następnym tygodniu. Z duszą na ramieniu ruszamy trasą rajdu w dół, zatrzymujemy się w miejscu gdzie zawodnicy rozpoczynają trening

Tagi: Korsyka | turystyka

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij