Motocykl poleca:

Kaukaz południowy: Dwa kółka i spółka

Poleć ten artykuł:

Ekipa: pięciu facetów w średnim wieku i ja: dwukrotnie od nich młodsza. Miało być lekko i przyjemnie, z domieszką przygód. Były góry, przełęcze i wąwozy, słońce i deszcz, upał i zimno, brak dróg, błoto, łzy, słabość i radość….

Armenia to przede wszystkim zabytki, ale także popadające w ruinęzakłady przemysłowe, pustostany i rozpadające się blokowiska oraz wszechobecne sterczące rury i kawały blachy. Zobacz całą galerię

Część z facetów, w których towarzystwie męczyłam moją beemkę F 800 GS, poznałam dopiero podczas przedwyjazdowego piwa, pozostałych nie znałam aż do samego wyjazdu.

Przelot przez Gruzję (z Batumi do Vardzii) był mocnym uderzeniem. Po pierwsze za sprawą sposobu jazdy Gruzinów, po drugie ze względu na góry. Krótki asfaltowy odcinek zaraz po wyjeździe z Batu mi nauczył nas, że nie ma reguł, że samochody wyprzedzają na trzeciego albo, jeśli jest miejsce, z prawej, że za zakrętem może być wszystko: pies, człowiek, krowa, bus, którego pasażerka właśnie wymiotuje na poboczu, ktoś na koniu... Koniec asfaltu oznaczał początek jeszcze większej zabawy: błoto, kamienie, strumyki, urwiska, koleiny – wszystko to na górskiej drodze z mnóstwem zakrętów. Do tego mgła tak gęsta, że przechodząca w mżawkę. Dotarcie do Vardzii (niecałe 200 km) trwało cały dzień!

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy po wjeździe do Armenii, to ogromne przestrzenie i całkowity brak drzew. Znalezienie kawałka cienia graniczyło z cudem. Drugie – nawierzchnie pozostawiały bardzo wiele do życzenia. Szczególnie w miastach były jak ser szwajcarski.

Państwo muzeum

Armenia to przede wszystkim zabytki – monastery, świątynie, twierdze... Jest ich tyle i są tak stare, że tych z XII wieku oraz nieco nowszych często nie ma na mapach, bo to prawie „sztuka nowoczesna”. Krajobrazy zapierały dech w piersiach – piękne doliny i wąwozy z niesamowitymi formacjami skalnymi. Mieliśmy małą przygodę z dojazdem do Garni: GPS wyznaczył trasę, ale spotkany po drodze kierowca powiedział, że droga jest zła i polecił inną, „bardzo dobrą”. Okazała się fatalna. Jak więc wyglądała ta zła?

Bodaj jedyną rzeczą, która mi w Armenii doskwierała, były świadectwa minionej epoki – zrujnowane lub popadające w ruinę zakłady przemysłowe, pustostany i rozpadające się blokowiska oraz wszechobecne sterczące rury, kawały blachy itp.

Oddech wojny

Górski Karabach to przede wszystkim piękne krajobrazy – tak jak w Armenii górskie, ale zupełnie odmienne, a także drogi o skrajnie różnej jakości: te bliżej granicy z Armenią znakomite, natomiast w głębi kraju w większości niestety fatalne.

Zwiedziliśmy w tym kraju m.in. monaster Gandzasar, kolejny na naszej trasie położony w miejscu spowitym mgłą i chmurami, co przypominało scenerię z komputerowej gry fantasy. W wiosce u podnóża wzgórza zatrzymaliśmy się na nocleg w hotelu, którego stylistyka była tak kiczowata, że aż wzbudzała podziw – morskie miasteczko z syrenkami, nimfami i Arką Noego wciśnięte w górski krajobraz.

Postanowiliśmy nieco zaryzykować, napompować się adrenaliną, więc pojechaliśmy w okolice Agdamu – miasta duchów, całkowicie zrujnowanego przez tlący się konflikt zbrojny między Ormianami z Karabachu a Azerbejdżanem. Okoliczne obrócone w kupki gruzu miasteczka, ze śladami ostrzału na stojących jeszcze ścianach budynków, zrobiły na nas przygnębiające wrażenie. Na poboczach dróg i na polach stały wraki pojazdów wojskowych, a znaki drogowe ostrzegały o przejeżdżających czołgach.

Tagi: kaukaz | turystyka na motocyklu | podróże na motocyklu

Oceń artykuł:

4.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij