Motocykl poleca:

Lepsza jurta niż nocleg w hotelu

Poleć ten artykuł:

„Azja Centralna? Nie boicie się? A gdzie to w ogóle jest?”. Wyciągaliśmy mapę i pokazywaliśmy. Przekonywaliśmy też, że w Rosji i Kazachstanie na pewno nic nam się nie stanie. Mimo to znajomi pukali się w czoło. Decyzja jednak zapadła. Jedziemy!

Zobacz całą galerię

Dlaczego Kirgistan i Tadżykistan? Bo to piękne kraje, bo mają siedmiotysięczne góry i turkusowe jeziora, kręte asfalty, szerokie szutry i ścieżki dla osłów... Bo inna jest kultura, inni ludzie, zwyczaje i jedzenie. Wystarczy?

Kirgistan i Tadżykistan przejechaliśmy w 10 motocykli – od dużych, takich jak BMW R 1200 GS, do starych sprzętów jak mój XT 600 czy XT 600 Ténéré „Kowala”. Trasę Polska – Kirgistan ja i „Kowal” pokonaliśmy samochodem z przyczepą, na której były motocykle, reszta samolotem przyleciała do Biszkeku.
A więc jesteśmy w stolicy Kirgistanu. Mamy 2 dni na aklimatyzację, relaks, lokalne żarcie i przygotowanie się do podróży. Gdy langman, manty i lokalne piwo znudziły nam się, ruszamy w drogę. Pierwszy cel to wielkie jezioro Issyk-kul, nad którym dominują ośnieżone szczyty. Nocleg rozbijamy nad samym brzegiem. Miejscowe dzieciaki, zaciekawione, wyskakują z krzaków. Na naszym obozowisku pasą się kozy, owce i cielaki. Wytypowana z grupy ekipa rusza do sklepu. Przywozi chleb, ryby w puszce, topione serki, wódkę i piwo w 1,5-litrowych, plastikowych butelkach. To będzie nasz żywieniowy standard do końca wyjazdu.
Kolejnego dnia ruszamy południową stroną Issyk-kul w stronę Karakul, po drodze zatrzymując się w zjawiskowo pięknym wąwozie z rudymi, popękanymi skałami i drobnym piaskiem. Zachwycamy się jego niesamowitym kontrastem z ośnieżonymi górami, chłodną wodą jeziora i otaczającą nas zielenią.
Następnego ranka ruszamy w stronę innego jeziora – Song-kul. Najpierw jedziemy pięknymi krętymi asfaltami, które po jakimś czasie zamieniają się w rudą, płynącą błotem drogę. Trwa jej remont. Widać, że i tutaj wszystko jest na potęgę asfaltowane. Po drodze zatrzymujemy się w lokalnej smażalni ryb. Zamiast bieżącej wody są tam baniaki, a rolę sanitariatów gra dziura w ziemi.
Jedziemy dalej. Zapierające dech w piersiach widoki, w stylu tych z trylogii Tolkiena, nie pozwalają skupić się na jeździe. Piękne szutry, brody i serpentyny ciągną się kilometrami. Wjeżdżamy coraz wyżej. Motocykle jeszcze jakoś dają radę, ale już kilka kroków na własnych nogach powoduje zadyszkę.

Tagi: Azja centralna | Kirgistan | Tadżykistan | turytyka

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij