Motocykl poleca:

MT i wszystko jasne

Poleć ten artykuł:

Jedni przygotowywali się do wyborów, a inni do śmigania po poligonie. Zgadnijcie którą opcję wybraliśmy.
MT Series 2011 0785.jpg Zobacz całą galerię

W drugi weekend października, czyli 7-9, odbyła się kolejna odsłona MT Series. Na starcie stanęło ponad 150 załóg fanów taplania się w błocie z Polski, Niemiec, Holandii, Austrii, Danii i Francji. Wszyscy mogli się wyżyć i wyjeździć do syta po poligonie drawskim. A że brudzenie niejedno ma imię na starcie stanęło w sumie 18 motocyklistów (6 w klasie sport, 11 w klasie cross-country i 1 (słownie: jeden) w klasie turystycznej),  63 quadowców (22 - sport, 24 cc oraz 17 t). Na starcie nie zabrakło samochodów 4x4 - stawiły się aż 82 załogi (22 - sport, 52 - cc, 8 - t). Całość stawki uzupełniły 3 (słownie: trzy) ciężarówki - wszystkie w klasie sport. Przynajmniej w tym przypadku już na starcie znaliśmy załogi, które staną na podium:) O 14.30 wystartował prolog, który ustalił kolejność startu do nocnego etapu. Jedna z załóg samochodowych na liczącej zaledwie 4 km trasie zaliczyła frontflipa, ale poza gaciami pełnymi strachu nic się nikomu nie stało.




 

W tej edycji rajdu organizatorzy zaplanowali etap nocny o długości 100 km, jego start zaplanowano na 20.00. Zawodnicy startowali w 30 sekundowych odstępach od klasach od najlżejszej, tzn. najpierw motocykliści, potem quadowcy, terenówki, a na końcu ciężarówki. Wielu uczestników już zdążyło się przekonać, że przysłowie "w nocy wszystkie koty są czarne" doskonale sprawdza się w czasie nocnego etapu rajdu. Jazda na azymut, poszukiwanie trasy oraz odnalezienie wszystkich punktów kontrolnych to już nie jest tak hop-siup. W ciemnościach trudniej ocenić trudność przeszkód, a poza tym każdy zakręt wygląda podobnie. A czas i rywale nie mają litości. Najważniejsze na tym etapie było światło - kto miał skuteczne, od razu był do przodu. Mniej więcej do północy zawodnikom sprzyjała pogoda, a księżyc przyglądał się im obojętnie. Jednak później nie było już tak różowo - niebo zasnuło się chmurami i zaczęło padać.

Drugi etap liczył 160 km długości. Po nieprzespanej nocy okazał się bardzo trudny zarówno dla sprzętu, jak i ludzi. Krzysiek "Krecik" Kretkiewicz w trakcie etapu powiedział: – Dziwnym trafem pokonałem dziś 180 zamiast 160 kilometrów. Mam na to swoją teorię - gdy quad podskakuje, koła szybciej się kręcą i stąd ta rozbieżność. Wygląda więc, że 20 kilometrów… przeleciałem w powietrzu (śmiech). Trasa niesamowicie mi się podobała, bo zajrzeliśmy dziś niemal w każdy zakątek poligonu. Wyjeździłem się na maxa! W takich warunkach straty w sprzęcie „muszą być” – rano jeszcze przed startem wymieniłem półoś, teraz czeka mnie drobna naprawa amortyzatora, mam pogięte felgi. Do mety rajdu na szczęście już niedaleko…

Tagi: MT Series | 2011 | poligon drawski | off-road

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij