Motocykl poleca:

Muzeum w Ustroniu

Poleć ten artykuł:

Mimo że nie dostajemy żadnej kasy za promocję miasta, zapraszamy do Ustronia – uzdrowiska położonego w Beskidzie Śląskim. Warto tam obejrzeć kolekcję motocykli zabytkowych „Rdzawe diamenty”.
Zobacz całą galerię

Wbijamy do Ustronia i szukamy ulicy Partyzantów. Misja kończy się sukcesem, bo wkrótce widzimy NSU zawieszone nad wejściem do równie motocyklowego jak muzeum Troll Classic Pubu. Obok stoją dwa rusy w malowaniu typu kamuflaż. W środku pierwszy w oczy rzuca się zawieszony nad barem BMW R2. Ściany i sufit ozdobiono przeróżnymi gadżetami – od gaśnic, przez maski gazowe, drewniane narty, na dziwnych tabliczkach kończąc. Wygląda to całkiem w porzo, a że i załoga wyluzowana, od razu robi się miła atmosfera. Centralne miejsce na drewnianym barze zajmuje silnik – oczywiście bokser. Przez jego cylindry poprowadzono pipę od browara.

Wejście do muzeum znajduje się w podwórzu – wokół stoją przeróżne motocykle albo ich elementy (ramy, wózki boczne), na ścianach wiszą dekoracje ze starych świec zapłonowych, felg, zbiorników paliwa, wydechów i innych gadżetów. Wygląda to po prostu znakomicie i tworzy niepowtarzalną atmosferę. Przed samym wejściem do muzeum stoi kilka młodszych – w muzealnej skali – sztuk z lat 60. i 70. m.in. Junaki i Jawy. To, co najlepsze, zostawiamy sobie na sam koniec.

Najstarszym rdzawym diamentem jest Zündapp EM 250. Co ciekawe, na baku zachował się oryginalny lakier – doskonale widać logo. Zresztą, jeśli chodzi o Zündappy to chłopaki mają ich kilka. W 1928 roku wyprodukowano ostatni model podramowy, rok później zbiornik paliwa umieszczono nad ramą – tak jak w większości współczesnych sprzętów. Jednak popełniono jeden błąd – siodło mocowane bezpośrednio do baku znakomicie go dziurawiło. Z kolei model B 170 to pierwszy na świecie motocykl seryjnie wyposażony w oświetlenie elektryczne. Model KS 600 z 1941 roku jest kompletnie odrestaurowany i, choć trudno w to uwierzyć, w ciągłej eksploatacji.

 
Perełką jest znaleziony na Syberii francuski Gnome&Rhône. Podczas niemieckiej okupacji produkcję tych maszyn zawieszono. W 1944 roku, kiedy Wehrmachtowi brakowało środków transportu, z części leżących w magazynach złożono jeszcze 100 motocykli. Na każdym elemencie wytłoczono godło III Rzeszy. Trwają prace nad odbudową tego egzemplarza.

Benelli SV 500 także ma wojenny rodowód. Nie pozostało zbyt wiele tych maszyn, gdyż praktycznie cała produkcja trafiła na front – do Afryki i na wschód. Hitem jest mały, bo mający pojemność tylko 100 cm3 Phenomen Sachs, używany przez niemieckich spadochroniarzy Ottona Skorzenego w czasie desantu na Kretę. Motocykle zrzucano na spadochronach w specjalnie skonstruowanych skrzyniach. Pudła miały się otworzyć na skutek uderzenia o ziemię.

To, co opisałem, to zaledwie wierzchołek góry lodowej, gdyż w muzeum wystawiono kilkadziesiąt motocykli. Można podziwiać protoplastę motocykli żużlowych RMW z silnikiem JAP London, pradziadka crossówek – Viktorię KR 26, uratowanego przed wywiezieniem do Holandii angielskiego New Hudsona, którego kilogram kosztował tyle, co kilogram Rolls-Royce’a, niemieckie Triumphy, NSU czy Ardie 500 z angielskim silnikiem JAP London i np. produkowanego w Katowicach Moja (niestety bez silnika). Oczywiście, z każdą z tych maszyn jest związana ciekawa opowieść.

Serdecznie polecamy obejrzenie ustrońskich „Rdzawych diamentów”. Tym bardziej że cały czas coś się tu dzieje – w planach jest rozbudowa muzeum.

Tagi: muzeum | motocykle | Ustroń | Zündapp | BMW | NSU | Triumph

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij