Motocykl poleca:

Okiem psychologa: Grozić czy potępiać?

Poleć ten artykuł:

Jednym z najczęstszych pomysłów na zniechęcenie kierowców do łamania przepisów jest straszenie ich srogimi karami. W teorii powinni to działać, w praktyce jednak nie skutkuje. Dlaczego tak się dzieje?

Jednym z najczęstszych pomysłów na zachęcenie kierowców by odstąpili od niektórych zachowań to ich porządne wystraszenie. Np. w najnowszym, i dopiero co podpisanym przez Ministra MSW Jacka Cichockiego taryfikatorze rosną kary (np. za przewóz dziecka bez fotelika), lub też pojawiają się nowe (np. za zbyt wolną jazdę). Wydaje się bowiem, że wystarczy podnieść karę za dane zachowanie i to spowoduje refleksję, ważenie zysków i strat. Ważenie polegające na „obliczaniu”, czy to aby mi się opłaca. Np. jeżeli zwykle „przy grillu” wypijałem piwo i potem wracałem autem do domu, to teraz - po podniesieniu kary włącznie z karą pozbawienia wolności - odstąpię od tego, bo jednak ciężar kary jest poważny. Podobnie kierowca notorycznie przekraczający prędkość. Zwykle jedzie tak ok 40 - 60 km/h powyżej dozwolonej prędkości. Teraz - pomny grożenia palcem - przestraszy się wyższego mandatu i/lub większej liczby punktów jaka zostanie zapisana na koncie „rajdowca”. Czy zamierzenia pomysłodawców się sprawdzają?

Na zdrowy rozum wydaje się, że powinny działać. Niejako u rodzica, który wprowadza surowe konsekwencje dla swego dziecka / nastolatka, który co pewien czas poważnie się upija. Co pewien czas tęgie lanie (a wcześniej np. zakaz gry na komputerze) wydaje się likwidować problem. Interesujące jest jednak to, że ... alkoholu nie sposób wybić z głowy. Wejdźmy teraz w skórę nastolatka sięgając do naszych pierwszych eksperymentów z alkoholem. Czego uczyliśmy się w takich sytuacjach? No czego? Kombinowania! Takiego picia by nie być złapanym. Względnie rzadszego. Ale na pewno nie porzucenia tej gry w kotka i myszkę. Takie sytuacje można mnożyć patrząc jak licea walczą z plagą palenia tytoniu przez uczniów: zakazy i kary praktycznie nic nie zmieniają.

Powróćmy jednak do kierowców. Czy nasz „grillowiec”, czy „rajdowiec” odstawią piwo lub zdejmą nogę z gazu (tudzież zamkną nieco manetkę)? Poszukajmy najpierw odpowiedzi w statystykach. Czy spadła liczba „łapanych” pijanych kierowców od kiedy prowadzono sankcje karne za prowadzenie pojazdu pod (poważniejszym) wpływem alkoholu? Trudno znaleźć takie stałe tendencje a widać odwrotne. W połowie 2010 roku pojawia się przepis o umieszczaniu recydysitów podwójnego gazu w więzieniach, a oni nadal są plagą dróg. Ogólnie pijanych kierowców zatrzymano w zeszłym roku 183 500!. Czy wprowadzając wyższe mandaty za przekroczenie prędkości obserwujemy spadek liczby kolizji / wypadków, gdzie przyczyną jest nadmierna prędkość? A może spadają wpływy z tego tytułu  (w myśl rozumowania: mniej ludzi łamie przepisy więc mniej płacą mandatów)? I tu również ciężko znaleźć poważne dowody na surowość kar jako metodę prewencji. Z jakiś powodów kierowcy nadal jeżdżą szybko i nadal wsiadają na podwójnym gazie. No dobrze - to z jakich?

Odpowiedzi chciałbym poszukać na polu psychologii społecznej, ale sięgając również nieco głębiej w dziedzinę prawa - jego respektowania przez obywateli. Łącząc te dwie dziedziny szybko odkryjemy, że są dwa podstawowe mechanizmy odpowiadające za prewencję:
- Prawdopodobieństwo wykrycia czynu
- Tempo wykonania kary
Omówmy je zatem pokrótce. Pierwszy wymóg jest najprostszy w stosowaniu. Jednym z najsilniejszych bodźców powodujących, że czegoś nie będziemy robić (a załóżmy, że robimy często będąc świadomymi, iż dany czyn nie jest pochwalany) jest przeczucie, że nas ktoś przyłapie. Jeżeli palę papierosy w liceum i umiem się chować – to zaryzykuje. Podobnie z kierowaniem po „grillu” - jeżeli szybko policzę, że na drogach w danym rejonie jest jakieś 50 000 innych kierujących, to prawdopodobieństwo przyłapania (na zdrowy rozum) wynosi 1 do 50 000. Jeżeli wiem, że na danej trasie czasem „suszą”, to albo kupię sobie CB radio, albo będę czekał na „zająca” (najlepiej miejscowego), który mnie osłoni. Ale... jeżeli w naszej szkole jest kapuś co donosi na palących, współgrillownicy zawsze dzwonią jak rusza ktoś „po piwku”, lub stoi wiele dobrze umiejscowionych fotoradarów - odpuszczamy. Jeżeli dmucham „w balonik” po każdym wejściu do rodzinnego domu - poprzeczka wykrycia drastycznie rośnie. Działamy podobnie do złodziei ze sklepów. Po prostu nie wejdziemy tam, gdzie jest wiele kamer i wiemy, że ochrona szybko odławia takich jak my. Podsumowując - dużo trudniej jest pozostać niezauważonym.

Drugie zagadnienie idzie nieco dalej. Jak już jestem złapany kara i to w pełnym (choć niekoniecznie wysokim) wymiarze jest natychmiast egzekwowana. Po kilku dniach od zatrzymania za prowadzenie po piwku tracę prawo jazdy, otrzymuję wyrok pozbawienia wolności (nawet w zawieszeniu). Natychmiast mam problemy z kredytem, uzyskaniem pracy, kupnem niektórych komórek czy laptopów na raty. Sięgnijmy w tym miejscu nawet do wspomnień wielokrotnych przestępców. Opowiadają oni, że kiedy dostawali wyrok, ale czekali na jego wykonanie, to co robili? „Jechali po całości”. Kiedy odbywali karę niekoniecznie musieli wiedzieć za co ją odbywają.

Przechodząc na nieco wyższy poziom można dodać i trzeci krok prewencji. Ale za to dużo trudniejszy:
- Przyzwolenie społeczne. Nie polewajmy przy grillu kierowcy. Wybierajmy samochody jadące rozsądnie (140 km w miejscu, gdzie jest ograniczenie do 90 nie jest rozsądną prędkością).

Zacznijmy więc od siebie. Nie sięgajmy po najostrzejsze narzędzia, bo czasem już sama groźba zastosowania dużo delikatniejszych metod przynosi świetne rezultaty.

 

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij