Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Ostatnie pożegnanie Marco Simoncellego

Dziesiątki tysięcy fanów, rywale z toru, przyjaciele i rodzina pożegnali zmarłego tragicznie Marco Simoncelliego podczas wczorajszej mszy świętej w jego rodzinnej miejscowości Coriano we Włoszech.

Niestety, 24-latek zginął w wypadku podczas drugiego okrążenia wyścigu przedostatniej rundy motocyklowych MŚ MotoGP, Grand Prix Malezji na torze Sepang, po upadku ze swojej Hondy potrącony przez jadących za nim zawodników; Colina Edwardsa i Valentino Rossiego.

Bliski przyjaciel, Rossi był także jednym z rywali obecnych podczas uroczystości pogrzebowych. Do Coriano przyjechali nie tylko włoscy motocykliści, jak Loris Capirossi, Andrea Dovizioso, Mattia Pasini czy Simone Corsi, ale również m.in. Japończyk Hiroshi Aoyama, Francuz Randy de Puniet, Hiszpanie Toni Elias i Jorge Lorenzo, a także tegoroczny mistrz świata World Supersport, Brytyjczyk Chaz Davies, przed laty startujący z Simoncellim w jednym zespole w klasie 125ccm.  Lorenzo, ubiegłoroczny mistrz świata MotoGP, w księdze kondolencyjnej napisał: „Przepraszam, że z Tobą dyskutowałem” - nawiązując do kontrowersyjnej wymiany zdań po kolizji podczas czerwcowego wyścigu w Holandii.

„Strasznie mi Ciebie brakuje” - napisał z kolei krótko Valentino Rossi. Trumnie z ciałem zawodnika w drodze do kościoła towarzyszyły dzieci w kombinezonach motocyklowych, puszczając w powietrze wielkie balony z napisami 58 oraz SIC. Przed ołtarzem ustawiono zaś dwa motocykle na których ścigał się Simoncelli – tegoroczny model Hondy RC212V z klasy MotoGP oraz Gilerę, na której w 2008 roku sięgnął po tytuł mistrza świata klasy 250ccm. Ten drugi to zresztą prezent, jaki otrzymał od zespołu po wywalczeniu mistrzostwa i który na co dzień stał w sypialni jego domu.

W pobliżu kościoła i centralnego placu miasta pojawiły się tysiące ludzi. Fani, dla których zabrakło miejsca, zgromadzili się na pobliskim torze Misano, gdzie we wrześniu odbyła się jedna z rund MotoGP. Lokalne władze zadbały, aby ustawiono tam także telebimy, jednocześnie wnosząc propozycję, aby obiekt nazwano imieniem zmarłego zawodnika. Uroczystości pogrzebowe na żywo, przerywając swoją ramówkę, transmitowała ogólnokrajowa stacja Rai Due.

„To było bardzo poruszające – powiedział obecny w Coriano, szef organizującej cykl MŚ MotoGP firmy Dorna Sports, Carmelo Ezpeleta. - Nie ma wątpliwości, że odszedł świetny zawodnik, ale także wspaniały człowiek, który zostawił po sobie ślad. Nigdy nie zapomnimy Marco.”

Rywale oddają cześć

Koledzy z toru już zastanawiają się, jak uczcić pamięć Marco Simoncelliego podczas ostatniego wyścigu sezonu, Grand Prix Walencji za tydzień. Valentino Rossi poprosił nawet kibiców o ich pomysły. Wielu z nich sugeruje, aby Włoch wystartował w kasku w barwach, z jakich korzystał jego przyjaciel, albo w specjalnym malowaniu swojego Ducati. W Hiszpanii zabraknie z kolei za tydzień Colina Edwardsa, który z powodu kontuzji ramienia po wypadku w Malezji będzie musiał poddać się operacji.

Swoją obecność podczas ostatniego wyścigu, mimo wcześniejszych zaprzeczeń, potwierdził zespół San Carlo Honda Gresini, który przygotuje kompletny wystrój garażu i jeden z motocykli Marco Simoncelliego. Start drugiego zawodnika ekipy w klasie MotoGP, Hiroshi Aoyamy oraz dwóch reprezentantów zespołu w klasie Moto2, wciąż stoi pod znakiem zapytania, podobnie jak przyszłość włoskiego składu. Gresini zamierzał w przyszłym roku wystawić motocykle we wszystkich trzech klasach motocyklowej Grand Prix; MotoGP, Moto2 i nowej kategorii Moto3. Śmierć jego ukochanego podopiecznego może to jednak zmienić.

Pamięć włoskiego zawodnika postanowili uczcić także polscy motocykliści i telewidzowie SportKlubu, którzy w najbliższą niedzielę, o godzinie 11, spotkają się w Warszawie, przed Ambasadą Włoch. Podobne spotkania organizowane są także w innych miastach dzięki zaangażowaniu fanów na facebookowym fan page'u stacji.

Natychmiast po powrocie do Włoch, ojciec Marco Simoncelliego, Paolo, który w ostatnich dniach mimo ogromnego bólu popisał się niewiarygodną siłą i klasą, skomentował także amatorskie nagranie, ukazujące wirażowych, którzy upuścili nosze transportując zawodnika z toru do karetki. „Byłem tam, stałem dziesięć metrów od toru – mówił ze spokojem. - Marco już nie żył i niczego to nie zmieniło. Podszedłem do karetki i powiedziałem jedynie „Ciao Marco”.”

Krótką rozmowę z dziennikarzami, dziewczyna Marco Simoncelliego, Kate, zakończyła wzruszająco: „A teraz pewnie chciałby, abym powiedziała; 'ale takie są wyścigi...”

...niestety.

Ciao Marco


Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Dziesiątki tysięcy fanów, rywale z toru, przyjaciele i rodzina pożegnali zmarłego tragicznie Marco Simoncelliego podczas wczorajszej mszy świętej w jego rodzinnej miejscowości Coriano we Włoszech.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 04:12:20
  • avatar
    zgłoś
    Ciao Marco! Kiedys wyscigi ogladlo sie do Vale, ten sezon ogladlem dla Sic'a . Bedzie go bardzo brakowalo. Zegnaj Mistrzu. :,(
    torn9, 2011-11-01 11:19:19
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij