Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.7

Pireneje: Tu Francja, tam Hiszpania

Mieszanka kultur, krajobrazów, klimatów i języków – Pireneje potrafią zaskoczyć różnorodnością. Między Morzem Śródziemnym a Atlantykiem, Hiszpanią a Francją jest wiele do odkrycia...  

Andora, niedaleko od Port d’Envalira.

Pirenejski łańcuch dzieli wiele odmiennych kulturowo i krajobrazowo krain. Można by długo dyskutować, która z nich jest piękniejsza: wypalona słońcem Aragonia, szare, kamienne wioski Midi- -Pyrénées, a może Baskonia w kolorach irlandzkiej zieleni? R 1200 GS Adventure miał nas zawieźć na wąskie, dziurawe jak szwajcarski ser drogi, nieraz pokryte szutrem, z których słyną te góry. Piotrek usiadł za sterami, a mnie przypadła organizacja wiktu itp. sprawy. We dwójkę na jednym siodle, z pełnym obciążeniem i do tego na szosowych oponach nie mogliśmy pozwolić sobie na szaleństwa enduro, mimo to nie zabrakło wrażeń.

Pierwszy zastrzyk emocji wzięliśmy podczas przygotowań do wyjazdu. Stres i deficyt czasu, nowy motocykl oraz łamigłówka z pakowaniem turystycznego majdanu, do ostatnich chwil przed wyjazdem studiowanie instrukcji obsługi urządzeń, które pojechały z nami... To, że wystartowaliśmy, jednak uznaliśmy za sukces, mimo że planowaliśmy wyjechać półtora tygodnia wcześniej.

Już na trasie. Przed nami długa prosta i prawie trzy tygodnie włóczęgi – to najcudowniejsze uczucie! Pierwsze dwa dni to autostrady, trzeciego dnia skręcamy na boczne drogi, aby wzdłuż winnic i pól lawendy dojechać do dwóch francuskich atrakcji: Gorges (wąwozu) de l’ArdŹche i skalnego karu Sewennów – Cirque de Navacelles. Dalej suniemy na południe, walcząc z porywistym wiatrem opadającym ze szczytów Masywu Centralnego na równiny Langwedocji.

Pireneje – first contact

Nasz pierwszy szlak prowadzi obok zamków i twierdz katarskich w Pireneje Wschodnie. Naszą bramą w Pireneje jest Gorges de Galamus, piękny odcinek wijący się pod ogromną skalną ścianą. Podczas jego pokonywania spotykamy kilku bikerów. To dość popularny odcinek motocyklowy. Za to jedynymi pojazdami napotkanymi na pierwszej pirenejskiej przełęczy, Col de Jau, są rowery. Zmotoryzowani omijają tę zalesioną, bardzo wąską trasę, niby asfaltową, ale z luźną nawierzchnią. Opustoszałe drogi i kiepski asfalt to zresztą tutaj standard. Przejeżdżamy pod zaśnieżonym szczytem świętej góry Katalonii – Canigou. Pod kołami wąska droga, a za jej skrajem głęboki skalny wąwóz. Potem staje przed nami pierwsze szutrowe wyzwanie – trasa do Tour (wieży) de BatŹre. Zaczynamy wspinać się po wyboistym szlaku, ale na widok wieży, która wisi wysoko nad nami w ciemnych chmurach, zawracamy.

Czas na nocleg. Następnego ranka z łatwością pokonujemy szutrówkę oraz przez podobną do autostrady Col (przełęcz) d’Ares wjeżdżamy do Hiszpanii. Zahaczamy o kilka atrakcji turystycznych Katalonii (Zona Vulcanica wokół Olot i Castellfollit de la Roca), następnie po bardzo atrakcyjnej widokowo drodze przez Beget z powrotem na szybką motocyklową trasę w kierunku Andory.

Nad mgłą

Im jesteśmy bliżej tego minipaństewka, tym bardziej zmienia się kraj obraz. Góry stają się potężniejsze, a ich zielone, niezalesione odnogi spływają tuż obok jezdni. Za andorską granicą przejeżdżamy obok hotelarsko-turystycznych molochów, w tle strzelają w niebo dostojne szczyty, a na wierzchołku najwyższej, wyasfaltowanej przełęczy Pirenejów – Port d’Envalira – stoi stacja benzynowa. Połowę nieba pokrywają sine chmury burzowe, mimo to my – o dziwo – stoimy w słońcu. Pireneje nie skąpiły nam takich niespodzianek.

Nasz kolejny etap podróży prowadzi przez Route (szlak) des Cols, który jest swojego rodzaju trasą transpirenejską, prowadzącą wzdłuż łańcucha w stronę Atlantyku. Ale nie myślcie, że przypomina ona alpejskie autostrady. Są to wąskie trasy z luźną nawierzchnią, nieraz zapadającą się jezdnią, często upstrzone krowimi plackami na całej szerokości. Oczywiście gdzie placki, tam i bydło. Krowy, konie, owce, kozy, kuce, osły, kozice korzystają z jezdni na tych samych prawach, co pojazdy – pojedynczo i w stadach. Czasem zdarza się zastać parę kopytnych w sytuacji intymnej. Cóż, opustoszałe przełęcze są bardzo romantyczne...

Francuska aura nie sprzyja naszym planom – szczyty toną w chmurach. Na wierzchołkach stajemy ponad kłębami mgły, podziwiając widoki dostępne tylko dla wariatów, którym udało się przebić przez gęste mleko: widzimy górskie wodospady, płaskowyże, wierzchołki szczytów. Jazda w pirenejskich mgłach ma niepowtarzalny urok!

Ciągniemy od Col de Lers aż do Col de Mente, po czym odbijamy w stronę Hiszpanii, mając nadzieję na rozgrzanie nieco zesztywniałych od chłodu rąk i nóg. Po wjechaniu do pełnej słońca Aragonii czujemy się jak przeniesieni w krajobrazy amerykańskiego stanu Colorado. Między piaskowymi górami płytowymi i wąskimi kanionami doliny Isábena zatrzymujemy się na kempingu, który jest dobrze znany miłośnikom szaleństw w stylu enduro. Na zboczach piaskowych gór jest wiele świetnych, kamienistych tras, po których śmigają lekkie jednoślady z oponami terenowymi. Nam pozostają odcinki soft enduro, jak Puerto de Sahún – szutrowo-betonowa przełęcz przebiegająca przez wspaniałe, dzikie tereny. Tuż przed nami śmigają świstaki i wyrastają pirenejskie kwiaty.

Noc na skalnym karze

Podczas naszej podróży kilka razy wjeżdżamy do parków narodowych. Jednokierunkową trasą po wąskim wąwozie okrążamy Cañon Añisclo w Parku Narodowym Ordesa i Monte Perdido. Po francuskiej stronie z parkiem Ordesa sąsiaduje Park Narodowy Pirenejów, który słynie z dwóch potężnych karów skalnych: Cirque de Troumouse i Cirque de Gavarnie. Założyliśmy sobie, że przenocujemy na jednych z nich i to postanowienie uparcie realizujemy. Jest godzina 20, co w wysokich górach oznacza już właściwie noc, dziś urozmaiconą deszczem i mgłą. Pniemy się po winklach, pogoda wraz ze wzrostem wysokości by najmniej nie poprawia się. Mamy już za sobą kilka przełęczy z Col du Tourmalet na czele, przebytych na przemian w słońcu i we mgle. Deszcz spływa nam po nogach, bo nie założyliśmy membran – jeszcze parę godzin temu wyjeżdżaliśmy z suchej Aragonii.

W końcu docieramy do długo wypatrywanej w ciemnościach oberży. Wchodzę do środka, po czym staję jak wryta, bo zgromadzone przy stolikach towarzystwo bije gromkie brawa. Rano mamy okazję zobaczyć, gdzie dotarliśmy. Jednostajny szum okazuje się odgłosem wody opadającej kaskadami na skały. Oberża leży tuż przy górskim wodospadzie, otoczona szarymi szczytami, nad głęboką rozpadliną kara.

Baskonia bez deszczu

Wężykujemy między Francją a Hiszpanią, jadąc wzdłuż rzek pełnych brunatnej wody, co wskazuje na powodzie. A jednak deszczowe zazwyczaj Pireneje Zachodnie witają nas słoneczną pogodą. Baskonia pod bezchmurnym niebem to najszczęśliwsza kraina na świecie. Przez dobrych parę godzin jedziemy leśnymi drogami wśród stoków porośniętych bujnymi paprociami, a mijane w tym czasie domostwa policzyć możemy na palcach jednej ręki.

W końcu dojeżdżamy do cywilizacji. Wioska Zugarramurdi od razu urzeka nas architekturą i położeniem. Znajdujemy tu kwaterę z przesympatycznym gospodarzem, który uczy nas podstawowych zwrotów po baskijsku, a my jego – po polsku. Następnego ranka zwiedzamy tutejsze jaskinie i udajemy się na Pico Gorramakil. Wokół nas rozpościerają się rozległe krajobrazy – przez łagodne wzniesienia Pirenejów Atlantyckich, aż po zaśnieżone szczyty w oddali. Na wierzchołku stada wolno pasących się koni i szybujące tuż nad ziemią ogromne ptaki. I trzech baskijskich wędrowców, którzy pokazują nam film z powodzi w Elizondo – tylko czysty przypadek sprawił, że ominęliśmy zatopioną Valle del Baztan.

Długa znad Atlantyku

Woda w kolorze błota wypływa na plaże Oceanu Atlantyckiego. Wzdłuż klifowego wybrzeża podążamy w stronę końcowego punktu naszej podróży – Zatoki Muszli w San Sebastián. Finalna fotka na tle skał rozbijających się o brzeg fal i pomnika „grzebieni wiatru”. Parę dobrych godzin spędzamy w jednym z barów pintxo (z przekąskami), zastanawiając się nad drogą powrotną. Postanawiamy ruszyć południowym szlakiem, mając nadzieję na trochę więcej słońca. Niestety, tym razem południowa Francja jest niełaskawa – traktuje nas porządną ulewą. Najpierw jedziemy 400 kilometrów na południe w nawałnicach, potem mamy chwilę oddechu, po którym prawie 1000 kilometrów przemierzamy w białym szkwale. Nie pierwszy już raz podczas tej wyprawy uciekamy znad Atlantyku na południe, ale tym razem nie uchodzi nam to na sucho.

Być może w przyszłych latach – jeśli tu trafi my – przeprosimy się z oceanem. W Pirenejach czeka jeszcze wiele pięknych, kompletnie odludnych szlaków, na które zabrakło nam czasu i sił: circuit vignoble wokół gór Sierra del Cadí czy do Valle de Hecho.

to warto wiedzieć
transport: Tankuj w Hiszpanii. Francuska benzyna jest droższa, przy czym „95” zawiera 10% bioetanolu E10 (przynajmniej na większości stacji). Francuskie autostrady są płatne, w Hiszpanii i Andorze za free. Na pirenejskich przełęczach nie ma myta, płaci się za przejazd niektórymi tunelami.
kuchnia: Postaw na zestawy obiadowe: menu du jour (fr.) lub menú del día (hiszp.). Za 13-18 euro na osobę dostaniesz przystawkę, drugie i deser, w Hiszpanii jeszcze kawę, a czasem nawet wino, cydr lub piwo. W San Sebastián koniecznie skosztuj regionalnych tapasów – tzw. pintxo (nieraz w zaskakujących połączeniach, np. ryba z konfiturami).
noclegi: We Francji fajne są noclegownie gîtes de France – są najczęściej pięknie położone, kosztują 40-70 euro za pokój ze śniadaniem. Możliwa jest też kolacja z właścicielami, którzy siadają do stołu razem z gośćmi. Hiszpańskie odpowiedniki gîtes de France: casa rural.
pogoda: Pireneje powodują, że strona francuska jest deszczowa i chłodniejsza, a hiszpańska – sucha i gorąca.
języki: Warto znać choć podstawy francuskiego, bo Francuzi często nie chcą rozmawiać po angielsku (ze względów historycznych). Wśród Hiszpanów, Basków i Andorczyków angielski jest OK.
przydatne rzeczy: 1. turystyczne enduro; 2. przewodnik „Pireneje. Najpiękniejsze podróże motocyklowe”; 3. mapy Michelina 1:150 000 Zoom 146, 145 i 144; 4. wytyczone trasy GPS.
KOSZT WYPRAWY: ok. 5000 zł/os.
← Menú del día w San Sebastián – paella (po prawej) dla jeźdźca, cydr dla pasażerki.

zobacz galerię

Zobacz również:
Nadchodzi potężne trzęsienie ziemi. Dziewięć najmocniejszych naked bike’ów  spotkało się w teście porównawczym. 31 cylindrów, 1352 KM i jedno pytanie: która z maszyn jest najlepszym power nakedem 2015 roku?
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij