Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Podróż dookoła świata 2002 (cz. 4)

Po przygodach z nieznającą żartów iracką bezpieką i zwiedzaniu zapierających dech prastarych budowli w Jordanii para naszych niestrudzonych podróżników, Michał Kubiak i Joanna Kulicka, udała się do Egiptu.

Zwiedzanie Egiptu zaczynamy od półwyspu Synaj. Droga i góry przepiękne. Główną atrakcją jest tu wejście na górę Synaj – 2626 m n.p.m. To tu Abraham dostał tablice z dziesięciorgiem przykazań. Najpierw spokojne 1,5-godzinne podejście. Dalej zaczyna się 750 schodów wykutych w skale. Na szczyt docieramy wykończeni po siedmiu godzinach, na krótko przed zachodem słońca. Widok ze szczytu znakomity, dookoła tylko dziewicze góry, żadnej zieleni czy śladów cywilizacji.

Nocujemy na brzegu Morza Czerwonego. Szybko pojawiają się policjanci. Mówią, że będą nas pilnować. O trzeciej w nocy włącza się alarm w motocyklu. Wybiegam z namiotu, policjanci stoją przy motocyklu, a alarm wyje. Sprawdzam kufry, prawy jest otwarty. Oni niby niczego nie dotykali. Gdyby nie alarm, rano nie zobaczyłbym ani policjantów (złodziei), ani zawartości kufrów.




Przejeżdżamy tunelem pod Kanałem Sueskim i już jesteśmy w Afryce. Po pierwszym tankowaniu w Egipcie w motocyklu zawiesza się czujnik ilości paliwa. Na szczęście problem sam znika. W Kairze zakupy i degustacja miejscowych potraw. Próba wypadła pomyślnie, choć lepiej nie widzieć, jak je przyrządzają. Zwiedzanie zaczynamy od Muzeum Narodowego. Oj, jest tu co oglądać! Dziesiątki mumii, sarkofagi grobowe i przepiękny skarbiec.

Nazajutrz w pobliskim barze poznajemy dwóch miejscowych. Proponują nam zwiedzanie Instytutu Papirusu. Skręcamy w wąską, brudną uliczkę. Wchodzimy do małego sklepiku z pamiątkami. Tyle że nie o to nam chodziło. Chcieliśmy zobaczyć, jak się produkuje i maluje papirus. Właściciel częstuje nas herbatą. Po chwili zrobiło mi się dziwnie gorąco w żołądku, a gospodarze byli coraz bardziej nachalni, usiłując nam coś sprzedać. Postanowiliśmy się zbierać. Gdy tylko wyszliśmy na świeże powietrze, zakręciło mi się w głowie. O cholera! Oni coś nam dosypali do herbaty. Asia wypiła tylko ćwierć, ale ja wydoiłem całą. Co oni nam dosypali, czy zaraz stracimy przytomność? W głowie kręci się coraz bardziej. Powoli idziemy w stronę motocykla. Ja nie poznaję drogi, Asia mnie prowadzi. Docieramy do motocykla. Tylko co dalej, jechać nie mogę. Czekamy jeszcze parę minut, obserwując się nawzajem. Jestem otępiały i nieobecny, Asia podobnie. Chwała Bogu, że niedawno zjedliśmy obiad. Trutka nie zadziałała zbyt mocno. Stan otępienia przestał się pogłębiać, przynajmniej tak nam się wydawało. Wsiadamy więc na motocykl i ruszamy powoli w stronę domu. Dwa razy gubię drogę. Po półgodzinie byliśmy bezpieczni w swoim pokoju. Uratowało nas to, że owi spryciarze byli zbyt niecierpliwi. Gdyby spokojnie poczekali, aż trutka zacznie działać, stracilibyśmy pewnie wszystko.

Kolejnego dnia jedziemy zwiedzać miasto umarłych. Jest to kilkusetletni cmentarz. Z biegiem lat Kair tak się rozrósł, że powoli wprowadzili się tam bezdomni. Niesamowite sceny – dzieci biegające pomiędzy nagrobkami, na mastabach suszy się pranie, w katakumbach posłania rozłożone na trumnach, kolacja przyrządzana na płycie nagrobnej.

Jesteśmy już kilka dni w Egipcie, a nie widzieliśmy jeszcze piramid. Najpierw objeżdżamy kompleks w Gizie, robimy parę zdjęć, parkujemy motocykl pod piramidą Cheopsa. Podchodzi do nas grupka dobrze ubranych roześmianych nastolatek. Płynnym angielskim pytają, czy mogą zrobić zdjęcie przy naszym motocyklu. Czemu nie? Usiadła jedna, później następne. Uprzejmie podziękowały, przeprosiły za problem i poszły. Po chwili spostrzegliśmy, że brakuje aparatu. Nie mamy już ochoty oglądać piramid. Mamy dosyć siedzenia wmieście, jedziemy do oazy Siwa przy granicy libijskiej.



W oazie Siwa ludzie mieszkają w ulepionych z gliny chatkach z dachami z liści palmowych. Na środku oazy znajduje się stara Siwa, czyli wzgórze utworzone z dziesiątków poustawianych na sobie glinianych domów. Idąc dróżką, można zobaczyć pokoje pod sobą przez dziurę w dachu-dróżce. Ludzie wciąż tam żyją, wodę nosi się wiadrami, ścieki wylewa przez okno.

Po powrocie do Kairu robimy drugie podejście do Gizy. Wejście wykute przez rabusiów dość duże, można iść na stojąco. Do komory grobowej droga znacznie trudniejsza. W całej piramidzie panuje potworna duchota. Przy całej potędze i ogromie piramid, sala grobowa wygląda wyjątkowo skromnie, wręcz ubogo.

Jadąc na południe, zwiedzamy kompleks piramid w Sakkara oraz starożytną stolicę Egiptu Teby. Po 100 km zatrzymuje nas policja i każe czekać na konwój. Podjeżdża pick up. W kabinie dwóch uzbrojonych policjantów, a na pace jeszcze czterech. Obstawa zmienia się co 15-20 km, aż do samego Luksoru. W okolicach miasta Suhaj, oprócz samochodu policjantów do konwoju dołączył pancerny wóz piechoty. Mało tego, na następnym posterunku dołączył kolejny. Niezły widok – 100 km/h pędzi pancerny wóz bojowy, zaraz za nim my, następny wóz bojowy i pick up pełen żołnierzy. Czuliśmy się jak para prezydencka. W Luksorze zachwycają nas potężne świątynie, bogato zdobione pięknymi freskami. Całe ściany pokryte starożytnym pismem hieroglificznym. Właśnie tak wyobrażałem sobie spuściznę po faraonach.

Nazajutrz w kolejnym konwoju docieramy do Aswan. Stąd mamy prom do Sudanu. A co się tyczy Egiptu, naprawdę na pocztówkach wygląda znacznie lepiej.

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Po przygodach z nieznającą żartów iracką bezpieką i zwiedzaniu zapierających dech prastarych budowli w Jordanii para naszych niestrudzonych podróżników, Michał Kubiak i Joanna Kulicka, udała się do Egiptu.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 04:01:14