Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.3

Podróże – Dolny Śląsk

Zamiast szukać wrażeń gdzieś na drugim końcu świata, stwierdziłem, że podróż po okolicach, w których mieszkam, ma sens i smak.

Pierwszy etap podróży dookoła Dolnego Śląska za nami. Mamy za sobą (my, tzn. Rajmund Jacek Papiernik, czyli ja, na H-D Fat Boyu i Michał Bobowiec na Suzuki Intruder) w pełnym słońcu (temperatura momentami przekracza +30°), ok. 200 km. To fajny, dający dużo ciekawych wrażeń i niemęczący dystans. Po 2 godzinach od wyjazdu – unikając dróg krajowych i innych głównych szlaków – docieramy do Krośnic pod Miliczem. Prawie cała trasa biegnie przez lasy i malutkie wioseczki. W Krośnicach właśnie budują kąpielisko, kolejkę wąskotorową, nowy basen i centrum rekreacyjno-sportowe. Znajduje się tu jeden z dwóch zachowanych egzemplarzy skonstruowanego w ZSRR szkolno- -treningowego wojskowego samolotu turbośmigłowego Jak-11.



Potem ruszamy w kierunku Milicza, a następnie Żmigrodu, do przeprawy promowej na Odrze w Chobieni. Ten odcinek to niemal niekończące się lasy wśród stawów, poprzecinane rzeką Baryczą. W nozdrza uderza zapach lasu, świeżo skoszonych traw albo wilgoci podmokłych terenów. Ekstra! Do przeprawy promowej dojeżdżamy 7 minut po planowym rejsie. Na szczęście obsługa promu, znajdująca się akurat po drugiej stronie rzeki, podpływa i zabiera nas. Ciekawostką jest rodzaj napędu: prom wykorzystuje do tego nurt rzeki. Przy ustawieniu się pod odpowiednim kątem prąd rzeki przepycha go na drugą stronę, a obsługa, ciągnąc za liny specjalnymi chwytakami, pod koniec przeprawy cumuje przy brzegu.

Największe wrażenie wywiera na nas zakończenie dzisiejszego dnia: odcinek drogi nr 292 z Chobieni do Głogowa – kapitalna szeroka, prosta droga z gładkim asfaltem, przecinająca aż po horyzont pola i łąki. Przez kilka kilometrów nie widzimy żadnego samochodu. Do tego łąki kwitnące makami i kwiatami polnymi – na moment przenosimy się w inny świat.

Późnym popołudniem docieramy do mety pierwszego dnia – Głogowa. Po zwiedzeniu starówki zatrzymujemy się na noc w hotelu Interferie.


 
 
Scena w sali teatralnej zamku Kliczków to jedno z miejsc, które nas zachwyciło
Krośnice dysponują jednym
z dwóch zachowanych Jaków-11. Wejść do kabiny nam się nie udało, ale z tego ujęcia też jesteśmy dumni.
Miasto Złotoryja ma już 800 lat.

Drugi dzień
Z Głogowa wyjeżdżamy na Przemków. Powoli odzwyczajam się od samochodów. Uczucie pustki na drogach towarzyszy nam od początku i wcale nie przeszkadza. Dobrym wyborem było unikanie dróg krajowych i szybkich tras.

Pierwszy krótki postój mamy dzisiaj w Jakubowie, gdzie znajduje się cudowne źródełko i skąd wyruszają pielgrzymki do Santiago de Compostela. My startujemy w krótszą trasę: przez Przemków, Przemkowski Park Krajobrazowy oraz Chojnów docieramy do Złotoryi, która w tym roku obchodzi 800-lecie nadania praw miejskich. Rynek i okoliczne uliczki niezwykle malowniczo prezentują się w słońcu.

W Lwówku Śląskim odwiedzamy najstarszy w Polsce browar. Przewodniczka opowiada o jego historii, pokazuje proces produkcji i namawia do degustacji. Przed nami jeszcze jazda, więc z żalem odmawiamy. Niewątpliwie najfajniejszy odcinek dzisiejszego dnia to droga z Bolesławca do Kliczkowa: idealnie równy asfalt, dookoła piękne lasy…

Po obiedzie w zamku Kliczków jakaś wielka siła ciągnie nas w stronę leżaków w parku. Poobiednia drzemka mogłaby się skończyć pomieszaniem planów, dlatego aplikujemy sobie po mocnej kawie. Przez Nowogrodziec i Leśną docieramy na nocleg do zamku Czocha. Jego mury, fosy, bramy i inne zabezpieczenia powodują, że nie był łatwym miejscem do zdobycia. Po zakwaterowaniu odwiedzamy zaporę na pobliskim Jeziorze Złotnickim. Ostatni punkt programu drugiego dnia to wspaniałe krajobrazy i panorama Karkonoszy z punktu widokowego Augustów w Giebułtowie.


     
„Szklany świat” – taką nazwę nosi fabryka bombek w Krośnicach.
Zapora na na rzece Kwisie, między Gryfowem Śląskim a Leśną, utworzyła Jezioro Złotnickie.
2. Najstarszy w Polsce browar w Lwówku Śląskim kusił, ale zdołaliśmy oprzeć się pokusie

Dzień trzeci
Poranek w zamku Czocha wita nas świergoleniem ptaków i błękitem nieba. Odcinek między zamkiem a Jelenią Górą pokonujemy krętymi, malowniczymi drogami przez Mirsk i Starą Kamienicę. Przez Kowary i Kamienną Górę docieramy do Krzeszowa. Kilka chwil w barokowym zespole pocysterskim, zwanym perłą śląskiego baroku, i na siodła. W Chełmsku Śląskim, stojąc obok Domów Tkaczy, dochodzimy do mało odkrywczego, ale przecież zawsze aktualnego wniosku: w naszym regionie mamy mnóstwo niesamowitych atrakcji.

Bardzo ciekawy i malowniczy jest kolejny odcinek trasy – do Mieroszowa. Zatrzymujemy się na sekundę, aby nacieszyć oko widokami na mijaną kotlinę. Do Głuszyc przebijamy się przez Park Krajobrazowy Sudetów Wałbrzyskich. Na wąskich drogach z trudem mijamy się z napotykanymi sporadycznie samochodami.

Pokonując kolejny odcinek, z Głuszycy do Srebrnej Góry, ocieramy się o Park Krajobrazowy Gór Sowich. Krótki postój i rzut oka na twierdzę w Srebrnej Górze. W wielu miejscach po drodze natykamy się na różne imprezy – dni miast, turnieje rycerskie w zamkach itp., niestety czas nie pozwala nam na udział w nich. W Bardzie Śląskim widzimy, jak przy nowo wybudowanej przystani na Nysie Kłodzkiej trwają przygotowania do spływu.

Robi się trochę późno i znad horyzontu nadciągają ciemne chmury. Tym razem więc odstępujemy od zasady, wskakujemy na krajową ósemkę i przez Kłodzko równo z pierwszymi kroplami deszczu docieramy do zamku Na Skale.


800 km w cztery dni to żaden wyczyn, ale nie o rekordy chodziło.

Zamknięta pętla
Ostatni dzień wita nas rzęsistym prysznicem z nieba. Mimo to po śniadaniu wskakujemy na maszyny i ruszamy przez Lądek-Zdrój w kierunku na Złoty Stok. Odcinek między Lądkiem a Złotym Stokiem biegnie serpentynami przez Śnieżnicki Park Krajobrazowy. Snujące się w górach mgły sprawiają, że okolica staje się niesamowita, tajemnicza i na swój sposób groźna. Mam wrażenie, że zaraz cofniemy się w czasie i z lasu wyskoczą czarownice oraz leśne strzygi. Wyłaniająca się znad horyzontu wieża kościoła w Złotym Stoku przywraca nas do rzeczywistości.

Jadąc teraz już cały czas w dół, przecinamy Nysę Kłodzką i mijając z prawej strony Wzgórza Strzelińskie, dojeżdżamy do przepięknego opactwa cystersów w Henrykowie, gdzie jest przechowywana „Księga Henrykowska” z pierwszym fragmentem zdania zapisanym w języku polskim: „...day, at ia pobrusa, a ti poziwai”, co oznacza: „Daj, niech ja pomielę na żarnach, a ty odpocznij”.

Mokrą od deszczu drogą nr 395 wjeżdżamy przez Strzelin do Wrocławia. Tak zamykamy pętlę dookoła Dolnego Śląska. Objechaliśmy może jedną dziesiątą tego, co jest warte zobaczenia w tym regionie, który jest miejscem pełnym tajemnic.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Zamiast szukać wrażeń gdzieś na drugim końcu świata, stwierdziłem, że podróż po okolicach, w których mieszkam, ma sens i smak.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 04:13:14