Motocykl poleca:

Podróże czytelników: Włoskie Dolomity

Poleć ten artykuł:

Pomysł był taki, żeby urządzić rajd po przełęczach włoskich Dolomitów. Zaliczyliśmy ich aż 23 (w tym część dwa razy).   

Zobacz całą galerię

Skład wyprawy: ja, moja dziewczyna Ania i Yamaha FZ6 Fazer. Na bazę wypadową wybraliśmy kemping w San Costantino niedaleko Bolzano. Po analizie wielkości bagażu, jaki chcieliśmy zabrać na 7-dniowy wypad pod namiot oraz dokonaniu jego selekcji, uznaliśmy, że lepiej będzie, jeżeli na miejsce dojedziemy autem z motocyklem na przyczepce. Nie byłem zadowolony, bo co to za frajda jechać na tego typu wypad samochodem, ale gdy bagażnik okazał się za mały i reszt ę trzeba było wrzucić na tył auta, uznałem, że nie ma innego wyjścia.

Z Krakowa wyjeżdżamy o godz. 4 rano. Przez połowę drogi pada deszcz, a ostatnie 50 km to było istne oberwanie chmury. Mimo to po 13 godz. i nawinięciu 1100 km jesteśmy na miejscu. Teraz już tylko formalności w recepcji, rozbicie namiotu, a potem małe piwko i relaks przed następnym dniem.

 

O godz. 8 budzi nas słońce. Na rozgrzewkę wybieramy lajtową trasę: drogą E45 do miejscowości Vipietto. Trasa wiedzie częściowo wzdłuż autostrady, trochę przez leśne serpentyny, aż docieramy do pierwszej przełęczy – Giovo. Po kilkunastominutowym podjeździe, pełnym genialnych winkli, docieramy na szczyt przełęczy – 2094 m n.p.m. Dalej kierujemy się w stronę Merano i Bolzano. Po 6 h i 240 km jesteśmy z powrotem w bazie. Popołudnie spędzamy na totalnym lenistwie.

Na rozgrzewkę – lajcik
W kolejny poranek promienie słońca nie dają pospać, więc szybko startujemy na wschód – do Cortiny d’Ampezzo. To chyba najpiękniejsza część Dolomitów. Pierwsza dzisiaj przełęcz na naszej trasie to Nigra (1690 m n.p.m.). Niezliczone ostre zakręty prowadzą do następnej przełęczy – di Costalunga (1752 m n.p.m.). Tym razem trasa jest dużo szybsza.

   
   

Te winkielki prowadzą nas do miejscowości Canazei, z której odbijamy do przełęczy Fedaia (2057 m n.p.m.). Po drodze mamy wysokie, skaliste góry z wieloma tunelami. Piękne widoki skłaniają nas do przerwy przy niedużym jeziorku – na zdjęcia i na małą przekąskę.

Po przerwie malowniczą drogą o niezliczonej liczbie serpentyn docieramy do przełęczy Falzarego (2117 m n.p.m.). Na jej szczycie widzimy parking pękający w szwach od motocykli. Stoi ich tu tyle pewnie m.in. z tego powodu, że w tym miejscu jest dolna stacja kolejki Laga Zoui. Wjazd na szczyt (2752 m n.p.m.) zajmuje około 10 minut i kosztuje 24 € (w obie strony). Jest to bardzo dobrze zainwestowana kasa, bo dostajesz za nią naprawdę niesamowite widoki. W zacienionych miejscach nadal leży śnieg. Na górze spędzamy około 1,5 godz., podziwiając okoliczne szczyty.

Widok z górnej stacji kolejki Laga Zuoi w stronę Cortiny d’Ampezzo. Liczba motocykli na dole przyprawia o zawrót głowy.    

Po powrocie z góry mamy znów okazję rozkoszować się kapitalnymi serpentynami. Przez przełęcz Valparola (2192 m n.p.m.) docieramy do pięknej miejscowości Corvara, z której śmigamy do miasteczka Arabba. Obie te miejscowości łączy przełęcz Campologno (1875 m n.p.m.). Następną przełęczą na naszej drodze jest słynne Passo Pordoi (2239 m n.p.m.). Po 20 minutach dolatujemy do jeszcze jednej – Passo Sella (2240 m n.p.m.).

Przełęcz za przełęczą
Stamtąd zawracamy do bazy. Na mecie mamy na liczniku o 220 km więcej. Zmęczenie daje się we znaki. Nie na tyle jednak, żebyśmy nie zdołali zauważyć, że każda z przełęczy jest inna – zaoferowały nam i szybkie, i wolne zakręty, na niektórych widziałem nawet swoją tylną rejestrację, do tego dochodzą bardzo duże różnice wysokości na krótkich odcinkach. Poznawszy je, przestajemy się dziwić, że są one często wykorzystywane do testowania motocykli. Tutaj najpierw silnik, a w chwilę potem hamulce dostają ostro w kość.

    

Tagi: podróże motocyklem | Włochy | czytelnicy

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij