Motocykl poleca:

Półwysep Kolski – tam gdzie tną komary

Poleć ten artykuł:

Zimowy wieczór – Rafał z dziewczyną opowiadają o spływie kajakiem po rzece Umba na Półwyspie Kolskim. To spotkanie było pomysłem na naszą wyprawę.
plw lkolski-16.jpg Zobacz całą galerię


 

Naszym planem był brak planu. Dwa słowa: Kolski – lipiec, załatwiały wszystko.

Granica estońsko-rosyjska. Jest stres – to nasza pierwsza wizyta w Rosji. Długie odprawy, upierdliwość celników, trzepanie bagaży, schody i kłody podczas odprawy okazały się „opowieściami z mchu i paproci”. Estończyk zaprasza nas bez kolejki, rosyjska obsługa pomaga w wypełnieniu odpowiednich papierków. Rosyjska celniczka prosi mnie o otwarcie topcase’a. Na wierzchu wszystko to, czego nie wolno wwozić. Uśmiecham się słodko, ona również i... Rosja przed nami.

Pierwsze metry i już wiemy, że jesteśmy w innej rzeczywistości, a przecież to dopiero miasto graniczne. Po lewej długi sznur tirów czekających na odprawę, porozstawiane grille, śpiący na poboczu kierowcy. Po prawej punkt DPC, pusto, znak stop odstawiony na bok, jeszcze tylko jakaś powolna ciężarówa i dzida. Spoglądam w lusterko i widzę rozpadające się Żiguli na sygnale.

     
Alosza – tak mieszkańcyMurmańska nazywają ten31,5-metrowypomnik.
Paczka germańskich em&emsów oraz 5-eurowy
banknot sprawiły, że na kolację mieliśmy suszone ryby przyniesione przez Saszę i Renata.
Surowa przyroda tuliła nas do snu. Tylko komary nie rozumiały, że sen dla człowieka nie jest zachcianką, lecz koniecznością.

Kupa śmiechu
Ja: – 50 euro. (Oni się śmieją).
Oni: – 500 euro. (Ja się śmieję).
Ja: – 500 rubli. (Oni się śmieją).
Oni: – 1500 rubli.
Ja: – Ale za trzech! (Śmiejemy się na zgodę).

Wymiana dokumentów na kasę, grzeczności również. Od tego momentu, jak widzimy punkt DPC, znak zakazu wyprzedzania, ograniczenia prędkości, roboty drogowe, uwaga łosie – jedziemy jak należy i tylko wymieniamy grzeczności z „gajowymi” (GAJ = rosyjska milicja drogowa).

Petersburg mijamy z gracją kojota z kreskówki. Sześciopasmowe obwodnice, wszystko pomyka z prędkością światła i chyba rozpoczął się sezon polowań! Żaden z pasów nie daje oddechu. Jest ciemno i zimno, cały czas rozglądamy się za jakąś miejscówką do spania.

Gdzieś za Kirowskiem padamy na pysk i bez wybrzydzania rozbijamy się na pierwszej napotkanej polance. Komary atakują całymi batalionami. Po zaledwie dwóch godzinach snu słońce wywala mnie z namiotu, a tu czekają bataliony tych, co to się nie nażarły dwie godziny wcześniej. Zwijam swój majdan, melduję Deptulowi samowolne oddalenie się i po 15 minutach leżę w cieniu przydrożnej stacji paliw. Chłodny beton, ulga, oczy zamykają się same. Błogość...

Tagi: Półwysep Kolski | podróż | turystyka

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij