Motocykl poleca:

Portret: Paweł Szkopek

Poleć ten artykuł:

Paweł Szkopek. Niewysoki, zawsze spokojny, bardzo towarzyski. Ale gdy dosiądzie motocykla wyścigowego, zmienia się w groźnego wojownika – oprócz zwycięstwa, nic innego dla niego się nie liczy.
Zobacz całą galerię

Pewnego razu Andrzej Lewandowski, kolega z rodzinnego Płocka, późniejszy wicemistrz Polski, spytał: „Pojedziesz ze mną na wyścigi? Pomożesz trochę”. „Na jakie wyścigi?!” – zdziwił się Paweł, nie wiedząc, że coś takiego w Polsce istnieje. I tak właśnie przyszły mistrz trafił na Tor Poznań. Poznał tam wszystkie znane postacie tej dyscypliny sportu – Oskaldowicza, Kędziora i innych. Poczuł też specyficzną i wyjątkową atmosferę zawodów. Decyzja mogła być tylko jedna: „Będę się ścigał” – postanowił. Przejechawszy kilka okrążeń toru na Hondzie FireBlade, był zszokowany jej mocą, dlatego zaczął się zastanawiać nad czymś „grzeczniejszym”, czymś w rodzaju sześćsetki. To jednak były drogie motocykle. Mniej więcej w tym czasie importer Hondy zawarł umowę z ówczesnym promotorem wyścigów, firmą Polonia Cup, o wprowadzeniu do rozgrywek klasy markowej NSR 125. Oferta była korzystna – za około 14 tys. zł zawodnik mógł nabyć maszynę przygotowaną do wyścigów. Rok 1998 był dla Pawła pierwszym sezonem startów – rozpoczął swoją przygodę ze sportem właśnie w tej kategorii. „Pierwszy wyścig prowadziłem z dużą przewagą – wspomina – na mecie byłem tak zadowolony z siebie, że zwolniłem i podniosłem ręce... Wtedy na ostatnich metrach wyprzedził mnie Artur Cymerman. No i dojechałem drugi. Postanowiłem nigdy więcej nie popełnić tego błędu. Na następnych zawodach już wygrałem z Arturem. Miał on trochę większy staż wyścigowy i na treningach pokazywał mi właściwe tory jazdy. Jak widać, robił to bardzo skutecznie”. Sezon zakończył się pełnym sukcesem. Paweł Szkopek wygrał w klasyfikacji generalnej NSR i zdobył puchar PZM.




Oczywiście, przygody z Hondą NSR nie były Pawłowymi pierwszymi krokami na motocyklowej drodze. Już jako ośmiolatek wsiadł na motorynkę, którą kupili mu rodzice i do której na początku podchodził z dużymi obawami. A podczas pierwszej jazdy, gdy przyszło skręcić, rozbił klatkę z królikami, która miała pecha stać na jego drodze... Jednak już wkrótce zdołał motorynkę zajeździć na śmierć. Następnym sprzętem był Simson, ale i on nie wytrzymał animuszu wojowniczego młodzieńca, choć najdłużej wytrzymywał katusze. Gdy pewnego razu bohater naszej opowieści dopchał Simsonka do domu po kolejnej awarii, czekał tam już na niego prezent kupiony przez wujka – nowiutka MZ ETZ 251. Ponieważ w owym czasie Paweł znał tylko dwie pozycje gazu – zamknięty i otwarty w opór – MZ-ka po roku wyzionęła ducha. Później była dłuższa przerwa w motocyklowej drodze, aż wreszcie rozpoczęła się przygoda wyścigowa.

Po zwycięstwie w NSR-kach, Paweł przesiadł się na Hondę Hornet, by startować w nowo stworzonej klasie markowej Hornet Cup. Nagrodą za zwycięstwo była Honda CBR 600 i nasz bohater nie brał pod uwagę niczego innego, niż zdobycie tej maszyny. Tak się też stało, i w sezonie 2000 rozpoczął starty w mistrzowskiej klasie Supersport 600. Trzeba dodać, że ściganie się na słabej NSR-ce 125 i na całkiem „niewyścigowym” Hornecie odcisnęło trwałe piętno na stylu jego jazdy. Z pierwszej klasy pozostał bardzo płynny i „okrągły” sposób pokonywania zakrętów, z drugiej zaś – charakterystyczne szerokie rozstawienie łokci, wymuszone przez wysoką kierownicę Horneta. Pierwszy start w „600” trudno uznać za sukces. W czeskim Moście Paweł stanął na 3. polu startowym, za tuzami ME – Niemcami Stieffem i Lugerem. „Pojedź o wszystko albo nic. Albo wygrasz, albo...” – stwierdził jego opiekun. Nieudany start i szaleńczy pościg zakończyły się wywrotką. Kolejny upadek w Brnie przekreślił szanse na mistrzowski tytuł.



Teraz nasz bohater postanowił popróbować szczęścia w szerokim świecie. Następny sezon upłynął pod znakiem startów w niemieckim teamie w niezwykle silnie obsadzonych mistrzostwach tego kraju w Stocksportach. Jednak ów niemiecki zespół nie był zbyt rzetelny i rok 2001 zaznaczył się jako najbardziej nieudany w Pawłowej karierze. I wreszcie nadeszły czasy najnowsze – mimo niedostatków mocy w swojej Hondzie FireBlade, wywojował najwyższy tytuł w Stockach w MP. W tym roku w spektakularny sposób powtórzył swój sukces na Suzuki, startował też w Endurance w barwach teamu Suzuki POLand POSITION. Jak szybkim zawodnikiem jest Paweł, najlepiej świadczą słowa jednego z najlepszych jeźdźców światowego Endurance Briana Morrisona. Gdy po raz pierwszy obaj zawodnicy spotkali się na paddocku, Anglik stwierdził: „Aaa, to ty jesteś Szkopek. To ty jesteś ten szaleniec...” Największym marzeniem Pawła jest wzięcie udziału w Grand Prix z „dziką kartą”. A marzenia mają to do siebie, że czasami się spełniają...


Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij