Motocykl poleca:

Przygoda na Jałcie

Poleć ten artykuł:

Miała być wielka przygoda i była. Gdy wyruszaliśmy wszyscy pukali się w czoło: Wariaci! Przecież tam nic nie ma! - i to napawało nas dumą. Ruszyły dwa motocykle Honda CBR 1100 a na niej Marek i Marta oraz Ja na Yamasze XJ600.
Parafia w Kamiencu.jpg Zobacz całą galerię

Sam cel nie był może tak ambitny jak nam się wtedy wydawało, spotkaliśmy kilku motocyklistów - niektórzy z Polski - jednak to co naszą wyprawę czyni wyjątkową to przygoda w ukraińskim sądzie… ale nie uprzedzajmy faktów.

Frycowe we Lwowie

Przewidzieliśmy pewien budżet na łapówki dla milicji, o której wiele czytaliśmy i już pierwszego dnia okazało się, że był on znacznie niedoszacowany.

Usiłowaliśmy odnaleźć adres naszego noclegu, bardzo blisko rynku starego miasta. W owym czasie całe stare miasto było całkowicie rozkopane. Ponieważ po kilkukrotnym objechaniu dookoła wyglądało na to, że nie da się wjechać inaczej jak tylko za sznurkiem samochodów jadących pod prąd - to się skusiliśmy - w końcu jak oni mogą… i trach! Milicja, która stała za rogiem była zainteresowana tylko nami ignorując łady, stare skody a nawet ładne jeepy.

Do negocjacji nie byliśmy przygotowani. Gdy zaczęli straszyć zabraniem motocykli na parking milicyjny, sądem - a przecież naczytaliśmy się na forach internetowych, że trzeba dawać. Zażądali 20 dolarów! Od motocykla! Gdy dziś to wspominam… tak dziś jestem mądrzejszy - mam nadzieję, że po przeczytaniu dalszej części Wy również będziecie.

Akurat gdy kończyliśmy negocjacje podjechało do nas trzech Szwedów na motocyklach KTM. Byli w drodze do Ankary przez Rumunię. Szczególny szacunek wzbudziły w nas tabliczki z alfabetem Cyrylica przymocowane do kierownic - oni nawet nie potrafili przeczytać nazw miejscowości a pakowali się jeszcze dalej niż my!
Nocowali oczywiście z nami, motocykle zostawiliśmy na strzeżonym parkingu i szczególnie oni odkrywali niskie ceny napojów alkoholowych. Dopiero rano pożałowałem tak dokładnego bratania się ze Skandynawami - nie mogłem się ruszyć aż do południa. Szwedzi pojechali dalej, my zostaliśmy na jeszcze jeden dzień - przecież Lwów to piękne miasto!



Kamieniec, Chocim i ksiądz, który otworzył nam oczy

Pojechaliśmy do Stanisławowa, potem do Kamieńca Podolskiego. W Kamieńcu postanowiliśmy poszukać noclegu na parafii… i lepiej nie mogliśmy trafić. Ksiądz Jarek załatwił nam wejście na minaret przy Katedrze św. Piotra i Pawła. Chyba jedyny kościół z minaretem. Kiedyś kościół trafił w ręce tureckie, a ponieważ ładny był, muzułmanie dorobili minaret i zamienił się w meczet. Gdy wrócił do chrześcijan (a ładny minaret był) - postawiono na szczycie Matkę Boską i meczet stał się znów katolickim kościołem, a widok z minaretu - przepiękny! Twierdza w Kamieńcu zrobiła na nas wspaniałe wrażenie - podobnie jak Twierdza w Chocimiu zaledwie 20 km dalej. Nawet Malbork choć lepiej zadbany i większy nie budzi takich uczuć i nie wzbudza takiej dumy narodowej jak właśnie te!
Ksiądz Jarek wieczorem odprawił mszę. Po ukraińsku oczywiście. Muszę przyznać że ma to niepowtarzalną magię.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij