Motocykl poleca:

Rosja - Hayabusa to turystyk!

Poleć ten artykuł:

Promieniem 10 000 km narysowaliśmy na globusie okrąg. Niedługo potem przez przypadek trafiliśmy w internecie na informację, że Putin właśnie otworzył ostatni odcinek autostrady transsyberyjskiej. Tak powstał pomysł: Hayabusą do Władywostoku!
Zobacz całą galerię
Nie udało nam się na czas załatwić wiz białoruskich, więc jedziemy przez Łotwę. Po drodze widzimy ulewy a to po lewej, a to po prawej stronie, ale ciemne chmury rozstępują się przed nami w ostatniej chwili. Na granicy z Rosją kwitniemy 3 godziny. Nocujemy w najbliższej wsi. Jest to kilka domów ukrytych w lesie. Śpimy w namiocie przy domu, w którego ścianach poddasza są dziury po pociskach z czasów wojny o średnicy kilkunastu centymetrów, przez które wlatują ptaki. 

Droga M9 od granicy z Łotwą jest fatalna: dziury, spękania lub roboty na drodze. Jedziemy, dopóki mamy siły. Ten odcinek, jak się potem okazało, jest jednym z gorszych w całej wyprawie, niemniej ma swój klimat: mały ruch pojazdów, gęste lasy, prawie brak cywilizacji, z wyjątkiem stacji benzynowych i barów. W Moskwie kierowcy nie jeżdżą, lecz walczą, zupełnie nie zwracając uwagi na motocyklistów. Po długich staraniach udaje nam się odpalić internet na tablecie i dzięki temu możemy pisać relację. Ponieważ są godziny szczytu, wyjazd z Moskwy trwa kilka godzin.
   
Ułan Ude, Mongolia: gdyby Lenin był motocyklistą, wyglądałby tak.   Mongolia. Kto wie, może to pierwszy ścigacz, który zaparkował przed jurtą...?

Po rosyjskich drogach jeździ mnóstwo ciężarówek. Najgorsze są miejsca z ruchem wahadłowym. Setki tirów tworzą tam korki o długości dziesiątków kilometrów. Nieustannie doceniamy wyższość motocykla. Wieczorem znowu zatrzymujemy się w wiosce po drodze. Akurat z samochodu wyładowują byka, który się wyrywa, ucieka i kilku facetów zaczyna go gonić. Stoimy tak i, rozmawiając z babcią, obserwujemy to rodeo i corridę w jednym. Gospodarze są bardzo biedni. Wodę pitną zbierają do butelek, gdy spływa po deszczu z dachu. Gdy nie ma deszczu, przywożą ją na wózku.

Kałachy i Urale
Spotykamy moskiewskich motocyklistów, którzy jadą na zlot w Tiumeniu. W Rosji, aby dotrzeć na zlot, bikerzy mają niekiedy do przejechania grubo ponad 1000 km. Np. trasa Moskwa – Tiumeń to 2150 km. W Iżewsku zwiedzamy muzeum Kałasznikowa. Wieczorem spotykamy się koło Permu z członkiem Hayabusa Club i przed zachodem słońca w cudownej scenerii wspólnie masakrujemy komary na drodze do miejscowości Czusowoj.

Następnie przekraczamy granicę Europy i Azji. Po drodze wyciągamy z rowu gościa na skuterze, zepchniętego z drogi przez pirata. Dojeżdżamy do Irbitu, gdzie spotykamy tamtejszych motocyklistów. Nocujemy u niezwykłego podróżnika, z którym mamy kapitalną rozmowę o podróżach, o jego wyprawie do Mongolii, o awariach i ich przyczynach w trasie.

Z rana odwiedzamy muzeum motocykli Ural. Dyrektor przyjeżdża specjalnie dla nas (jest dzień wolny), abyśmy obejrzeli niesamowitą kolekcję, którą facet jeszcze jako konstruktor w upadających zakładach uratował przed sprzedażą do USA. Dyrektor dzierży rekord Guinnessa w długości jazdy Uralem z podniesionym wózkiem bocznym: ponad 24 godziny. Z motocyklistami z Irbitu jedziemy do Tiumenia na zlot. Przekraczamy Ural: jesteśmy na Syberii! Ponownie spotykamy motocyklistów z Moskwy. Wychodzimy na scenę, aby odebrać nagrodę za najdłuższy przelot.

 
Na stepach Chakasji czuliśmy się jakbyśmy byli w Mongolii. 

Nie wyjdziecie stąd żywi!
W drodze do Omska w pewnym momencie zajeżdża nam drogę motocyklista i zaprasza na imprezę. Jedziemy do omskiego klubu motocyklowego. Potem mamy obejrzeć mecz Polska – Rosja w ramach ME w piłce nożnej. Bikerzy zapowiadają, że nie wyjdziemy żywi, jeśli Rosja przegra. W klubie rewelacyjna atmosfera i koncert na żywo. Nasz znajomy zabiera całe towarzystwo taksówkami do klubu na dyskotekę. Potem oglądamy walki bokserskie i mecz Polska – Rosja. Jest remis, więc będziemy żyć!

Ta trudna noc i zmęczenie dotychczasową drogą powodują, że zostajemy tu na dłużej. Wynajęci kucharze przygotowują posiłek, dzień spędzamy na rozmowach, jedzeniu i planowaniu. Następnego ranka startujemy do Nowosybirska. Nocujemy tam znów u motocyklistów. Jest też Polak, który wraca z Magadanu. Facet opowiada, że niedaleko Czity, w najbardziej bandyckiej okolicy, przebił dętkę, a przy wymianie z nerwów łyżką uszkodził nową, bo bardzo się bał tkwić w tym miejscu. Z opresji wyratował go Ukrainiec, z którym teraz jedzie.

  jak z przecinaka zrobić turystyka
    
Pomysł, aby na tak daleką wyprawę pojechać Hayabusą wziął się stąd, że uznaliśmy, iż drogi na Syberii i w Mongolii będą wystarczająco dobre, i stąd, że turystyka szosowa to coś w sam raz dla nas.
W ramach przygotowań do wyprawy Hayabusa dostała: 1) opony Michelin Pilot Road 2 (wytrzymały 15 000 km), 2) bagażniki SW-Motech, 3) plastikowe kufry SW-Motech Aero, 4) nawigację Garmin Zumo 660 (z obsługą rosyjskiego pisma – grażdanki) wraz z uchwytem do niej.
Drobną, ale ważną sprawą była przeróbka podnóżka jeźdźca w taki sposób, aby pasażer mógł w czasie długiej jazdy położyć wyprostowane nogi obok nóg bikera. Z odzieży motocyklowej mieliśmy rękawice na deszcz Helda i ubrania tekstylne Rebelhorn. Świetnie sprawdziły się kaski Arai z komunikacją Interphone F5. Tylny rolbag byłby lepszy niż kufer.
Po drodze zrobiliśmy dwa serwisy z wymianą oleju i filtrów. Wszystko, co było do tego potrzebne, zabraliśmy z domu; na autoryzowane serwisy Suzuki nie ma co na Syberii liczyć.
W 60 dni Motorismo Siberia Challenge (27 dni na motocyklu) przejechaliśmy 14 878 km (średnio 551 km/dzień). Motocykl upadł dwa razy, ale nie w czasie jazdy. Kufry wytrzymały, nie mieliśmy żadnych, nawet najmniejszych problemów technicznych.  
 

Cały wieczór jeździmy po mieście i okolicach, przepiękny zachód słońca oglądamy nad ogromnym sztucznym jeziorem. Poznajemy prezydenta i innych z klubu motocyklowego. Wieczorem kolacja i rozmowy do późna. Uzyskujemy cenne informacje kontakty.

Kolejny dzień kończymy w Aczyńsku, do którego docieramy przed północą. Gdy jesteśmy już w miarę blisko, z przeciwka nadjeżdżają motocykliści, którzy zawracają i asystują nam do miasta. Jedziemy z nimi na zlot, gdzie wszyscy wiwatują na naszą cześć. W trakcie pobytu w Aczyńsku robimy wypad do Krasnojarska (republika Chakasji). Tam nad ogromnym jeziorem pośród stepów mamy tyle atrakcji, że jest to wprost nie do ogarnięcia.

 
 Jeden z kapitalnych krajobrazów Kraju Zabajkalskiego.

Tagi: Rosja | Hayabusa | turystyka

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij