Motocykl poleca:

Rumunia

Poleć ten artykuł:

Nastał długo przez nas wyczekiwany, wiosenny poranek. Niebo bezchmurne, temperatura idealna. Skoro świt we dwóch startujemy do Rumunii. Gutek na Gutku, ja na Intruderze. Dołączył do nas Rycho z Wrocka na Electrze. Dlaczego Rumunia? A dlaczego nie?
podroze-turystyka-rumunia-07.jpg Zobacz całą galerię

Pierwszego dnia mieliśmy dojechać na południe Słowacji, żeby spotkać się z Rychem z Wrocka. Przed Bratysławą stanęliśmy na tankowanie. Zobaczyliśmy tam, jak do pana Słowaka podjechało czarne Audi z takim małym ryjkiem przed chłodnicą. Pokazali panu jakiś filmik i pan zapłacił sporą kasę. Wydawało nam się, że nie chciał kupić tego filmiku, ale musiał.

Jeden z prześlicznych fresków zdobiących wnętrze cerkwiw klasztorze Polovragi.

Przed południem GPS zaprowadził nas pod bramę kempingu z kilkoma chatkami w Wielkim Mederze. Wynajęliśmy jedną i poszliśmy pomoczyć się w basenach termalnych. Wieczorem błogą ciszę sennego miasteczka nagle zakłócił basowy ryk – to dojechał Rycho na swojej Elektrowni.

Nastał słoneczny poranek. Za sprawą Rychowej Elektrowni mieszkańcy i kuracjusze w Mederze mieli znacznie skróconą noc. Pojechaliśmy do Komarna, gdzie przez stary stalowy most wjechaliśmy do węgierskiego Komarom. Zdecydowaliśmy się zakup winietek na autostrady. Pan na stacji ochoczo podjął tego zadania, mile rozmawiając z nami po węgiersku. Uiściliśmy stosowną opłatę, ale winietek nie dostaliśmy. Na Węgrzech opłatę za korzystanie z autostrad wprowadza się do systemu i na tym koniec. Przez Węgry przejechaliśmy szybko. Autost rada skończyła się przed samą granicą, ale nie na tyle szybko, żebyśmy nie zdążyli zjeść węgierskiej zupy gulaszowej.

W Rumunii po niecałej godzinie byliśmy w ładnym mieście Arad. Z przewodnika wiedzieliśmy, że punktem obowiązkowym jest tu twierdza, więc podjechaliśmy do niej, ale tam okazało się, że obiekt nie jest udostępniony do zwiedzania. Tyle naszego, co widzieliśmy z motocykli.

Kilkadziesiąt kilometrów za Aradem, we wsi Lipova, na mapie zaznaczono kemping i kąpielisko. Po chwili byliśmy na miejscu. Wszystko się zgadzało: było kilka basenów, wprawdzie bez wody, ale były, był i kemping. Ceny dość słone, ale po krótkich negocjacjach z właścicielką spadły o połowę. W pobliżu nas stał namiocik i rower.

 
 Powyżej jeziora Vidraru Trasa Transfogaraska była zamknięta. Musieliśmy zawracać Eger – pomnik ku pamięci obrońców miasta przed turecką nawałą z 1552 roku.

Zahaczyliśmy człowieka
Okazał się Austriakiem, instruktorem narciarstwa, który zimą pracuje na stoku, a lato spędza na rowerze, snując się po Europie. Pokazał nam mapę ze swoimi trasami – pełen szacun. Wyglądał na trochę wymęczonego, więc zaprosiliśmy go na kolację i piwo. Było bardzo miło.

Tagi: Rumunia | turystyka

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij