Artykuł | SZKOŁA JAZDY Część 4 Jazda z bagażem
Wielbłąd ma łatwiej
Choć mamy zimę, pomyślmy o lecie. Czyli o podróży. Nieważne, czy będzie to weekendowe przewietrzenie płuc, czy kilkutygodniowa wyprawa na Nordkapp. I w pierwszym, i w drugim przypadku warto zadbać o motocykl i o bagaże. Brak kłopotów z nimi to więcej przyjemności z podróży.
Zerwały się paski mocujące bagaż. To się zdarza. Ale dlaczego najczęściej podczas porannego pakowania, gdy reszta towarzystwa właśnie odpala sprzęty?! Wszyscy są wściekli. Nie, nie chodzi nam o to, aby wszczynać teraz dyskusję, czy lepsze są sakwy, torby na zbiornik, czy może bagaż zwinięty w rolkę. To kwestia gustu, potrzeb, a przede wszystkim stanu kasy. Tym razem powiemy o tym, jak zorganizować wyjazd i jak zająć się motocyklem oraz bagażami, aby nie zawiodły w czasie wyprawy.
Po pierwsze – ile kilometrów
Samotny jeździec ma łatwo – odpala i jedzie, gdzie oczy poniosą; tak długo, aż się zmęczy. Przejedzie 150 km – dobrze, nawinie 500 – też OK. Wyprawa grupowa oznacza konieczność ustalenia trasy, ale też – co nie mniej ważne – długość poszczególnych etapów. Najważniejsze – dzienny przebieg dostosowujemy do możliwości najsłabszego. Nie od dziś wiadomo bowiem, że system jest tyle wart, co jego najsłabsze ogniwo. Dla mało wprawionego motocyklisty pokonanie 400 lub więcej kilometrów to problem, może też oznaczać niebezpieczeństwo. Dlatego należy tak zaplanować przejazd, aby wszystkim tego oszczędzić. Kiepska pogoda, awarie, przemęczenie – wszystko może się zdarzyć.
Ponieważ człowiek nie jest w stanie utrzymać koncentracji i odporności na zmęczenie stale na tym samym poziomie, war to dla własnego dobra to uwzględnić. Dlatego proponujemy wcześnie rano startować do kolejnego etapu. Pierwszy wyż umysłowy trwa bowiem mniej więcej od godziny 6 do 11. Potem z organizmem dzieje się coś, co można nazwać czarną dziurą – pogorszenie refleksu, senność, gorsza ocena sytuacji... To wystarczający powód do zrobienia godzinnej przerwy, którą można wykorzystać np. na posiłek. Byle nie za dużo i nie za tłusto. Wtedy bowiem energię potrzebną do jazdy organizm wykorzysta na trawienie. Po południu człowiek odzyskuje wigor. Dzieje się tak jednak tylko wtedy, gdy przerwa została wykorzystana na odpoczynek, a nie na gorączkową dyskusję czy ostre pływanie na basenie, które przeszkadzają w odbudowaniu sił.
W czasie upału nie wolno zapominać o piciu. Butelkę z wodą lub sokiem warto mieć zawsze pod ręką, np. w torbie na zbiorniku. Jeżeli dopuścisz do odwodnienia – będziesz osłabiony, dopadnie cię ból głowy. Możesz stać się groźny dla innych na szosie. Więc pamiętaj o popijaniu – najlepiej często i po łyczku-dwóch.
Po drugie – urlop od pierwszego metra
Najczęściej myślimy tak – najpierw dojazd, a dopiero po nim zacznę urlop. Błąd! Rozpocznij wypoczynek od pierwszego przejechanego metra. Wyjeżdżamy przecież po to, aby przez jakiś czas nie oglądać opatrzonej do znudzenia okolicy, po to, aby pooddychać innym powietrzem – to jasne. Motocykl zapewnia pod tym względem zupełnie inne możliwości niż samochód. Warto z nich skorzystać i nie traktować dojazdu do celu jako zadania, które trzeba wykonać jak najszybciej. Przecież oprócz nudnej, pełnej kolein drogi jest wiele interesujących tras, które pozwolą dotrzeć do celu może nieco później, ale znacznie ciekawiej. Warto więc starannie przestudiować mapę. Po co? A choćby po to, aby np. w razie wyprawy z Warszawy na Mazury, powiedzmy do Giżycka, zamiast tłuc się zakorkowanymi głównymi drogami na Augustów lub Gdańsk, wybrać trasę znaną wielu polskim motocyklistom. Mowa o jeździe bocznymi szosami przez Przasnysz, Chorzele i Szczytno. Są one znacznie mniej zatłoczone i często – dzięki remontom ze środków Unii Europejskiej – mają o wiele lepsze nawierzchnie. Szosa Mrągowo – Giżycko przez Ryn ma mnóstwo pięknych winkli. Ci, którzy znają tę trasę, wiedzą, że grzechem byłoby ominięcie tego odcinka.
Aby nie błądzić na każdym skrzyżowaniu, warto mieć na torbie na zbiorniku odpowiednią mapę, a na widoku przyklejony taśmą roadbook. Powinny być na nim zaznaczone wszystkie większe miejscowości i punkty godne uwagi. A szczególnie te miejsca, gdzie z jednej drogi trzeba skręcić w inną. Przy planowaniu trasy warto omijać większe miasta. Interesujące dla nas są mało ruchliwe, boczne trasy, połączone nieraz nieutwardzonymi ścieżkami. Ważne, aby były jak najbardziej kręte i pogmatwane, bo wtedy gwarantują największą przyjemność z jazdy.
Ci zaś, którzy na miejsce wypoczynku wybrali np. Hiszpanię, po pokonaniu horroru naszych dróg mogą spokojnie korzystać z autostrad. Chyba że na dojazd na miejsce przeznaczenia przeznaczyli tydzień.
Po trzecie – motocykl i jego obciążenie
Mimo że nowoczesny motocykl nie wymaga wielu zabiegów, w ramach przygotowań do dużej podróży z pełnym obciążeniem trzeba jednak to i owo zrobić. Na przykład przy podwoziu. Zawieszenia ustawione pod samotnego jeźdźca mogą całkowicie skapitulować przy jeździe z bagażem i pasażerem. Jak pokazują wyniki prób podane na stronie 100, dociążenie pasażerem i bagażami oznacza, że tylny amortyzator i tylna opona dostają znacznie trudniejsze zadanie. Prawie całość tej dodatkowej masy spoczywa bowiem na tylnym kole. Zwiększenie napięcia wstępnego sprężyny oraz sztywniejsza regulacja tłumienia dobicia i odbicia to minimum, które trzeba zrobić. Motocyklistom jeżdżącym głównie turystycznie radzimy, aby kupili przystosowany do maksymalnych obciążeń specjalny amortyzator. To najlepszy sposób rozwiązania problemu obciążeń bliskich granicy ładowności. Szukanie oszczędności w tej dziedzinie może oznaczać karę w postaci złego, a nawet niebezpiecznego zachowania motocykla zarówno w czasie jazdy w zakrętach, jak i na wprost.
Pełne obciążenie powoduje zmianę własności prowadzenia i zachowania
przy hamowaniu. Ponieważ znaczny ciężar spoczywa na tylnym kole, przód
staje się lżejszy i przednie koło wcześnie pójdzie w górę przy
przyspieszaniu. Z powodu „lekkiego” przedniego koła w zakresie
prędkości 60-100 km/h może wystąpić trzepotanie kierownicy (shimmy).
Opony czułe na takie zjawisko narzucają zatem zasadę: zero jazdy bez
trzymania lub prowadząc jedną ręką. W czasie jazd w górach należy
pamiętać, że na ostrych spadkach droga hamowania jest znacznie dłuższa.
Potwierdzają to pomiary z działającym bez zarzutu ABS-em Suzuki.
|
|
 |
Ta sama uwaga dotyczy ciśnienia w oponach. Trzeba je bezwarunkowo podwyższyć. Poszukaj w instrukcji, ile powinieneś dopompować, aby ciśnienie w kapciach podołało obciążeniu. Jeżeli nie znajdziesz tych informacji, kieruj się ogólną zasadą, że wszystkie tylne opony radialne – od szerokości 160 począwszy i w zależności od obciążenia – można pompować do 2,9-3,1 bara. Natomiast z przodu, gdzie obciążenie wzrasta znacznie mniej, wystarcza podwyższenie ciśnienia o 0,2-0,3 bara – do 2,5-2,7 bara. Pozwala to zachować stabilność przy hamowaniu i precyzję prowadzenia. Oprócz poprawienia stabilności, większe ciśnienie zwalnia tempo zużycia opon, gdyż nie pozwala na nadmierne ich uginanie się i chroni przed przegrzaniem.
Napięcie łańcucha to kolejna rzecz, na którą trzeba i warto zwrócić uwagę. Zbyt duże oznacza bowiem szybszy jego koniec. Należy zadbać, aby przy mocno ugiętym wahaczu zachować wystarczający luz. Najłatwiej skontroluje to trzecia osoba, która obejrzy maszynę obciążoną załogą i całym bagażem.
 |
 |
 |
Napięcie wstępne centralnej sprężyny należy przy pełnym obciążeniu
zwiększyć aż do wartości 10 mm. Służą do tego klucz pazurkowy lub
hydraulika.
|
Regulacja tłumienia dobicia (górna śruba): zawór iglicowy (czerwony)
zmienia opór hydrauliczny i szybkość ugięcia amortyzatora na
nierównościach. |
 |
Zwiększenie napięcia wstępnego sprężyny nie oznacza, że staje się ona
twardsza. Zmienia ono ugięcie wstępne amortyzatora, a więc wysokość
tyłu. Nieważne, czy obciążenie stanowi tylko jeździec (1), czy
dodatkowo pasażer (2), ujemny skok sprężyny maleje, a dodatni rośnie.
Po regulacji tył maszyny znajduje się wyżej, co poprawia prześwit i
geometrię podwozia. Przy charakterystyce sprężyny 100 kg/cm prze-
łożenie ramienia tylnej osi względem amortyzatora wskutek działania
mechanizmu dźwigniowego wynosi 2:1. Znaczy to, że 120-milimetrowy skok
na tylnym kole odpowiada 60-milimetrowemu na amortyzatorze. |
Powyżej mamy wyniki doświadczenia, które pokazuje, jak maksymalne obciążenie zmienia dynamikę jazdy w porównaniu z jazdą solo. W pełni obładowanego Suzuki Bandita 1200 S poddano trzem próbom: 1. na trasie wytyczonej na torze pod kątem badania poręczności; 2. na przełęczach górskich; 3. przy hamowaniu. Bandit kolejny raz udowodnił swoje niemałe możliwości, niemniej widać, że dodatkowe obciążenie 210 kg zrobiło swoje. Przyspieszenia, zachowanie przy hamowaniu i prześwit w złożeniu wyraźnie się pogorszyły. Warto zatem przed podróżą zaliczyć na znanej trasie jazdę próbną z pełnym obciążeniem. Pozwoli to odpowiedzieć na kilka ważnych pytań: 1. czy sztywność sprężyn i tłumienie są odpowiednie?; 2. czy motocyklem nie huśta?; 3. czy centralna podstawka i tłumik nie trą na zakrętach o podłoże?; 4. czy torba na zbiorniku nie przeszkadza przy zawracaniu, nie uruchamia klaksonu lub nie blokuje kierownicy?; 5. czy podczas ostrego hamowania nie dzieje się coś złego z motocyklem lub z bagażami?
Odzież to oddzielny temat, którym warto się zająć. Kombinezon, kask czy buty powinny mieć za sobą kilka wyjazdów. Tylko wtedy zyskasz pewność, że nie będą utrudniać życia. Co za przyjemność z urlopu, gdy kask ciśnie lub buty obcierają?
Ważna uwaga: obładowane bike’i prędzej dostają zadyszki. Nasze pomiary wykazały, że nawet elastyczne Suzuki 1200 osłabło pod obciążeniem. Tym wyraźniejsze będzie to w przypadku maszyn o mniejszej mocy. Trzeba o tym pamiętać szczególnie podczas wyprzedzania. Nawet potężny moment obrotowy silnika o dużej pojemności może wtedy nie dać sobie rady z tym, co zwykle robi na zawołanie – jadąc na średnich obrotach, wyprzedza bez redukowania biegu.
Pokonywanie odcinka pełnego zakrętów, gdy za plecami masz pasażera i duży bagaż, łączy się ze szczególną dbałością o wybór właściwego toru jazdy. To inna bajka niż jazda solo. Uginająca się pod ciężarami maszyna gorzej reaguje na korekty kursu, a w razie otarcia o nawierzchni ę w złożeniu szybki korekcyjny manewr wymijania lub poprawiający tor jazdy staje się trudnym zadaniem. Dlatego należy dostosować styl jazdy do warunków i przewidywać. Co wcale nie musi oznaczać mniejszej przyjemności z jazdy. Gdy drogi są zatłoczone, dobry pomysł na trasę to klucz do sukcesu. Nawet pasażerka lekka jak piórko i pełny bagaż pogorszą własności prowadzenia motocykla. Ale to wcale nie musi nam zepsuć przyjemności z jazdy.
JAZDA PO SZUTRZE
|
|
Ta zabawa jest bardzo przyjemna, pod warunkiem że znasz i przestrzegasz
paru zasad. Bezpieczeństwo to grunt. Motocykliści zarażeni bakterią
off-roadu chętnie zapominają, że mają maszyny szosowe i zapuszczają się
na nawierzchnie szutrowe. To tak silny impuls, że zdrowy rozsądek na
chwilę przysypia. Jasne, nie musi to być od razu próba o stopniu
trudności rodem z Sześciodniówki. Dla ambitnych odcinek terenu nie jest
jednak przeszkodą. Ten, kto szosowym motocyklem wybiera się na dłuższą
wyprawę szutrową, powinien obniżyć ciśnienie w oponach do 1,6 bara z
przodu i 1,8 bara z tyłu. Poprawia to tłumienie własne opon i redukuje
niekontrolowane podskakiwanie i utrudnia ześlizg kół przy przejeżdżaniu
przez duże kamienie. Uwaga: po powrocie na asfalt należy podwyższyć
ciśnienie do wartości wyjściowej.
Technika jazdy na szutrach ma swoją specyfikę. Po pierwsze, w razie
jazdy po grubym szutrze i głębokich wyrwach bardzo ważne znaczenie dla
utrzymania równowagi ma... wzrok. Należy patrzeć nie bezpośrednio przed
przednie koło, ale na to, co dzieje się 10-20 m przed nim. To umożliwi
odpowiednio wczesne wybranie toru jazdy.
Po drugie – jeżeli zatrzymanie się jest nieuniknione i nie będziesz
w stanie uniknąć utraty równowagi, należy zrobić wszystko, aby upaść w
stronę stoku, a nie w dół. Takiego zachowania można się nauczyć. Jazda
na stojąco to inna umiejętność przydatna do jazdy w terenie. Oznacza
ona nie tylko lepszy widok na trasę, ale też ułatwia ona balansowanie
motocyklem. A korzyścią z tego będzie pewniejsze pokonywanie kolein i
ukośnych krawędzi. Pofalowania i ostre garby też można łatwiej i bez
dobicia zawieszeń pokonać na stojąco.
Na stromych zjazdach trzeba zagonić do roboty oba hamulce.
Wprawdzie tylny hamulec trzyma wystarczająco, mimo to na wszelki
wypadek warto korzystać także z przedniego. Tym bardziej jeśli za
plecami masz pasażera.
Wyczucie dochodzenia do zablokowania się koła (kół) to na szutrze
bułka z masłem – tuż przed obie opony głośno i wyraźnie chrzęszczą.
Trzeba bardzo się starać, żeby tego nie usłyszeć.
Przy wszystkich manewrach podczas off-roadowej próby (np. hamowanie
czy jazda) nogi powinny pozostawać na podnóżkach, a maszynę należy
stabilizować, ściskając zbiornik kolanami. Podpieranie się nogami jest
wskazane tylko w razie konieczności i przy małej prędkości. Szczególnie
w maszynach wyposażonych w kufry łatwo przy tym o zranienie goleni lub
uda.
Zakręty na szutrze to nic trudnego. Trzeba tylko przed wejściem w
zakręt całkowicie odpuścić przedni hamulec i łagodnie skręcać.
Stabilność motocykla utrzymasz, opierając o zbiornik udo od zewnętrznej
strony zakrętu i przez pochyleniem dociążając przód. Taką pozycję
należy utrzymywać przez cały zakręt. W ten sposób unikniesz wyniesienia
na zewnątrz, gdy przyjdzie pora na dodanie gazu. Jazdę w zakrętach
ułatwia typowe dla enduro gniecenie motocykla.
W nieznanym terenie obowiązuje zasada utrzymania prędkości, która
pozwoli bezpiecznie zahamować. Tzn. możesz jechać tak szybko, abyś
zdołał wyhamować na odcinku, który masz w zasięgu wzroku. Dlaczego? Bo
nawet w miejscach teoretycznie pustych możesz trafić na jadący z
naprzeciwka samochód terenowy, na zwalony pień lub wypłukany przez
deszcz poprzeczny rów itp.
|
|
RADY I SZTUCZKI
Często niemal niezauważalne drobiazgi potrafią poważnie zatruć życie.
|
 |
|
 |
 |
 |
 |
Warto wiedzieć, jak uniknąć kłopotów. Okulary przeciwsłoneczne mamy? –
pada pytanie tuż przed odpaleniem sprzęta. A po co? – odpowie pytaniem
doświadczony biker. Wie bowiem, że przydadzą się one na plażę i podczas
górskiej wspinaczki, podczas jazdy motocyklem na pewno można, wręcz
trzeba z nich zrezygnować. No bo tak – startujesz w pełnym słońcu, więc
chronisz wzrok przed jego blaskiem. Ale nagle nadciągają chmury albo
wjeżdżasz w gęsty las, czyli warunki oświetlenia zmieniają się
diametralnie. I co? Jedziesz prawie w ciemno i odgadujesz przebieg
trasy.
A co jeśli nadchodzi wieczór, a ty jedziesz na zachód, czyli nisko
wiszące słońce świeci ci prosto w nos? Zapalonym turystom
długodystansowym polecamy kaski z odchylanym, przyciemnianym wizjerem
zintegrowanym. Przy dużym upale proponujemy otworzyć główny wizjer i
opuścić przyciemniony. Doskonała ochrona oczu zapewniona (zdj. nr 1).
Prawie wszystkie, także nieprzyciemnione wizjery mają za zadanie
ochronić twoją twarz przed oparzeniem słonecznym. Blondynom i
rudowłosym radzimy w razie silnego nasłonecznienia posmarować twarz
odpowiednim kremem. Skórzane kombinezony i kurtki tekstylne często
pozostawiają szyję nieosłoniętą. Po całym dniu jazdy w pełnym słońcu
może się więc zdarzyć oparzenie. Dlatego warto owinąć szyję chustką
i/lub posmarować ją kremem (zdj. nr 3).
Odzież motocyklowa powinna dobrze przylegać do ciała, ale nigdy
tak, aby utrudniała/hamowała obieg krwi. To samo dotyczy rękawic. Jeśli
będą uciskać w nadgarstkach, nie unikniesz drętwienia rąk. Jednak i bez
tego niektórzy motocykliści cierpią na utrat ę czucia w rękach i
palcach. Takie objawy można złagodzić, naciągając mięśnie rąk i mocząc
dłonie rano i wieczorem. Wystarczy dziesięć minut, na przemian w zimnej
i gorącej wodzie.
Latem i zimą, w skórzanym kombinezonie i w tekstylnym ubraniu pod
spodem należy zawsze nosić wchłaniającą pot bieliznę. Jeżeli co wieczór
wypierzemy ją w wodzie z mydłem, przykry zapach nie będzie problemem.
Podróż bez zatyczek w uszach to raczej kiepski pomysł.
Przyzwyczajenie się do nich trwa ledwie kilka kilometrów, więc to żaden
problem. Specjaliści laryngolodzy twierdzą, że włożenie do uszu
antyhałasowych stoperów o 25-30% poprawia zdolność koncentracji bikera.
Wbrew pozorom, stopery niekiedy pozwalają lepiej słyszeć. Np. pozwalają
łatwiej wyłowić dźwięk klaksonu samochodu lub nietypowe dźwięki
silnika. Bez ochrony giną one w ogólnym szumie wiatru.
Uwaga użytkownicy plecaków! Mały pasek na piersi (zdj. nr 5), jak i
pas na brzuchu niech będą zawsze zapięte. Jeśli nie – może się zdarzyć,
że gdy w czasie jazdy jeździec sięgnie do tyłu, np. dla sprawdzenia
bagażu, pas nośny może się zsunąć i zakleszczyć za ochraniaczem
ramienia. Wtedy nie można sięgnąć ręką do kierownicy. Do upadku jeden
krok.
Plecak mocniej obciąża mięśnie karku i ramion – to jasne. Szybciej
mogą więc zacząć boleć. Jeżeli zauważysz to w porę, możesz wydłużyć lub
skrócić pasy nośne, co zmieni rozkład obciążeń. Ale to rozwiązanie na
krótką metę. Przy wystarczająco długich pasach warto je tak ustawić,
aby plecak opierał się o kanapę. Dzięki temu ramiona będą mniej
obciążone. Bardzo ważne jest symetryczne załadowanie plecaka. Nie ma
niczego gorszego niż większe obciążenie jednej łopatki. Szybsze
zmęczenie i upierdliwe szukanie równowagi masz jak w banku. Nie tylko
kłopotliwe, ale nawet niebezpieczne są torby na zbiorniku zasłaniające
widok na część kokpitu czy choćby na kontrolki kierunkowskazów (zdj. nr
2). Jazda na wprost z niechcąco włączonym migaczem może się tragicznie
skończyć. W Suzuki Bandit 1200 kontrolki kierunków są niestety
umieszczone tak nisko, że torbę można załadować tylko częściowo. Trzeba
o tym pamiętać. Mocując tankbag, należy zwracać uwagę, aby nie zacisnąć
węży hamulcowych lub przewodów elektrycznych przebiegających w okolicy
główki ramy (zdj. nr 4).
Przed wielką podróżą może pojawić się problem – jakie opony będą
najlepsze. Dla naszego testowego Bandita 1200 wybraliśmy Metzelery Z6
(zdj. nr 6) i byliśmy nimi zachwyceni. Motocykl był poręczny,
superprecyzyjny, prowadził się neutralnie, Metzelery zapewniały
wspaniałą przyczepność, stabilność na zakrętach bez zarzutu. Na długich
trasach dobre opony nie tylko zwiększają przyjemność z jazdy, ale i
poprawiają bezpieczeństwo i zdolność do koncentracji motocyklisty. W
połączeniu z przyzwoicie wyregulowanym podwoziem zapewnia to maksimum
przyjemności i bezpieczeństwa w podróży.
Na koniec jeszcze nieco o ubiorze. Nie zamierzamy wdawać się w
dyskusję, czy lepszy jest ubiór tekstylny – preferowany przez większość
motocyklowych turystów – czy dwuczęściowy kombinezon skórzany, również
lubiany przez wielu. Bo w końcu np. na Grand Prix w Brnie czy na MP w
Poznaniu nietaktem byłoby noszenie czegoś innego niż skóra. Tak jak
wyjazd na kibicowanie MP w motocrossie nie dopuszcza nic oprócz
gore-texu. Natomiast warto zwrócić szczególną uwagę na buty.
Profesjonalne obuwie off-roadowe czy też kosmiczne, pełne plastiku buty
szosowe nie nadają się ani na wyjazd weekendowy, ani tym bardziej na
wakacje. Dlaczego? Chodzenie jest w nich mocno niewygodne. A przecież
podczas wyjazdu chcemy czasem zajść tu i ówdzie, może coś pozwiedzać
itp. Zazwyczaj nikt się wtedy nie przebiera, lecz co najwyżej zdejmuje
kurtkę. Chodzenie w butach, które służą tylko do jazdy, może się
zmienić w koszmar i zepsuć przyjemność z wycieczki. Jeśli więc ktoś
uprawia mniej lub więcej sportową jazdę terenową lub na torze warto, by
do celów wycieczkowo- urlopowych zaopatrzył się w drugą, bardziej
turystyczną parę butów. Jeśli chodzi o ochronę, nie ma obawy –
turystyczne obuwie motocyklowe też wystarczająco chroni nogę i stopę.
|
Więcej artykułów z serii szkoła jazdy znajdziecie klikając na link:
SZKOŁA JAZDY Część 1:
Pokonujemy zakręty
SZKOŁA JAZDY Część 2:
Zakręty w sportowym stylu
SZKOŁA JAZDY Część 3:
Jak hamować
SZKOŁA JAZDY Część 5:
Jazda w mieście
Powrót do góry strony
Społeczność | Komentarze
Te porady z końca artykułu są rzeczywiście bardzo przydatne - na pewno skorzystam. Więcej takich tekstów redakcjo!