| 2009-03-10 Autor: Werner Koch, Zdjęcia: fact, rysunki Wolfgang Müller | ||
Dodaj do:
|
Slalomem do celu
Nawet jeśli opanowałeś wszystkie tajniki jazdy w mieście, nie wolno zapominać, że w wielkomiejskim ruchu ciągle czają się niebezpieczeństwa. Tylko bystre oko i zmysły wyczulone na błyskawicznie zmieniające się sytuacje pozwolą bezpiecznie poruszać się w gęstwinie aut.
|
| Z policyjnego podsumowania danych dotyczących wypadków drogowych w Polsce za 2005 rok wynika, że najniebezpieczniejsze województwa to śląskie (6355 wypadków), łódzkie (4753), małopolskie (4437), wielkopolskie (4268), mazowieckie (3468; bez Warszawy) i dolnośląskie (3149). Z dni tygodnia na największe niebezpieczeństwo jesteśmy narażeni w piątki i soboty. Aż 71,3% wypadków zdarzyło się na obszarze zabudowanym, najczęstszą ich przyczyną (28,8%) była nadmierna prędkość, najwięcej (27,7%) spowodowali ludzie w wieku 25-39 lat. Policja nie udostępniła danych dotyczących udziału motocyklistów w wypadkach. Jakimś wskaźnikiem niech będzie to, że wśród nietrzeźwych sprawców motocykliści stanowili 3,3%. |
Bardzo dobry material dla poczatkujacych, niestety brak ponizszych 'detali':
- WIDOCZNOSC motocykla mozna poprawic, poprzez uzywanie kierunkowskazow/swiatel awaryjnych... w szpalerze pomiedzy samochodami mozna krotkimi sygnalami swiatel drogowych 'powiadomic o pojawieniu sie motocyklisty',
- WIDOCZNOSC poprawi takze zalozenie odblaskowej kamizelki do jazdy miejskiej
- KULTURA JAZDY - jesli chcemy, by kierowcy chetniej nas puszczali a nie traktowali jako bande wiejskich burakow w miescie:
+ dziekujmy skinieciem glowy lub wyciagnieciem lewej reki,
+ gdy trzeba podziekowac komus z prawej strony - poprzez wyprostowanie prawej nogi (lewa dlon przyklejona do klamki i manetki, a glowa zajeta obczajaniem sytuacji przed nami),
+ powyzsze gesty rzecz jasna wykonujemy, gdy mamy mozliwosc, miejsce i czas ;-)
'Ich tez trzeba nauczyc', a wiekszosc zazdrosci i tak...
Artykuł wywołał w moim przypadku ambiwalentne uczucia. Z jednej strony zawiera ciekawą analizę niebezpiecznych sytuacji w ruchu ulicznym (za co należą się wyrazy uznania). Z drugiej strony trudno zgodzić się z Autorem w paru kwestiach. „...gdy motocyklista chce wykorzystać niewielką szerokość swojego pojazdu i bez hamowania przecisnąć się przez korek. Wprawdzie w myśl przepisów jest to zabronione, ... Każdy powinien sobie zdawać sprawę z tego, że takie prześlizgiwanie się jest związane z ryzykiem i nie zawsze można winą za wypadek obciążyć kierowcę samochod ” Powyższy wywód charakteryzuje, oględnie mówiąc, pokrętna logika. Skoro „prześlizgiwanie”, według znajomości przepisów przez Autora, jest zabronione to jak można obarczać odpowiedzialnością za kolizję kierowcę samochodu ? „...Bo jak taki kierowca – ogłupiony dudnieniem radia i pracą wentylatora klimy – ma zauważyć, że motocyklista przeciska się z milimetrowym luzem i najmniejszy ruch kierownicą auta jest zamachem na jego życie? Plus za ukazanie w sposób obrazowy realnego niebezpieczeństwa towarzyszącego „prześlizgiwaniu się” w korku. Ale w zestawieniu z : „My, motocykliści, widzimy świat inaczej, ... . Ale musimy nauczyć się traktować świat z perspektywy człowieka siedzącego w aucie i niejeżdżącego motocyklem. Dla nas sprint od zera do 100 km/h w ciągu 5 sekund to coś normalnego. W samochodzie film biegnie inaczej...” Wyłania się obraz `ciamajdowatych, rozkojarzonych zawalidrogów zakutych w swoich puszkach` skontrastowany z wizją superbikera o wyostrzonej na maxa percepcji i umiejętnościami Valentino Rossi. Z takim uogólnieniem dotyczącym kierowców samochodów się nie zgadzam, choć na pewno wielu z nas miało do czynienia z użytkownikami dróg będących uosobieniem tego opisu ;-) Efektem takiego zestawienia może być niepotrzebne podsycanie antagonizmów między kierowcami samochodów a bikerami. Autor w dalszej części artykułu apeluje do bikerów o próbę zrozumienia ‘poczciwych’ kierowców dwuśladów, co trochę ratuje sytuację... Zgadzam się, że „My, motocykliści, widzimy świat inaczej”, ale ważne byśmy nie zapominali, że prawa fizyki obowiązują jednak wszystkich (dla większości to truizm ale patrząc na statystyki wypadków i ich przyczyny warto go powtarzać niczym mantre) a my niestety przekonujemy się o nich w sposób zdecydowanie bardziej dotkliwy niż pozostali uczestnicy ruchu. Mając to na względzie o wiele ważniejszym od stwierdzenia „Dla nas sprint od zera do 100 km/h w ciągu 5 sekund to coś normalnego” – jest odpowiedzenie sobie na pytanie „czy jestem w stanie w sposób kontrolowany i bezpieczny wyhamować albo ominąć przeszkodę by uniknąć kolizji bez szwanku dla siebie i innych?” Komentarz PinKee’go jest w tym miejscu budujący: nawołuje do zejścia na ziemię i odrobiny samokrytki. Ja również uważam, że większości groźnych sytuacji można spokojnie uniknąć poprzez proste stosowanie się do przepisów ruchu drogowego. Z drugiej strony trudno nie skorzystać z przewagi jaką daje motocykl, tkwiąc w korku i pocąc się w kombinezonie z membraną (bo jak ruszałeś w trasę to zapowiadali deszcz a tymczasem leje się z nieba 30-stopniowy żar ;-) ). Sęk w tym by robić to w sposób bezpieczny, świadomy ryzyka jakie na siebie ściągamy (o czym pisze Autor artykułu i chwała mu za to), ale także z poszanowaniem dla wszystkich uczestników ruchu. Może zamiast traktując z definicji stanie w korku jako przejaw „lamerstwa” czasem warto zanim odruchowo zaczniemy się „prześlizgiwać” by zając pole position, zrobić szybką analizę ryzyka i ku naszemu zdziwieniu dojdziemy do wniosku, że pozostanie w miejscu to najlepsze rozwiązanie... Szerokości ~xylo
Tak, wg tego artykułu miejskie ulice to jedno wielkie zbiorowisko zamachowców... Każdy kierowca samochodu czyha na życie motocyklisty. A spójrzmy na to od drugiej strony - przecież w mieście obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 km/h, a przy takiej prędkości bardzo łatwo unikać niebezpiecznych sytuacji. Jeśli jakiś motorek pomyka przez zabudowany z prędkością 100 albo i więcej, to nie dziwota, że kierowca auta może zajechać mu drogę. Więcej samokrytycyzmu, a wtedy będzie mniej trumien z motocyklistami.
Bardzo fajny tekst. Esencja zagrożenia w mieście i działające na wyobraźnię fotki,super !!!
Bardzo dobry artykul. Omawiane przypadki to codziennosc i faktycznie trzeba cwiczyc, cwiczyc i jeszcze raz trenowac :) Poza tym chcialem dodac, ze stronka jest najwyzszych lotow. Jest bardzo przejrzysta, nowoczesna i zawiera mase ciekawostek i porad. Super, oby tak dalej :-)
Musisz być zalogowany by pisać komentarze! ZALOGUJ SIĘ >
"Coś podobnego może się zdarzyć, gdy motocyklista chce wykorzystać niewielką szerokość swojego pojazdu i bez hamowania przecisnąć się przez korek. Wprawdzie w myśl przepisów jest to zabronione, ale policjanci najczęściej przymykają oko na to wykroczenie."
Z tego co się orientuję to nie jest zabronione - wyprzedzając pojazd jednośladowy lub kolumnę pieszych musimy zachować odległość nie mniejszą niż 1 metr, natomiast wyprzedzając każdy inny pojazd musimy zachować bezpieczną odległość - nie jest określone w przepisach to, że np. 3 mm to "niebezpieczna" odległość.
Natomiast rysunki pod tabelką p.t. "NA KURSIE KOLIZYJNYM" (nie licząc rysunku 5) pokazują sytuacje, w których motocyklista ewidentnie łamie prawo - wyprzedzanie na skrzyżowaniu, wyprzedzanie z prawej strony pojazdu na drodze dwupasmowej o jednym pasie ruchu w danym kierunku.
Poza tym autor tekstu na pewno nie chciał podsycać antagonizmów między kierowcami puszek a bikerami, tylko zwrócić uwagę na to, że traktując w ten sposób kierowców samochodów, mamy większe szanse na przeżycie...
Lewa w górę!