Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Skandynawia i Europa Północna: renifer na talerzu

Pomysł wyprawy na północ Europy dojrzewał chyba ze 2 lata. W końcu zapada decyzja: z początkiem sezonu rusza wyprawa na Nordkapp!   

Wyprawę zaczynam solo. Pierwszego wieczora ja i mój V-Strom znajdujemy pod Berlinem ustronną łączkę. W Danii miasteczka są zazwyczaj maleńkie: kilka sklepów (większość zamknięta), trochę domków i samochodów, ludzi na ulicach praktycznie nie ma wcale. W Jutlandii jestem w Ribe. Jest ono uznawane za najstarsze duńskie miasto, w przeszłości znajdowała się tutaj duża osada wikingów. Na początek odwiedzam skansen, potem w centrum Ribe Domkirke Vor Frue Kirke Maria – najstarszą i najlepiej zachowaną romańską budowlę sakralną Danii. Następnie robię sobie fajny spacer wąskimi uliczkami portowego Ribe; jeszcze wizyta w porcie i muzeum Ribes Vikinger, gdzie oglądam drakkar (łódź wiosłowo-żaglowa) oraz inne eksponaty z epoki wikingów. Następnym etapem jest jedno z ciekawszych miejsc mojej wyprawy: Legoland. Niestety, wstęp do niego nie jest tani.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, czyją własnością jest północna Norwegia.

W Jelling odwiedzam kurhany dawnych władców i kamienie runiczne związane z początkami państwa duńskiego. Można tam zwiedzić również niewielki kościółek, w którym zamiast świętych obrazów wisi model statku (to samo oglądam w innych skandynawskich świątyniach). W Fionii zwiedzam piękny zamek Egeskov, po czym kieruję się ku wyspie Sjaelland, którą ze stałym lądem łączy prawie 20-kilometrowy most. Gdy się na nim stoi, nie widać ani jego początku, ani końca. Wieczorem jestem na wyspie Mon, nocuję na  ściernisku nad Dybse Fjord. Ignoruję to, że kilkaset metrów dalej, za drzewami i metalowym ogrodzeniem, pasą się krowy. To był błąd! Około 4 nad ranem budzi mnie jakiś huk. Nic, śpię dalej. Potem koło namiotu słyszę ciężkie kroki i sapanie. Wtedy okazuje się, że dorodny byk rozwalił ogrodzenie (stąd ten huk) i teraz biega luzem po „moim” ściernisku. Korzystając z chwili jego nieuwagi, błyskawicznie zwijam obóz. Chwilę potem znów jestem na drodze. Ufff...

Tym chętniej jadę ku wschodnim krańcom wyspy Mon do Mons Klint – morskich klifów. Ich pasmo to jedna z największych atrakcji Danii, wpisana na listę UNESCO. Zahaczam też o Helsingor, a w nim wpadam do zamku Kronborg, znanego z tego, że rozgrywa się tam akcja Szekspirowskiego „Hamleta”.

Kolejnym przystankiem jest Kopenhaga. Jazda po tym mieście to trudna sprawa: w labiryncie uliczek można się pogubić. Kopenhaską starówkę przecina kanał, który jest też czymś w rodzaju mariny: mnóstwo łodzi, statków mieszkalnych, a nad brzegami kawiarenki, tłumy turystów i rowerzystów.

Oto miejsce, które powoduje, że w dorosłym odzywa się dziecko.

Drugi z wielkich duńskich mostów (kilkanaście km) doprowadza mnie do Szwecji. Do Ystad promem dopływa moja pasażerka. We dwoje raźniej! Kolejne dni to droga przez Szwecję: jedziemy wybrzeżem Hallandu ku Norwegii. Po drodze wpadamy do Helsingborga, gdzie zwiedzamy okazały ratusz, zamek i port. Jest ciepło i słonecznie. Zajeżdżamy do Marstrand, by zobaczyć potężną twierdzę Carlstens Fastening. Podczas noclegu korzystamy z prawa zwyczajowego zwanego Allemannsretten (prawo wszystkich ludzi), umożliwiającego rozbicie namiotu praktycznie wszędzie. Nocujemy na jednym ze wzgórz, otoczonym z trzech stron przez morskie zatoki.

Norwegia zaczyna się niespodziewanie: na środku mostu jest tabliczka, że właśnie mijamy granicę. Od razu za mostem zaczyna padać. W Moss wjeżdżamy na prom, którym płyniemy na drugi brzeg Oslofjorden. Zjeżdżamy z głównej drogi i wjeżdżamy na wąskie, kręte dróżki górskie. Zwiedzamy zabytkowy kościół w Hoyjord, pozostałość po czasach wikingów. Tutaj po raz pierwszy zderzamy się z norweskimi cenami – w podrzędnej pizzerii najtańszy hamburger kosztuje od 50 zł wzwyż, kebab lub pizza to około 70 zł.  

Mijamy cmentarzyk. Tak jak w Danii nie ma tu nagrobków, są za to kamienne obeliski lub po prostu głazy z imionami zmarłego. Za miastem Kristiansand nagle robi się zimno, niebo szarzeje i zaczyna kropić. Taka pogoda towarzyszy nam do końca pobytu w Norwegii. W Stavanger gościmy u przyjaciół. W końcu możemy osuszyć i wyprać ekwipunek.

Następnego dnia ciągle pada, chwilami leje. Jedziemy przez odludne okolice Hordaland, nieco oddalając się od wybrzeża. Czasami droga kończy się urwiskiem i jedynym sposobem, żeby jechać dalej, jest prom. Objeżdżanie fiordów nie ma sensu, bo często trzeba nadłożyć 100-200 km. Dojeżdżamy do Lysefjord (42 km długości).

W jakiejś miejscowości kupujemy dwie puszki z tutejszym jedzeniem o nazwie Lys Lapskaus. Jak na Norwegię, jest tanio: 40 zł jedna. Smakuje to jak przypalone ziemniaki w sosie warzywnym. Potem jedziemy mniej więcej w stronę Bergen przez poprzecinane co kawałek fi ordami wybrzeże. Nocleg wypada gdzieś w górach. Puchowe śpiwory ratują nam życie.

Malownicze wąwozy tzw. Złotej Drogi. Nieco dalej, na Trollstigen, zobaczyliśmy znak drogowy „Uwaga, trolle”.

Rankiem jedziemy dalej na północ. Zanurzamy się w Lærdals-tunnelen – najdłuższy drogowy tunel świata (24,5 km): pod ziemią jedzie się chyba z pół godziny. Potem zjeżdżamy z głównej trasy i kierujemy się na starą, lokalną drogę górską. Docieramy do wsi, gdzie podziwiamy Borgund Stavkirke – drewniany kościół z czasów wikingów. Dalsza droga biegnie wśród fi ordów i skał Hordaland. Pogoda powoli poprawia się. W końcu! Obóz rozbijamy nad samym brzegiem pięknego jeziora pośród gór. Ciemności zapadają dopiero po północy.

Poranek jest piękny, w końcu słońce. Podróżujemy brzegiem drugiego co do długości na świecie Sognafjorden, a potem Lustrafjorden, sycimy oczy widokami jak z pocztówek. Wjeżdżamy coraz wyżej, więc robi się chłodniej. Ruch jest znikomy.

Docieramy do Sognefjell, górskiego szlaku biegnącego między szczytami gór Jotunheimen, nazywanego „drogą przez dach Norwegii” – wiedzie na wysokości prawie 1500 m n.p.m. Temperatura spada do zera, zaczyna padać, nadciąga gęsta mgła. W dolinie, w której dopiero co byliśmy, jest piękne słońce i +25O, a tutaj kilkumetrowe zaspy. Po drodze w dolinę Gudbrandsdalen mijamy osiedle domków z trawą na dachach. To tutejsza specyfika

Rankiem ruszamy na tzw. Trollstigen. Jest to fragment Złotej Drogi. Trasa schodzi w dolinę przez 11 serpentyn, każda pod kątem 180O. Przy Trollstigen stoi jedyny na świecie znak drogowy „Uwaga, trolle”. Podróżujemy wzdłuż Romsdalfjorden, Midfjorden i docieramy nad Atlantyk, gdzie na wyspie Norvoya mieści się największe w Europie oceanarium.

Opuszczamy Alesund. Kolejna porcja pięknych widoków: fi ordy, tunele, skały i wybrzeże. Nocujemy na kempingu w pobliżu przystani Molde. Rano ruszamy wzdłuż Atlanterhavswegen (Droga Atlantycka). Jest to 8 mostów łączących kolejne wysepki, tworzących trasę o długości ponad 8 km. Ma się wrażenie podróży przez otwarty ocean, bo dookoła tylko fale po horyzont. Drogę kończy otwarty 2 lata temu Atlanterhavstunellen. Tym jednym z najgłębszych tuneli pod dnem morskim (250 m) lądujemy w Kristiansundzie. Zwiedzamy to portowe miasteczko, po czym ruszamy do Trondheim. Po drodze kolejne przeprawy promowe, wyspy i malownicze okolice.

Trondheim to jedno z największych norweskich miast, nowoczesne i uprzemysłowione, w czasach wikingów siedziba królów i stolica Norwegii. Za Trondheim czeka nas ponad 700-kilometrowy odcinek przez Sor Trondelag i Nord Trondelag, do Bodo. Kolejnego dnia wkraczamy do Nordlandu – krainy dalekiej północy. Jesteśmy na kole podbiegunowym.

Od tego miejsca przez całą dobę mamy dzień. Pogoda arktyczna: ledwo powyżej zera, wiatr i deszcz. Jeszcze przejazd pod dnem Saltfjorden i jesteśmy w Bodo. Namiot rozbijamy na kempingu nad samym oceanem.

To w Skandynawii warto wiedzieć

Odzież. Bez kombinezonu, ubrania przeciwdeszczowego, rękawic na zmianę i ciepłej bielizny ani rusz! Deszcz, chłód, a nawet śnieg to w tych okolicach nic dziwnego nawet latem.

Jedzenie. W Finlandii i Norwegii warto mieć zapas żywności i wyposażenia. Północ Półwyspu Skandynawskiego jest rzadko zaludniona, sklepy pracują krótko i może być problem z zaopatrzeniem. Do tego ceny w tych krajach bolą.

Duża część stacji paliw w północnej Skandynawii to automaty, na dodatek rozmieszczone niezbyt gęsto (duży zbiornik paliwa naprawdę się przydaje). Ponieważ można spodziewać się problemów z płaceniem kartą, warto mieć kilka kart płatniczych.

Prawo o ruchu drogowym warto w Skandynawii traktować bardzo serio. Policji nie ma dużo, za to mandaty są horrendalnie wysokie, z zabraniem motocykla włącznie.

Warto wziąć namiot. Ceny noclegów w Norwegii są wysokie, a kempingów i dzikich miejscówek biwakowych nie brakuje.

W Norwegii drogi są często płatne, jednak motocykli opłaty nie dotyczą. Gotówka przyda się na liczne przeprawy promowe.

Po południu następnego dnia jesteśmy na wyspie Moskensoya, pierwszej z archipelagu Lofotów. Docieramy tam po kilkugodzinnym rejsie po oceanicznej cieśninie Vestfjorden. Wielu uważa te wyspy za najpiękniejsze miejsce w Norwegii. Z miejscowości o nazwie Å jedziemy na północ, mijając maleńkie kolorowe wioski rybackie, gdzie wiele domków pobudowano na palach wbitych w dno morskie. Zwiedzamy kolejną wyspę – Vestvagoy i następną – Hinnoya. Pod wieczór znów jesteśmy na kontynencie. Nie wiemy, co sądzić, gdy w deszczu i przy +10. O widzimy panie w minispódniczkach i klapkach... Nocujemy nad brzegiem Ofotfjorden.

Przekraczamy koło podbiegunowe. Pogoda nie daje zapomnieć, jak daleko zajechaliśmy: chwilę po zrobieniu tego zdjęcia zaczął padać śnieg.  

Rano jedziemy do Troms. Przy drodze do prowincji Finnmark Lapończycy sprzedają głównie skóry i różne wyroby z reniferów. Wkrótce potem spotykamy pierwszego renifera. Jest ok. +5O. Nie ma tu żadnych siedzib ludzkich, sporadycznie jakaś hytte (spartańska chatka do wynajęcia) lub szałas Lapończyków. Nasz obóz staje nad brzegami Porsangerfjorden. Komary i muszki tną jak wściekłe.

Na Nordkapp docieramy po nawinięciu około 6000 km od startu. Za wjazd na Przylądek Północny chcą ponad 250 zł. Cofam się parę kilometrów i robię krótkie enduro po skałach Nordkappu, po czym pozostawiamy pojazd i jakieś 1,5 km pokonujemy piechotą. Na Przylądku Północnym oglądamy fi lm o Nordkappie i codziennym życiu jego rdzennych mieszkańców.

Powrotna droga wiedzie do granicy z Finlandią. Mijamy kilka skrzyżowań drogi ze szlakiem dla... skuterów śnieżnych. Docieramy do miejscowości Sankamuotka, gdzie zaopatrujemy się w lokalne specjały: krem z renifera, zupę z łosia i mięso renifera sauté. Dalsza droga to setki kilometrów lasów. Po godz. 2 w nocy (ciągle jest jasno) docieramy do Rovaniemi, największego miasta i stolicy Laponii.

Poranek jest boski, świeci słońce, więc leniuchujemy do południa. Następnym punktem programu jest Napapiiri – wioska św. Mikołaja. Po wizycie u świętego zachodzimy do restauracji, gdzie zamawiamy najpopularniejsze danie tych stron: poronkaristys, czyli renifera sauté z ziemniakami purée i żurawiną. Potem ponownie przekraczamy krąg polarny, tym razem w drugą stronę, z żalem żegnając wieczny dzień.

W porcie w Helsinkach okazuje się, że najbliższe wolne miejsca na promie są dopiero na jutro o g. 19. Helsinki za dnia to jeden wielki korek. Zwiedzamy m.in. kościół wykuty pośrodku miasta w skale, zbudowany ze skał i szkła. Dzięki dopłacie wsiadamy na wcześniejszy prom, więc koło południa opuszczamy Finlandię

Potem Estonia, Łotwa, Litwa… Na kempingu w Wilnie pełno Niemców w kamperach. Namioty stoją tylko dwa – nasz i motocyklisty z Australii. Facet sprzedał, co miał, i od kilku lat podróżuje po świecie. W Polsce, zanim ostatecznie lądujemy w domu, kilka dni wypoczywamy nad jeziorami mazurskimi.

Wyprawa trwała miesiąc, przejechaliśmy równe 10 000 km. Nie liczyliśmy wydatków, dlatego wiemy tylko tyle, że wydaliśmy między 5000 a 8000 zł. Najwięcej poszło na paliwo.

mc

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    http://usa-onlineprednisone.net/ - usa-onlineprednisone.net.ankor salbutamol-ventolin-buy.net.ankor http://online-viagracanada.net/
    ~idusuateja, 2017-03-22 01:09:08
  • avatar
    zgłoś
    http://usa-onlineprednisone.net/ - usa-onlineprednisone.net.ankor salbutamol-ventolin-buy.net.ankor http://online-viagracanada.net/
    ~utomeqiko, 2017-03-22 00:50:03
  • avatar
    zgłoś
    http://usa-onlineprednisone.net/ - usa-onlineprednisone.net.ankor salbutamol-ventolin-buy.net.ankor http://online-viagracanada.net/
    ~idagewuluavam, 2017-03-21 05:33:07
  • avatar
    zgłoś
    http://usa-onlineprednisone.net/ - usa-onlineprednisone.net.ankor salbutamol-ventolin-buy.net.ankor http://online-viagracanada.net/
    ~ohgobapo, 2017-03-21 05:13:38
  • avatar
    zgłoś
    http://without-prescription-buyretin-a.net/ - without-prescription-buyretin-a.net.ankor doxycycline100mgbuy.com.ankor http://cialistadalafillowest-price.net/
    ~elovemuuyuv, 2017-03-20 12:46:24
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij