Motocykl poleca:

Skandynawia i Europa Północna: renifer na talerzu

Poleć ten artykuł:

Pomysł wyprawy na północ Europy dojrzewał chyba ze 2 lata. W końcu zapada decyzja: z początkiem sezonu rusza wyprawa na Nordkapp!   

Zobacz całą galerię

Wyprawę zaczynam solo. Pierwszego wieczora ja i mój V-Strom znajdujemy pod Berlinem ustronną łączkę. W Danii miasteczka są zazwyczaj maleńkie: kilka sklepów (większość zamknięta), trochę domków i samochodów, ludzi na ulicach praktycznie nie ma wcale. W Jutlandii jestem w Ribe. Jest ono uznawane za najstarsze duńskie miasto, w przeszłości znajdowała się tutaj duża osada wikingów. Na początek odwiedzam skansen, potem w centrum Ribe Domkirke Vor Frue Kirke Maria – najstarszą i najlepiej zachowaną romańską budowlę sakralną Danii. Następnie robię sobie fajny spacer wąskimi uliczkami portowego Ribe; jeszcze wizyta w porcie i muzeum Ribes Vikinger, gdzie oglądam drakkar (łódź wiosłowo-żaglowa) oraz inne eksponaty z epoki wikingów. Następnym etapem jest jedno z ciekawszych miejsc mojej wyprawy: Legoland. Niestety, wstęp do niego nie jest tani.

W Jelling odwiedzam kurhany dawnych władców i kamienie runiczne związane z początkami państwa duńskiego. Można tam zwiedzić również niewielki kościółek, w którym zamiast świętych obrazów wisi model statku (to samo oglądam w innych skandynawskich świątyniach). W Fionii zwiedzam piękny zamek Egeskov, po czym kieruję się ku wyspie Sjaelland, którą ze stałym lądem łączy prawie 20-kilometrowy most. Gdy się na nim stoi, nie widać ani jego początku, ani końca. Wieczorem jestem na wyspie Mon, nocuję na  ściernisku nad Dybse Fjord. Ignoruję to, że kilkaset metrów dalej, za drzewami i metalowym ogrodzeniem, pasą się krowy. To był błąd! Około 4 nad ranem budzi mnie jakiś huk. Nic, śpię dalej. Potem koło namiotu słyszę ciężkie kroki i sapanie. Wtedy okazuje się, że dorodny byk rozwalił ogrodzenie (stąd ten huk) i teraz biega luzem po „moim” ściernisku. Korzystając z chwili jego nieuwagi, błyskawicznie zwijam obóz. Chwilę potem znów jestem na drodze. Ufff...

Tym chętniej jadę ku wschodnim krańcom wyspy Mon do Mons Klint – morskich klifów. Ich pasmo to jedna z największych atrakcji Danii, wpisana na listę UNESCO. Zahaczam też o Helsingor, a w nim wpadam do zamku Kronborg, znanego z tego, że rozgrywa się tam akcja Szekspirowskiego „Hamleta”.

Kolejnym przystankiem jest Kopenhaga. Jazda po tym mieście to trudna sprawa: w labiryncie uliczek można się pogubić. Kopenhaską starówkę przecina kanał, który jest też czymś w rodzaju mariny: mnóstwo łodzi, statków mieszkalnych, a nad brzegami kawiarenki, tłumy turystów i rowerzystów.

Drugi z wielkich duńskich mostów (kilkanaście km) doprowadza mnie do Szwecji. Do Ystad promem dopływa moja pasażerka. We dwoje raźniej! Kolejne dni to droga przez Szwecję: jedziemy wybrzeżem Hallandu ku Norwegii. Po drodze wpadamy do Helsingborga, gdzie zwiedzamy okazały ratusz, zamek i port. Jest ciepło i słonecznie. Zajeżdżamy do Marstrand, by zobaczyć potężną twierdzę Carlstens Fastening. Podczas noclegu korzystamy z prawa zwyczajowego zwanego Allemannsretten (prawo wszystkich ludzi), umożliwiającego rozbicie namiotu praktycznie wszędzie. Nocujemy na jednym ze wzgórz, otoczonym z trzech stron przez morskie zatoki.

Tagi: turystyka motocyklowa | turystyka na motocyklu | Skandynawia | Europa Północna

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij