Motocykl poleca:

Skandynawia: tam gdzie trolle i koło polarne

Poleć ten artykuł:

Wyprawa na Nordkapp nie mogła kolidować z Eurofestem – europejskim zlotem posiadaczy XJR-ek. Zaraz po Eurofeście 2012, który odbywał się w Polsce, odpaliliśmy sprzęty.

Zobacz całą galerię

Wystartowałem ze swojej Dąbrowy Górniczej. Zadanie na pierwszy dzień: dotrzeć do Gdańska, aby dołączyć do Zeli i Jurasa oraz aby na godz. 18 być na odprawie na prom. O godz. 6 następnego ranka głośniki w kajutach zapodały utwór „Wonderful life”. Desant w Karlskronie rozpoczął naszą przygodę.

Pierwszego dnia przejechaliśmy 1080 km. Jeśli pominąć oberwanie chmury w okolicach Sztokholmu, pogoda była super. Około godz. 21 zjechaliśmy z głównej drogi i po jakimś czasie znaleźliśmy kemping. Mimo że o tym wiedzieliśmy, zaskoczyło nas, że o północy było widno.

Im dalej na północ, tym ruch robił się mniejszy. Wraz z wjazdem do Finlandii skończyły się autostrady, a zaczęły jeziora i komary. Podczas postoju przy jakimś markecie ich stada nie pozwoliły ściągnąć kasków z głów. Takiej inwazji w Polsce w życiu nie widziałem. Komary spowodowały, że nawinęliśmy jeszcze kilkaset kilometrów. Około godz. 22 wjechaliśmy do Norwegii. Tego dnia znów zaliczyliśmy ponad 1000 km. Temperatura nieprzekraczająca +10O spowodowała, że na kempingu w okolicach Geadgejavri armie komarów mocno się przerzedziły.

Parę fotek i odwrót

Nazajutrz, po dwóch dniach od lądowania w Karlskronie, mieliśmy dotrzeć do celu – Nordkappu. Te 340 km to był jeden z najdziwniejszych odcinków wyprawy. Pierwsze, co dało się odczuć, to był mocny spadek temperatury: było poniżej +5 stopni. Początkowe 150-200 km to jazda przez iście księżycowy krajobraz: żadnych lasów ani nawet pojedynczych drzew. Wszędzie aż po horyzont sterty kamieni. Jedynym urozmaiceniem były duże stada reniferów. Drogi bardzo mało zróżnicowane, praktycznie wielokilometrowe proste. Sprawiały one, że wpadało się w rodzaj letargu: zdawało nam się, że mimo około 100 km/h na liczniku stoimy w miejscu.

Ostatnie 150 km od miejscowości Olderfjord to była bajka. Jechaliśmy wybrzeżem fiordu Porsanger. Droga przestała być nudna, zaczęły się zakręty. Co jakiś czas mijaliśmy zatoki, w których rybacy suszyli dorsze na splecionych linach.

Nordkapp leży na wyspie Magerøya. Dalej na północ już się nie da! Na samym cypelku znajduje się sklep, a właściwie market z pamiątkami. Kupiliśmy gadżety, zrobiliśmy kilka zdjęć i postanowiliśmy wracać. Widok na granicę mórz Norweskiego i Barentsa jest fajny, ale według mnie nieco przereklamowany. Tego dnia wcześniej niż zwykle znaleźliśmy nocleg. W miejscowości Skaidiplassen trafiliśmy na dwupokojową kwaterę. Zela niespodziewanie wyciągnął wino, które chyba trzymał na tę okazję. Wznieśliśmy parę toastów okazji zdobycia Nordkappu.  

Skandynawskie know-how

W internecie krążą różne opinie dotyczące Skandynawii. Niektóre z nich obaliliśmy, inne potwierdziliśmy.

  1. Nie ma sensu brać ze sobą benzyny. Stacji paliw jest wszędzie pod dostatkiem.
  2. Nawet w środku lata na północy bywa bardzo zimno, więc bez bielizny termicznej, podpinek, ciepłych rękawic i wysokich butów ani rusz.

  3. Warto korzystać z bardzo dobrze wyposażonych (elektryka, kuchenka, punkty sanitarne, wi-fi) przydrożnych domków kempingowych. Ceny: np. 4-osobowy domek w Szwecji ~210 zł/ doba). Stoją nawet na dalekiej północy.

  4. Żywność w Norwegii jest droga. Warto więc mieć własną. Gdy się skończy, proponuję zakupy w małych marketach.

  5. Najlepiej płacić kartami kredytowymi/ debetowymi. Terminale są w każdym sklepie i na każdej stacji paliw.

  6. Pogoda bywa zmienna, na szczęście dla nas była łaskawa. Gore-texy spokojnie dawały radę.

Tagi: turystyka motocyklowa | turystyka na motocyklu | Skandynawia

Oceń artykuł:

4.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij