Motocykl poleca:

Streetfighter Festival 2004

Poleć ten artykuł:

Smród palonej gumy, ryk rozkręcanych na maksa silników i tłumy oblegające obwodnic ę w Bielawie na Dolnym Śląsku świadczą, że rozpoczął się kolejny Streetfighter Festival.
Zobacz całą galerię

Stopień skomplikowania ewolucji, jakość jej wykonania i sposób, w jaki reagowała na pokaz publika – te trzy elementy decydowały o zwycięstwie w tegorocznej edycji Streetfighter Festivalu. Do boju zgłosiło się tylko dziewięciu zawodników.

„Zanim zaproszę was na asfalt, pokażę kilka figur, a nuż któraś z nich zadecyduje o zwycięstwie” – Kevin Carmichael, gwiazda tegorocznej edycji, podkręca atmosferę. Słychać charakterystyczny gang Triumpha i po chwili rozpoczyna się szaleństwo. Najpierw klasyka – stoppie, wheelie... To preludium do dalszych figur.


     
Zwycięzca Streetfighter Festiwalu – Raptowny Waldek. 
Tegoroczna gwiazda imprezy Kevin Carmichael nie miał sobie równych. Obowiązkowy punkt w jego programie – jazda bez zawiechy.  Jedna z ciekawszych figur wykonywana przez amatorów.

W powietrzu zaczyna unosić się zapach rozgrzanej gumy. Kevin przechodzi do trudniejszych figur. Jazda na tylnym kole, stojąc jedną nogą na wsporniku za tylną lampą, później stoppie z nawrotką. Ludzie wyją z zachwytu. Teraz kilka numerów technicznych. Bike wędruje na gumę, a Kevin powoli zatacza koła, trzymając jedną ręką kierownicę i mieszcząc się na afalcie o szerokości zaledwie dwóch pasów. Wszystko jest wykonane z najwyższą precyzją, sprawiającą wrażenie, że ewolucje nie wymagają najmniejszego wysiłku. Triumph ląduje na dwóch kołach, a Carmichael prezentuje podobną ewolucję, z tą jednak różnicą, że siedzi z rękami założonymi jedna na drugą, a maszyna potulnie zatacza koła. Na zakończenie pokazu jeszcze jazda tyłem, siedząc na zbiorniku. Szybki zjazd do parkingu, z tłumu słychać oklaski. Po chwili Kevin ponownie pojawia się na trasie, jadąc na gumie bike’em z wymontowanym przednim zawieszeniem. Figura jest wykonana powoli i precyzyjnie.

Teraz kolej na was, chłopaki. Z dziewięciu, a właściwie ośmiu zawodników tak naprawdę liczą się tylko trzy osoby – Dr Mentos, Tomek Kujawiak i Raptowny Waldek z Kamikaze Lublin. Jako pierwszy wyjeżdża Dr Mentos na Jawie 350. Jazda, siedząc na przednim na błotniku, stojąc na kanapie przodem i tyłem do kierunku jazdy pozostawia duże wrażenie. Publika szaleje, a Dr Mentos przechodzi do figur obowiązkowych – efektowne wheelie, jazda siedząc na zbiorniku kończą pokaz... na tym motocyklu. Kolejne trzy minuty to niemal powtórka, z tą różnicą, że na mocniejszej maszynie.

   
Tomek Kujawiak vel AC Śledź z Ozorkowa zajął drugie miejsce. 
Wielki przegrany tegorocznego Streetfightera – Dr Mentos. 

Tomek Kujawiak nie byłby sobą, gdyby nie wykonał wszystkich figur w typowy dla siebie sposób – perfekcyjnie. Ułatwia mu to DR-ka 350. Stoppie, wheelie są wykonane czysto, bez zawahania. Dalej jazda z nogami na kierownicy i szybka zmiana maszyny. Jazda w dwie osoby i tradycyjne spalenie gumy kończą pokaz.

Trzeci z faworytów to Raptowny Waldek z Kamikadze Squad Lublin. Pomalowany w płomienie Fireblade przeczy fizyce. Po raz kolejny możemy zobaczyć precyzyjnie wykonane wheelie i stoppie, jazdę z nogami na kierownicy, efektowne nawroty i przypalanie gumy. Koniec jego występu to praktycznie koniec zawodów. Inni się nie liczą. W czasie, gdy są podliczane punkty, na asfalt ponownie wyjeżdża Kevin Carmichael. Są wyniki. Wygrywa Raptowny Waldek, tuż przed Tomkiem Kujawiakiem i Dr. Mentosem.

Na zakończenie jeszcze kilkuminutowy pokaz Pavla Hanzlika. I tak kolejny Streetfighter Festival przeszedł do historii.


Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij