Motocykl poleca:

Sześciodniówka 2005

Poleć ten artykuł:

Trudno jednoznacznie ocenić udział Polaków w 80. Sześciodniówce Motocyklowej ISDE, którą rozegrano między 13 a 18 września na Słowacji.
Zobacz całą galerię

Po stronie sukcesów na pewno można zapisać pierwsze miejsce Bartka Obłuckiego w klasie E1. Powetował on sobie w ten sposób niepowodzenia w dotychczasowych startach na mistrzostwach świata. Podczas Sześciodniówki jechał z numerem 1, więc przecierał szlaki. – Gdyby nie to, moje czasy byłyby znacznie lepsze – narzekał Bartek. Większość prób rozegrano na trawiastych zboczach gór, gdzie – zanim motocykle nie „zrobiły porządku” z nawierzchnią – było ślisko. A wiadomo, tam, gdzie startuje czołówka światowa, liczy się każdy ułamek sekundy – coś pójdzie nie tak i spadasz o kilka miejsc. Trzeba było więc czekać do ostatniego dnia zawodów, by fetować zwycięstwo Bartka. Wtedy bowiem jego najgroźniejszy konkurent, a zarazem kolega z ekipy fabrycznej Marc Germain miał awarię motocykla i odpadł z rywalizacji. Pech Francuza, który prowadził w klasie E1 od początku imprezy, dał prowadzenie Polakowi, ale jednocześnie spowodował, że team Yamaha UFO Corse przestał się liczyć w walce o zwycięstwo drużynowe.



Do polskich sukcesów trzeba też zaliczyć trzecie miejsce zespołu klubowego KTM Polska & Motoklub Olsztyn. Ta mieszanka rutyny z młodością (Sebastian Krywult oraz dwaj Łukaszowie: Kurowski i Bartos) dali popis zgrania, co w połączeniu z jazdą na granicy ryzyka zapewniło im trzecie miejsce wśród 77 ekip. Po pierw szym dniu zajmowali piątą pozycję, potem awansowali na czwartą i wreszcie podczas piątego dnia, kiedy wszystkich siekł ulewny deszcz, wskoczyli na medalowe miejsce. Kończący zawody motocross to w wykonaniu Polaków sumienne pilnowanie lokaty.


Jak to jest z ostatnim dniem zawodów, czyli z dojazdówką (51 km) i motocrossem, przekonał się Michał Szuster, który zajmował bardzo dobre miejsca w klasie E1 i należał do czołowych postaci naszej reprezentacji. Niestety, spełniły się jego najczarniejsze sny o rywalizacji na błotnistym torze – ostatni dzień skończył na 55. pozycji, co spowodowało, że spadł na dziesiąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Co prawda, dla tego młodego zawodnika, stojącego na progu międzynarodowej kariery, wynik można uznać za dobry, ale przecież mogło być dużo lepiej...

Ale Sześciodniówka to przede wszystkim współzawodnictwo ekip narodowych, a tu nie mamy czym się pochwalić. Na 18 państw biorących udział w zawodach (by- ły wśród nich bardzo egzotyczne ekipy, np. Wenezuela, Grecja czy Kanada) zaję- liśmy czternastą lokatę. To na pewno nie przynosi chwały naszym reprezentantom. Zawiniły przede wszystkim awarie motocykli, z którymi nasi zawodnicy nie mogli się uporać. Skrucha hiszpańskiego przedstawiciela firmy Gas Gas, który potwierdził fakt wypuszczenia na rynek motocykli z ukrytą wadą fabryczną, to małe pocieszenie. Przecież wynik naszej reprezentacji poszedł w świat. A z drugiej strony, jakiego trzeba mieć pecha, żeby zakupić akurat maszyny z defektami – wściekali się zawodnicy i ich opiekunowie. Szkoda, że zabrakło na starcie naszych juniorów, bo wyniki osiągane przez ekipę Racing Gas Gas Poland & PZM w składzie Skolarus, Bembenik i Gazda były obiecujące. Wystarczyło dokooptować jednego „młodego” i być może w Junior Trophy byłoby nieźle. Tylko kto miałby wskoczyć do reprezentacji? Maciej Wróbel, opiekun, trener i menedżer naszych zawodników, wie, że w naszym kraju nie ma aż takiego zainteresowania sportami motocyklowymi jak chociażby na Słowacji. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości wybuchnie jakiś ukryty talent.

 
Podpora kadry Marek Przybysz tylko kręcił z niedowierzaniem głową, zerkając na wyniki w klasie E2 i pewnie dziwił się, jak duża jest różnica w poziomie sportowym między mistrzostwami Europy a rywalizacją na ISDE. Tam był trzeci, a tu wylądował na trzydziestym miejscu. To prawda, że Marek startował w najsilniej obsadzonej klasie, wystarczy wymienić takie nazwiska jak Merriman, Aro, Edmondson, Salonen czy Sala, ale...

Zwycięzcami w obu najważniejszych kategoriach zespołowych, tj. World Trophy i Junior Trophy, zostali Włosi. W ten sposób przerwali hegemonię Finów, którzy wywalczyli odpowiednio drugą i trzecią lokatę. Warto też wspomnieć o Francuzach, którzy jechali rewelacyjnie i tylko pech piątego dnia nie pozwolił im powalczyć o najwyższe laury. Na otarcie łez pozostało im drugie miejsce w Junior Trophy. Kibice żałowali, że na ISDE nie wystartowali Hiszpanie, co niewątpliwie uatrakcyjniłoby rywalizacj ę. Powodem ich nieobecności była dyskwalifikacja za zeszłoroczne ekscesy w Kielcach.

W zgodnej opinii uczestników zawody były rozgrywane na wysokim poziomie sportowym. Trasy oceniono jako umiarkowanie trudne, ale to raczej zasługa pogody. Gdyby wcześniej popadało, liczne strome podjazdy mocno zweryfikowałyby umiejętności zawodników i przetrzebiły stawkę.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij