Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Szkocja: Plus piętnaście, czyli upał po szkocku

Szkocja to kraj kapryśnej pogody, whisky, kiltów, dud, potrawy o nazwie haggis oraz dróg często za wąskich dla dwóch aut. Ale także czegoś w powietrzu, co pozwala pokochać ten kraj, mimo że tamtejszy klimat do przyjaznych nie należy.  

W górach Monadhliath można legalnie zjechać z asfaltu.

Szkocja jest dziwna: deszcz leje ci się tam na łeb, ciężka mgła wisi nad ziemią, a pod kaskiem świeci słońce. Zimno wdziera się pod kombinezon, mimo to podśpiewujesz sobie pod nosem. Podczas przerwy w jeździe atakują cię paskudne drobne muszki, a ty ignorujesz upierdliwe owady. Gdy droga prowadzi przez las, od czasu do czasu przed koło wyskakuje jakiś zwierzak. Olewasz to.

Gdy zza chmur wyjdzie słońce, wtedy dzikie piękno krajobrazu wywołuje ciarki na plecach. Jeśli towarzyszy mu muzyka Triumpha Tigera – nie ma bata: poczujesz, że jesteś w siódmym niebie. Niełatwe, tajemnicze, lekko szalone, ale też pikantne i radosne – tak tu smakuje życie. Czy to zasługa whisky, której zapach czujesz właściwie zawsze? Także Tiger sprawia wrażenie, jakby jechał na dopalaczach. Przez winkle z przyczepną nawierzchnią wymiata drogą A83 prowadzącą do Inveraray.

Skąd pochodzą Szkoci

Tam na portowym molo poznajemy Briana i jego żonę Mairearad. Pokazują nam kultowy dla miejscowych sklep z whisky. W trakcie rozmowy informują, że wcześniej wiele lat pracowali w Szwabii. Wtedy ich szwabski kolega pytał Briana, czy wie, jak powstał miedziany drut. Otóż jeden Szkot ciągnął jednopensową monetę z jednej strony, a drugi z drugiej. W odpowiedzi na to Brian pytał, czy kolega wie, skąd pochodzą Szkoci. Odpowiedź: to emigranci ze Szwabii.

W górę i w dół, w prawo i w lewo – tak Triumph niesie nas wśród zróżnicowanych krajobrazów przez Dalmally do Oban. Tutaj pułk brytyjskich bikerów czeka na prom płynący na Isle of Mull. Nagle zza chmur wychodzi słońce, więc w dobrych humorach zajmujemy miejsca na pokładzie. Prom płynie obok samotnych wysp i majestatycznych latarni morskich, po czym wypuszcza wszystkie motocykle na niesamowicie wąskie drogi wyspy Mull. Jadąc z Garmony, pokonujemy przepiękną trasę na południe, prowadzącą wokół szczytu Ben More. Następnie zaliczamy Loch na Keal i lądujemy ponownie na nadbrzeżnej drodze, która wygląda jak pierwszego dnia stworzenia. Wydaje się, że czas zatrzymał się tu 200 lat temu, a motocykle są zaledwie tolerowanymi ciałami obcymi, pochodzącymi z odległej przyszłości. Ta wyspa jest ostoją orłów, wydr, fok, delfinów, owiec, krów i do spodu wyluzowanych farmerów. Niektórzy z nich siedzą przed chatkami, jedząc obiad i przepijając do nas jakimś trunkiem.

Następnie dojeżdżamy do portowego miasteczka Tormory. Wyglądający na znacznie młodszego 83-letni Alistair nie od razu odpowiada na nasze pytanie o nocleg. Najpierw częstuje nas zachwytami nad angielskimi motocyklami. Jego żona potwierdza, że Alistair codziennie pucuje swojego Nortona Commando z lat 70. XX wieku, mimo że nie może nim już jeździć, chociaż bardzo by chciał. Zanim Alistair wyśle nas do hotelu Western Isles, prosi, abyśmy pozwolili mu posłuchać pracy trzycylindrowej jednostki napędowej Tigera. Parę przegazówek wprawia go w prawdziwy zachwyt.

Poranek. Przelotne deszcze chłoszczą powierzchnię morza, prom zawozi nas na półwysep Ardnamurchan. Węższych ulic chyba nie można już zbudować. Koszty budowy tysięcy zatoczek do mijania się pojazdów, czyli passing places, wystarczyłyby na zbudowanie szerszych dróg.

Na oparach

Gdy temperatura wzrośnie powyżej +15O, Szkoci wskakują w T-shirty i krótkie spodenki oraz wkładają okulary przeciwsłoneczne. Krajobrazy, które odsłania słońce, zapierają dech w piersiach. Z tego zachwytu nie zauważamy palącej się już dość długo kontrolki rezerwy. Jesteśmy spokojni, bo przecież w końcu musimy dotrzeć do jakiejś stacji benzynowej. Akurat! Wachy mamy jeszcze na 11 mil, a wokoło totalne odludzie. Droga sprawia wrażenie, jakby chciała zniknąć w pustce. Trasa zaczyna nagle prowadzić stromo pod górę, co daje Triumphowi szansę stoczenia się do następnej doliny na luzie. Jeszcze 7 mil. Jak krajobraz długi i szeroki żadnej zabudowy – tylko dzika przyroda, od czasu do czasu jezioro, czerwona skrzynka na listy. Następnie droga ponownie prowadzi wzdłuż poszarpanego wybrzeża. Jeszcze 5 mil. Gaz minimalnie odkręcony, pęd powietrza mocno zmalał, deszcz przestał padać.

Jeszcze 3 mile. Nagle jakby z niczego na skraju lasu pojawia się domek z zadbanym ogródkiem. Triumph dotacza się do domku, gospodarz pyta: „Nie widzieliście w pobliżu promu stacji benzynowej?”. Nie, nie było tam żadnej stacji benzynowej, przynajmniej takiej, jaką znamy. – Żona akurat kupuje olej napędowy w Fort William – oświadcza mężczyzna. Tam i z powrotem to wyprawa prawie na jeden dzień, zwłaszcza po tych dróżkach.

Po dłuższym poszukiwaniu uprzejmy Szkot znajduje 10-litrowy kanister z benzyną dla kosiarki do trawy. Za kilka funtów mamy wachę na kolejnych 120 mil. Teraz już bez napinki przemierzamy szkockie odludzie do Mallaig, gdzie Tiger zostaje połknięty przez olbrzymi prom płynący na Isle of Skye. Dudniący deszcz jakby wybijał rytm piosenek, które śpiewam pod kaskiem aż do Eilean Donan Castle. Ciemne niebo stanowi odpowiednie tło dla tego zamku.

Wybrzeże nad Loch Alsh to raj dla uzbrojonych w lornetki ornitologów. Na brak atrakcji nie będzie narzekał też poskramiacz Tygrysa, szczególnie gdy zacznie zdobywać przełęcz Bealach Bá, prowadzącą do półwyspu Applecross. Aż do XX wieku ta dzika kraina była osiągalna tylko łodzią. Dzisiaj tamtejsze surowe góry i wyżyny przecina wstążka asfaltu o szerokości niewiele większej od samochodu. Nasz Tygrys nie jest tutaj sam: co chwilę przez przełęcz przejeżdża duże enduro.

Przez niezliczone winkle trafiamy do Shieldaig, rybackiej wioski liczącej około 100 mieszkańców. Portowe molo, niewielkie domki i nisko nad tym wszystkim wiszące chmury. Śliczna barmanka serwuje łososia, świeżo wyłowionego z Loch Torridon.

Niedługo potem przed nosem Triumpha pojawia się jeszcze jeden z wielu „śledziowych” portów: Ullapool został założony w 1788 roku specjalnie w celu połowu śledzia. Port, otoczony licznymi pubami, jest centralnym punktem miejscowości liczącej 1500 mieszkańców. Spotykają się tu kutry rybackie, jachty i promy Caledonia–MacBrayne, wypływające w kierunku Hebryd Zewnętrznych. Coroczny festiwal muzyczny Loopallu i najmniejsza rozgłośnia radiowa Wielkiej Brytanii świadczą, że ludziom nad Loch Broom nie brak fantazji.

Nie ma to jak tradycja

W Tomatin w lokalnej destylarni Fiona objaśnia zagranicznym gościom tajniki produkcji whisky. Pod koniec lat 70. firma była na skraju bankructwa, na szczęście uratowali ją majętni Japończycy. Dziś destylarnia, powołując się na długą i nieprzerwaną tradycję, znowu miesza na rynku whisky.

Zupełnym przypadkiem trafiamy na niewielką dróżkę, która z Tomatin prowadzi nas wzdłuż rzeki Findhorn w kierunku Dalberg, a później jako B851 wiedzie przez dzikie wzgórza Glen Kyllachy do Errogie. Potem Loch Ness, Fort Augustus, coraz dalej i dalej. Dzisiaj Tiger odpocznie dopiero po przejechaniu wielu mil w Fort William, w cieniu góry Ben Nevis o wysokości 1344 m n.p.m.

W pewnym momencie stwierdzamy, że nietrudno w Szkocji o duży ruch. W weekend wzdłuż Loch Linnhe i na drodze A82 biegnącej przez dolinę Glen Coe rozpętuje się istne piekło. Motocykliści, rowerzyści, campery – wszyscy dokądś jadą. Trzeba bardziej odkręcić gaz, by w tej wielkiej dali płaskowyżu zostawić całe to towarzystwo za plecami.

Prawdziwa przyjemność z jazdy czeka nas ponownie na drodze A821. Nad Loch Venachar spotykamy się z Irlandczykiem Johnnym, który jest tam po to, aby doszlifować technikę jazdy i niebawem zamienić Horneta 600 na dużo dynamiczniejszego KTM-a.

Słońce chyli się ku zachodowi. Mimo zmęczenia nie mamy szans na sen. We wszystkich wioskach wokół Peebles nie ma ani jednego wolnego pokoju. Wszystkie są „fully blocked”. W także przepełnionym Country Hotel w Selkirk uprzejma recepcjonistka obdzwania wszystkie domy położone w promieniu 50 km. Po godzinie dowiaduje się, że w Gino’s Guest House w Hawick (tylko 30 km w rozpoczynającym padać deszczu) jest jedno wolne łóżko.

Hawick to jedna z tych miejscowości, w których czas zatrzymał się jakieś 200 lat temu. Gino wkrótce opowie nam, że 30 lat temu zakochał się w Szkocji, mimo że – jako Włoch – nie wyobrażał sobie, że może mieszkać tam, gdzie zimno i wilgotno. Szkocję kochał także William Wallace, o którym zajmująco opowiedział film „Braveheart. Waleczne serce” Mela Gibsona. Dziwny kraj...

Szkocja: wszechobecne whisky, mało przyjazny klimat i nieskażona cywilizacją przyroda. Gino twierdzi, że jest w tym kraju coś, co deszcze, chłód oraz inne niedogodności potrafi zmienić w pogodę ducha.  

to warto wiedzieć

JEDZENIE. Tradycyjną potrawą jest haggis: nadzienie z owczego serca, wątroby, języka, tłuszczu nerkowego, cebuli, mąki owsianej i pieprzu zaszyte w żołądku owczym i duszone. Z 230 cieszących się bogatymi tradycjami destylarni whisky, około 90 ciągle działa.
DOJAZD motocyklem to 2-3 dni (w tym prom z Calais do Dover). Alternatywnym rozwiązaniem są lotniska w Edynburgu, Glasgow i Aberdeen.
POGODA. Najmniej pada w maju, niemniej nie licz wtedy na więcej niż +10-12° w dzień. Zdarza się np., że gdy w jednym miejscu leje jak z cebra, 50 km dalej świeci słońce.
DROGI. Poza większymi miejscowościami najczęściej pełne winkli i wąskie. Mnóstwo single tracków – dróg o szerokości auta osobowego. Gdy ktoś nadjeżdża z naprzeciwka, trzeba przeczekać na jednej z niezliczonych zatok (passing places). Ostrożnie na niebezpiecznych wzniesieniach! Są oznaczone tablicami „Blind summit”. Mimo ruchu lewostronnego obowiązuje pierwszeństwo z prawej. Maks. prędkość na autostradach to 70 mil/h (nieco ponad 100 km/h), w miastach 30 mil/h.
NOCLEGI. Najlepsze rozwiązanie: hotele „bed and breakfast” (B & Bs). Często oferują one lepszy standard niż tanie hotele. Dwuosobowy pokój o znośnym standardzie w jednym z nich to wydatek 80 funtów i więcej.
WYNAJEM MOTOCYKLI. Parę przykładów: BMW F 800 GS na 7 dni kosztuje 510 euro (www.rentamotorcycle. co.uk), Triumph Tiger 800 – 99 funtów/dzień (www.scotlandbike.com), a BMW F 800 GT – 100 funtów/dzień (www.rentalmotorbike.com).
DO SZKOCJI należą bogate podmorskie złoża gazu ziemnego i ropy. Mogą one zapewnić niezależność gospodarczą. Stąd pomysł rządzącej w Szkocji Scottish National Party na referendum w sprawie odłączenia się od Wielkiej Brytanii (18 września br.). Szkoci pozostali.

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij