Motocykl poleca:

TTXGP na wyspie Man

Poleć ten artykuł:

9 czerwca 2009, Isle of Man. Do stojącego na starcie motocykla podchodzi komentator Tourist Trophy Radio. Zbliża mikrofon do napędzanego prądem sprzęta, aby kibice usłyszeli, że bike ma silnik elektryczny.
wyscigi-ttxgt-wyspa-man-2010-01-main.jpg Zobacz całą galerię

Anglicy udowodnili, że nie są niewolnikami tradycji. Na trasie Tourist Trophy zorganizowali wyścig motocykli nieemitujących spalin. A przecież na wyspie Man od 1907 roku ryczą tylko silniki benzynowe. Na Gooseneck (gęsia szyja), podjazdowym winklu w prawo, pojawia się krwistoczerwona maszyna teamu Agni, dosiadana przez Roba Barbera, wielokrotnego uczestnika TT. Facet tnie jak wściekły. Towarzyszące temu dźwięki nie mają nic z gangu silnika motocykla. Przypominają raczej odgłosy dziecięcej kolejki elektrycznej, windy albo wózka widłowego. Barber wchodzi w zakręt, idzie na kolano, a następnie odkręca gaz, a raczej dostawę prądu. Widzowie nie bardzo wiedzą – śmiać się czy klaskać.

Oprócz motocykla teamu Agni wiraż Gooseneck i całą Mountain Course przejechało tego dnia jeszcze 10 innych e-motocykli. Barber dosyć wysoko ustawił poprzeczkę. Jadące po nim maszyny raz szybciej, raz wolniej śmigały po czarno-białych pasach odgraniczających jezdnię od pobocza. Brunel- -X-team z London University na ostatnich nogach dotarł do Gooseneck: rozładowany akumulator, brak napięcia, o dalszej jeździe nie ma mowy. Zmagazynowanych 16 kilowatogodzin odpowiada energii pochodzącej ze spalenia niecałych 2 l paliwa.



Rob Barber wygrał na Agni – maszynie będącej przeróbką Suzuki GSX-R. Podczas rundy eliminacyjnej osiągnął średnią prędkość 140,71 km/h.  
     
Po raz pierwszy od 103 lat na ulicznym torze na wyspie Man wystartowały maszyny z napędem elektrycznym. Cedric Lynch (w środku) jest wyrocznią w świecie elektrycznych ścigaczy. Dzięki jego silnikom marki Agni Rob Barber (z prawej) wygrywa.
Ludzie z teamu XXL-Racing z Kassel przed startem byli w wyśmienitych humorach. Dzięki drugiemu miejscu Thomasa Schönfeldera (w kombinezonie) zapewne uśmiechali się jeszcze szerzej.

W amerykańskim teamie o swojsko brzmiącej nazwie Motoczysz już podczas pierwszego treningu padł jeden z trzech silników. Jasna sprawa – elektryczne motocykle nie są odporne na zwykłe awarie mechaniczne. Pojazd grupy eRockit z Berlina ledwie zjechał z pierwszej górki i dojechał do zakrętu Braddan Bridge, gdy zablokowane koło wystrzeliło jeźdźca w powietrze. eRockit nie wystartował w zawodach.

Trening kwalifikacyjny zawodów o nazwie TTXGP wyłonił grupę faworytów: amerykańskie teamy Mission Motors, wspomniany już Motoczysz i Brammo, który przepchnął przez eliminacje dwa perfekcyjne, ważące 168 kg bike’i, XXL-Racing z Kassel i oczywiście Agni. 80% załóg używało podczas TTXGP silników Agni na prąd zmienny o napięciu od 70 do 120 V.

Marko Werner z XXL-Racing: „Bez akumulatorów ani rusz – to jasne. Najgorsze jest to, że kładziesz na stół 20 000 euro, a i tak nikt ci niczego nie sprzeda. Po prostu cała światowa roczna produkcja została już sprzedana, a producenci zadzierają nosa i zgrywają ważniaków”. Marko i dwóch podobnych jemu świrów jakoś zdobyli około 2000 litowo-manganowych ogniw, używanych w wiertarkach akumulatorowych i kosiarkach do trawy. Po wielu dniach dłubaniny przy ogniwach i ponad 100 metrach przewodów wszystko było gotowe. Nagrodą był bardzo stabilny system, dzięki któremu zespół mógł się wylegiwać, podczas gdy konkurencja walczyła ze spadkiem napięcia, sterowaniem w litowo-polimerowych akumulatorach dużej pojemności itp. sprawami.




 
Na pewno dla niektórych jest to przerażający widok: kłębowisko przewodów.Jedną z istotnych umiejętności jest wiedza, jak oszczędnie korzystać z akumulatora.
Podczas TTXGP berlińskiemu teamowi eRockit nic nie zostało oszczędzone: błąd konstrukcyjny, upadek
i konieczność przyznania się do wtopy.
 Trzeba rozwiązać trzy problemy: akumulatory akumulatory i jeszcze raz akumulatory! Tylko tyle i aż tyle.

Ekspert od spraw bezpieczeństwa ze strony organizatora i badacz alternatywnych źródeł napędu z Newcastle University Niemiec Volker Pickert: „Zdaje się, że na razie najciekawsze rzeczy są w szufladach. Za jakieś pięć lat powinniśmy co nieco z tego zobaczyć na ulicach”. Tyle w temacie przyszłości. Tymczasem w TTXGP pierwsze skrzypce grał Anglik Cedric Lynch. Wynalazca i szef ds. rozwoju produkowanych w Indiach silników Agni to ekscentryk: chodzi na bosaka, nosi trzy wytarte swetry nałożone jeden na drugi. Nie przeszkodziło mu to skonstruować silnik elektryczny dużej mocy. Rob Barber powiedział przed zawodami: „Cedric jest geniuszem, nasze silniki pracują doskonale! Chcę tutaj wygrać!”. No i wygrał. Na kolejnych miejscach uplasowali się przeszczęśliwy XXL-Racing, Brammo i Mission. Motoczysza pokonała usterka techniczna.

Trzeba wspomnieć, że Barber, któremu zmierzono średnią prędkość okrążenia 140,71 km/h, pobił rekord z 1967 roku obowiązujący dla klasy 50 cm3. Gentlemen, charge your engines, please!

Tagi: TTX GT

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij