Motocykl poleca:

Test kombinezonów przeciwdeszczowych

Poleć ten artykuł:

W walce z wodą masz do dyspozycji supernowoczesne włókna oraz membrany, a także klasyczne kondomy. Przetestowaliśmy 16 jedno- i dwuczęściowych kombinezonów przeciwdeszczowych.
kombinezony-przeciwdeszczowe-01.jpg Zobacz całą galerię

Co ciekawe, mimo ery nowoczesnych materiałów i membran (nawet wodoodpornych) nadal wielu motocyklistów wozi ze sobą foliową przeciwdeszczówkę. Mimo to coraz trudniej teraz zobaczyć taki obrazek: ciemna chmura, leje jak z cebra, a pod wiaduktem na autostradzie kotłują się motocykliści usiłujący z mniejszą lub większą skutecznością i elegancją wbić się w seksowne ortaliony.

Poważny biker, lubiący dłuższe wypady, ma dziś do dyspozycji tekstylne ciuchy na każdą pogodę. Gdy zaczyna lać, może się ewentualnie zatrzymać, żeby dopiąć wszystkie wentylacje. Jeśli ma ciuchy z najwyższej półki, nie musi się nawet zatrzymywać. Gdy ostro leje, ze względu na przyczepność co najwyżej zwalnia.

Nawet skórzane wdzianko nie zawsze boi się deszczu. Wiele tych z najwyższej półki nie ustępuje teksom, bo od kilku lat także tu zaczęto stosować wodoszczelne membrany z goretexu i tym podobnych materiałów. Niemniej to wszystko nie oznacza jeszcze, że zwykły kondom odszedł w niepamięć. Świadczy o tym choćby wielkość oferty – można wybierać i przebierać do woli, a ceny wahają się od 134 do 380 zł.

Niemniej nadal obowiązuje zasada, że im niższa cena, tym więcej chętnych. To nie powinno dziwić, tym bardziej że droższe przeciwdeszczówki konkurują z tańszymi kompletami tekstylnymi (z membraną oczywiście). Żeby daleko nie szukać – IXS Niagara kosztuje aż 380 zł, a to oznacza, że za podobną kasę można wybrać kilka modeli kurtek. Z tego powodu producenci próbują uatrakcyjnić droższe kombinezony, dodając do nich różne bajery. Na przykład Difi Sirocco bardzo łatwo się wkłada – nogawki można przyczepić rzepami do ud, dzięki czemu nie przeszkadzają buty, choćby nie wiem jak potężne były. Producent pomyślał też o przechowywaniu i przewożeniu kombinezonu i wyposażył go w sporą zintegrowaną kieszeń z paskiem do zapięcia. Gdy się ją wywróci na drugą stronę, można schować całego kondoma.



Podobne zalety ma Hein Gericke Competition, wyróżniający się jeszcze jednym: bardzo wysokim, sięgającym głęboko pod kask kołnierzem. Jego wynalazca musiał być praktykiem, tzn. ściekająca z kasku woda pewnie nieraz wlała mu się za kołnierz. W kombinezonach FLM zrobiono jeszcze jeden kroczek naprzód: w kołnierzu schowano kaptur, w którym mieści się cały kask. Jeszcze większe wrażenie robi FLM Stormchaser, mający zintegrowaną membranę oddychającą. Takich luksusów próżno szukać u konkurentów.

Żeby jednak naprawdę sensownie wykorzystać ten bajer (i na własnej – suchej! – skórze odczuć jego działanie), znajdujący się pod nim skórzany kombinezon musi mieć jak największe powierzchnie perforacji. Trzeba jednak przyznać, że ważącego niecały kilogram Stormchasera nosi się znacznie bardziej komfortowoniż dwukrotnie od niego cięższego Tornado.

Koniec końców nawet najbardziej wybajerzone bajery na nic się zdadzą, jeśli zabraknie tego, co najważniejsze: wodoszczelności. Dlatego w czasie testu na to zwracaliśmy największą uwagę. Urządziliśmy symulację ulewnego deszczu pod prysznicem. Każdy kombik musiał go wytrzymać przez 10 minut, i to nie na stojąco, lecz na siedząco – w pozycji, jaką zajmujemy w czasie jazdy na motocyklu.

W przypadku kombinezonów jednoczęściowych liczba przecieków utrzymywała się w granicach normy, to znaczy około 30%, natomiast – co cieszy – dwuczęściowe komplety okazały się niezawodne. Słabym punktem, przez który woda najczęściej dostawała się do środka, są rozcięcia ułatwiające wkładanie.

suchą (i ciepłą) nogą przez zimę
Dwie dekady temu porządny, ocieplany kombinezon był obowiązkowym punktem wyposażenia każdego motocyklowego twardziela, który jeździł bez względu na porę roku. Marka Thermoboy dała nazwę przeciwdeszczowym kombikom z watowaną wyściółką (na tej samej zasadzie na buty do sportu mówimy adidasy). Dziś oryginalny Thermoboy – wymyślony niegdyś przez Paula A. Boya, który inspirację znalazł w kombinezonach dla pracowników chłodni – już nie istnieje, ale nazwa pozostała. To zasługa firmy Polo, która tak nazwała serię kondomów na zimę. Znajdziemy w niej m.in. jednoczęściowy, ocieplany kombik Snowtrooper, dobrze chroniący bikera nawet jeśli trafi mu się jazda w bardzo zimny dzień. Ten garniturek przydałby się wszystkim, którzy – wbrew rozsądkowi – wzięli udział w tegorocznej trójmiejskiej akcji „mikołaje na motocyklach”. Jedynym zarzutem, jaki można postawić Snowtrooperowi, są uchwyty suwaków, którym niewiele trzeba, aby się urwały. Polecamy też Difi Husky z kompletem protektorów. To już niemal taki sam klasyk, jak oryginalny Thermoboy. 

Dość popularny jest obecnie długi, ukośnie przebiegający po nodze suwak, który – trzeba przyznać – bardzo ułatwia wkładanie/zdejmowanie kondoma. Problem zaczyna się, gdy na górze przy zamku brakuje wystarczająco długiej klapki. W zgięciu materiału zbiera się woda i, mimo labiryntowej osłony rzepa, na całej długości zamka kondom może przeciekać. Dlatego trzeba wziąć pod uwagę jeszcze jeden istotny szczegół – kondoma wkłada się powoli i ostrożnie, zwracając uwagę, żeby wszystkie rzepy i zamki dobrze zapiąć. Należy wygładzić materiał pod spodem, zapiąć zamek i jak najdalej zapiąć klapkę na rzep (niektórzy producenci umieszczają w tym miejscu dodatkowe zatrzaski); na koniec trzeba całość przygładzić, uważając, by nie zrobić fałdek.

Tagi: Polo | Difi | Hein Gericke | Akito | Modeka | IXS | Buse | Louis | Germas

Oceń artykuł:

2.2

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij