Motocykl poleca:

Turystka na weekend: Bieszczady

Poleć ten artykuł:

Komańcza, Dukla, Nowy Żmigród, Ożenna, kawałek Słowacją do Muszyny, Piwniczna-Zdrój, Nowy Sącz, Gródek nad Dunajcem, Zakliczyn, Ciężkowice, Gorlice.    

Zobacz całą galerię

Ponieważ od kilku miesięcy mieszkam w Bieszczadach, odcinek z Cisnej do Komańczy nie zrobił na mnie wrażenia. W Komańczy w lewo na Duklę – to była droga, którą jechałam pierwszy raz. Postanowiłam omijać krajówki, zaplanowałam zabłądzić jak najwyżej w góry, mało uczęszczanymi drogami. Ja i Fazer wzbijaliśmy się przełęczą z Nowego Żmigrodu do Krempnej. Dalej w stronę Ożennej na Słowację. Trasa wiodła przez Magurski Park Narodowy i był to rzeczywiście atrakcyjny przelot.

Na Słowacji rozpoczęło się od małego zagubienia w Bardejovie. Choć byłam pewna, że jadę krajową 77 na zachód w stronę Muszyny, w Klušov zorientowałam się, że to nie ta droga. Nie miałam przy sobie mapy Słowacji. W tym momencie zapaliła się lampka od rezerwy. Bez paniki pojechałam trochę bardziej bocznymi drogami niż początkowo planowałam. Przez Richval i Kužlov trafi łam na właściwą ścieżkę. Od kilku tankowań wskaźnik paliwa wariował. Liczyłam na szczęście i udało się.

 

   

W Leluchovie odbiłam znów do Polski. Droga do Muszyny wiedzie wzdłuż Popradu, z przełęczy wpada się wprost na most łączący centrum z małym „przedmieściem”. Widoki pozwalają upewnić się, że Polska na motocyklu też jest fajna. W Muszynie przystanek i kilka fotek. Byłam już bliżej niż dalej połowy drogi.

Szukając jednodniowej wyprawy na mapie, zwróciłam uwagę na odcinek wzdłuż granicy ze Słowacją z Muszyny do Piwnicznej-Zdroju: tory kolejowe, rzeka Poprad i granica. W realu było tak jak na mapie – raj na ziemi.

 

Zastanawiałam się, czy nie odbić w stronę Wierchomli, coby odwiedzić znajomego, ale mrugająca lampka przypominała o paliwie. Tym razem rozsądek wygrał – poszukałam stacji paliw. Zaraz za Młodowem dopadł mnie mały kryzys, tzn. zmęczenie trochę dało się we znaki. Nie była to moja pierwsza podróż, więc wiedziałam, jak sobie poradzić: znów przystanek, kanapka, kilka łyków kawy i chwila odpoczynku. Obudzona, ruszyłam dalej. A pełną koncentrację odzyskałam w Nowym Sączu, gdzie akurat trafiłam na godziny szczytu, no a przecież nie będę stać w korku...

Do Grodka nad Dunajcem odbiłam od Kurowa, jadąc wzdłuż Dunajca. Dalej śmignęłam drogą zwaną Językiem Teściowej, która wiedzie prawobrzeżem Jeziora Rożnowskiego. Choć widoki zdecydowanie wygrały z dobrze znaną mi dolnośląską Doliną Stu Zakrętów czy Obwodnicą Bieszczadzką, dość spory ruch nie pozwalał na maksymalne wykorzystanie tego odcinka trasy. Mimo wszystko skusiłam się na podwójne zdobycie przełęczy.      

Tagi: turystyka motocyklowa | weekend | Bieszczady

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij