Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.5

Turystka na weekend: Bieszczady

Komańcza, Dukla, Nowy Żmigród, Ożenna, kawałek Słowacją do Muszyny, Piwniczna-Zdrój, Nowy Sącz, Gródek nad Dunajcem, Zakliczyn, Ciężkowice, Gorlice.    

Ponieważ od kilku miesięcy mieszkam w Bieszczadach, odcinek z Cisnej do Komańczy nie zrobił na mnie wrażenia. W Komańczy w lewo na Duklę – to była droga, którą jechałam pierwszy raz. Postanowiłam omijać krajówki, zaplanowałam zabłądzić jak najwyżej w góry, mało uczęszczanymi drogami. Ja i Fazer wzbijaliśmy się przełęczą z Nowego Żmigrodu do Krempnej. Dalej w stronę Ożennej na Słowację. Trasa wiodła przez Magurski Park Narodowy i był to rzeczywiście atrakcyjny przelot.

Na Słowacji rozpoczęło się od małego zagubienia w Bardejovie. Choć byłam pewna, że jadę krajową 77 na zachód w stronę Muszyny, w Klušov zorientowałam się, że to nie ta droga. Nie miałam przy sobie mapy Słowacji. W tym momencie zapaliła się lampka od rezerwy. Bez paniki pojechałam trochę bardziej bocznymi drogami niż początkowo planowałam. Przez Richval i Kužlov trafi łam na właściwą ścieżkę. Od kilku tankowań wskaźnik paliwa wariował. Liczyłam na szczęście i udało się.

 

W drodze do Bardejova na Słowacji. Traktory Zetor to w Polsce wymierajacy gatunek.     
   

W Leluchovie odbiłam znów do Polski. Droga do Muszyny wiedzie wzdłuż Popradu, z przełęczy wpada się wprost na most łączący centrum z małym „przedmieściem”. Widoki pozwalają upewnić się, że Polska na motocyklu też jest fajna. W Muszynie przystanek i kilka fotek. Byłam już bliżej niż dalej połowy drogi.

Szukając jednodniowej wyprawy na mapie, zwróciłam uwagę na odcinek wzdłuż granicy ze Słowacją z Muszyny do Piwnicznej-Zdroju: tory kolejowe, rzeka Poprad i granica. W realu było tak jak na mapie – raj na ziemi.

 

Zastanawiałam się, czy nie odbić w stronę Wierchomli, coby odwiedzić znajomego, ale mrugająca lampka przypominała o paliwie. Tym razem rozsądek wygrał – poszukałam stacji paliw. Zaraz za Młodowem dopadł mnie mały kryzys, tzn. zmęczenie trochę dało się we znaki. Nie była to moja pierwsza podróż, więc wiedziałam, jak sobie poradzić: znów przystanek, kanapka, kilka łyków kawy i chwila odpoczynku. Obudzona, ruszyłam dalej. A pełną koncentrację odzyskałam w Nowym Sączu, gdzie akurat trafiłam na godziny szczytu, no a przecież nie będę stać w korku...

Do Grodka nad Dunajcem odbiłam od Kurowa, jadąc wzdłuż Dunajca. Dalej śmignęłam drogą zwaną Językiem Teściowej, która wiedzie prawobrzeżem Jeziora Rożnowskiego. Choć widoki zdecydowanie wygrały z dobrze znaną mi dolnośląską Doliną Stu Zakrętów czy Obwodnicą Bieszczadzką, dość spory ruch nie pozwalał na maksymalne wykorzystanie tego odcinka trasy. Mimo wszystko skusiłam się na podwójne zdobycie przełęczy.      

Po odrobinie szaleństwa przyszedł czas zawijać rogala do domu. Ostatni odcinek po Beskidach przez środek Ciężkowicko-Rożnowskiego Parku Krajobrazowego. Kolejno drogami 975, 980 i 977 dobiłam do Gorlic.

Choć w górach, było już z górki. Pozostała Dukla, w Tylawie odbicie na Komańczę i Cisną. Końcówka lokalną 897. Zastanawiałam się tylko, jak będzie wyglądać ten remontowany odcinek, który przejechałam rano. Jak się domyślacie, wyglądał... zupełnie beznadziejnie. Przed samą Cisną, dokładnie na przełęczy Żubraczej, jeszcze jeden przystanek. Słońce akurat zachodziło, więc była okazja do kolejnej fotki z cyklu „ja na tle tego czegoś tam”. I szybki telefon do mamy. To znaczy miał być szybki, a wyszło jak zwykle. Na koniec tankowanie, by moto było zwarte i gotowe do kolejnego wyjazdu.

 

Gródek nad Dunajcem, widok na Jezioro Różnowskie.

 

Zrobiliśmy z Fazerem 510 km i wiecie co...? Po niezliczonych weekendowych wyjazdach w Góry Stołowe ze Szczecina oraz podróży dookoła Europy poczułam pewien kilometrowy niedosyt. Za to wróciło zadowolenie z kolejnej samotnej podróży, bo tych ostatnio miałam mało.

Co, gdzie i dlaczego

Długość wyjazdu: ok. 510 km. Czas: jakieś 7-8 godz. jazdy, ze zwiedzaniem 12 godz.

Trasa. Fajne winkle, czasem remonty. Część trasy wiedzie Słowacją. Najciekawsze punkty to Język Teściowej oraz droga wzdłuż Popradu przy granicy ze Słowacją.

Drogi. Tylko asfalty, głównie dobrze utrzymane. Najgorszy odcinek z Cisnej do Komańczy, najciekawszy – „Język Teściowej” – dobrze utrzymana droga, ciekawe widoki i przełęcz. Po słowackiej stronie gładka nawierzchnia i mały ruch.

Co warto zobaczyć: * Bacówka pod Honem w Cisnej. * Przełęcz Żubracza, skąd panorama na Wysokie Bieszczady. * Piwniczna-Zdrój: piękne miasteczko. * Źródełko w Młodowie. * Jezioro Rożnowskie w drodze do Gródka nad Dunajcem.    

     

zobacz galerię

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij