Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Turystyka: Alpy

To miała być zwykła podróż poślubna na motocyklu. Ale na tydzień przed nią kumple ze Słowacji pokazali mi relację z ich wyprawy w Alpy. Nie mogłem być gorszy!

Obejrzałem ją i zaraz przestało mnie boleć rozbite kolano i zapomniałem o śrubach w ramieniu. Jest niedziela rano, od dwóch dni mamy z Marketą wspólne nazwisko. Wsiadamy do Transita, w którym mam KTM-a LC8. Czeka nas długa droga do miasta Susa we Włoszech. Na miejscu jesteśmy pod wieczór i nie podoba mi się, więc przejeżdżamy do Francji, do masywu du Mont Cennis. W miasteczku Landsivillard trzecia próba znalezienia hotelu z garażem przynosi sukces (motocykl gratis). Jest dosyć wcześnie, więc szybko się rozpakowujemy i wskakujemy na motocykl, żeby pozwiedzać lokalne drogi. Znajdujemy śliczne jeziorko górskie. Od północy otacza je asfalt, od południa szuter, a na wschodzie mamy zaporę i spory zamek. Marketa cały czas woła, że musi zrobić zdjęcie jakiegoś świerszcza, inaczej cały wyjazd do bani. Wracamy dopiero gdy robi się ciemno.

Poniedziałek budzi nas słońcem. Wsiadamy i jedziemy. Wygląda to tak, że pół dnia błądzimy. Przy drewnianym pomniku niedźwiedzia Marketa znowu ze śmiertelną powagą wygłasza oświadczenie, że jeśli nie zrobi zdjęcia świerszcza, wyjazd będzie do kitu. Wyciągam mapę i stwierdzam, na czym polega błąd. Wystarczyło pomylić jedną literę, żebyśmy wylądowali kilkadziesiąt km dalej.



Włócząc się szutrami, można całymi dniami nie spotkać żywej duszy. Radocha z jazdy gwarantowana! 


Szuterek za miastem
Od Pavla wiem o fajnej trasce o nazwie Assietta. Szybko znajduję mieścinę Sestriele, z niej prowadzi trasa off-roadowa. Zaraz za miastem wjeżdżamy na szuter, który się ciągnie kilkadziesiąt km. Mijamy kilka samochodów i motocykli. Dziwne, bo trasa prowadzi naprawdę wysoko i miejscami jest wąska jak gardło chorego na anginę. Czasem wjeżdżamy na górki, z których fajnie widać część trasy.

Na jedną z nich wjechaliśmy, ale w dół Marketa szła już pieszo. Tutaj każdy najmniejszy nawet błąd skończyłby się turlaniem kilkaset metrów w dół. Potem znajduję fajny podjazd. Z daleka oceniam: dam radę! Od połowy w górę bagno, zwykłe opony nie dają rady. W końcu upuszczam motocykl. Oczywiście kołami do góry. Pierwsza próba wytrzymałości mojego niezaleczonego kolana wyszła całkiem nieźle.

Samobójcy na skraju Od teraz trzymamy się drogi. Jedziemy na drugą stronę doliny. Tam spotykamy robotników naprawiających drogę. Sądząc po skośnych oczach, nie są to miejscowi. Wyglądają na samobójców: pracując, stoją na skraju drogi, za plecami mają kilkusetmetrową przepaść.


Szybki podjazd szutrem na La Strada dell Assietta. I pomyśleć, że wjazd w takie miejsca jest całkowicie legalny! 

Po wtorkowym śniadaniu mówimy właścicielowi hotelu, że być może nie wrócimy na noc. Wyjeżdżamy po asfal Krótka przerwa na szczycie, naprawa dodatkowego wentylatora w KTM-ie i jedziemy na Briancon i Embrun. Dzisiaj chciałbym znaleźć tunel Parpaillon i przespać się gdzieś po włoskiej stronie. Kamienista droga do tunelu zaczyna się w wiosce La Chalp i z początku jest na niej pełno zakrętów. Nic to, przecież tego nam trzeba. Troszkę się chmurzy, ale nie pada, więc humory dopisują. Marketa chce dziś zrobić zdjęcie świstaka. Bez niego wyjazd jest straconym czasem – przekonuje.

Jedziemy otwartą doliną: żadnych drzew, tylko zielone góry – jak w reklamie z fioletową krową. Tunel znajduje sie na wysokości 2600 m n.p.m. i stanowi połączenie Francji z Włochami. Po włoskiej stronie droga opada. Tam spotykamy pasterza w terenówce. W pewnym momencie z auta wyskakuje pies, zagania owce i po skończonej robocie wskakuje do auta. Trzeba się szanować!


W zimie jest to kraina całkowicie zamknięta dla samochodów i motocykli – to raj dla snowbordowców i miłośników boazerii. 


Mamy świstaka!
Marketa krzyczy, że widzi świstaka. Zbliżam się z wyłączonym silnikiem, świstak chowa się w norze. Po chwili na szczęście wyłazi i chętnie pozuje do zdjęć. Kamień spada z serca. Jesteśmy na dole. Jest około piątej. Jechać gdziekolwiek dalej już nie ma sensu, więc po prostu szwędamy się tu i ówdzie. W takich momentach z reguły spotyka się fajne rzeczy. W naszym przypadku było to odbicie na zamek de Roche la Croix. Trudny do Zauważenia skręt w las oznaczony jeszcze trudniej zauważalną tablicą, prowadzi szutrem przez las pełen modrzewi. Nie skręcamy na zamek, droga prowadzi dalej w górę aż do twierdzy Fort Sup. Tutaj przenocujemy. Otwarte pomieszczenia aż o to proszą. Jednak w środku jest skład gówien, więc nocujemy na zewnątrz, a do twierdzy wprowadzamy motocykl.

Nie chciałbym być w swojej skrze, gdyby Markecie nie udało się zrobić tego zdjęcia. Thanks, świstak, za pozowanie 


Jak w lodówce
Motocykl pod dachem, my w namiocie. Nadchodzi deszcz. Mam obawy, że noc na wysokości 2100 m n.p.m. może być trudna. To się wkrótce potwierdza. Otwieram wino. Marketa po pierwszych kroplach idzie spać. Ja jeszcze siedzę i wsłuchuję się w ciszę. Wkrótce mam wrażenie, że siedzę w lodówce.

Nieco po szóstej wyciągam Marketę z namiotu. Celem na dzisiaj jest szczyt Sommelier. Wkrótce jesteśmy w miasteczku Bardonecchia. Zaraz za nim pojawia się szuterek. GPS informuje, że do szczytu dojedziemy za 25 minut. Niektóre zakręty są tak ostre, że nieraz muszę mocno depnąć chorą nogą. Czuję, jakby chciała wygiąć się w drugą stronę, ale daje radę.



Przyjeżdżamy na wielki płaskowyż i oto koniec drogi. Dalej można iść już tylko pieszo. E tam, lepiej na wysokości 3009 m n.p.m. zrobić zdjęcia małego lodowca, później dużego lodowca, potem małego jeziora, potem siebie samego u tabliczki itp. Po drodze w dół szukamy drogi na Mt Jafferau. Łamię jeden zakaz wjazdu, straszę Akrapoviciem gości 5-gwiazdkowego hotelu, potem już tylko dosyć ostry podjazd. Jest dosyć wąsko, jazda na jedynce, kamienie strzelają spod opon. Najgorsze są rynienki w poprzek drogi. Nagle glebimy. Podnosimy motocykl. Chcę wsiadać, ale Marketa protestuje. Wracamy. W miarę jazdy w dół coraz bardziej mi się gotuje płyn w tylnym hamulcu, w efekcie czego przestaje działać; używam tylko przodu. Udaje się nam zjechać bez niepotrzebnego kontaktu z matką ziemią, oprócz kilku zablokowań przedniego koła.

Na dole mam wrażenie, że gdyby moja luba miała broń, miałbym problem. Żeby choć trochę załagodzić sytuację, przypominam jej, że mamy zdjęcia świstaka!


zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    To miała być zwykła podróż poślubna na motocyklu. Ale na tydzień przed nią kumple ze Słowacji pokazali mi relację z ich wyprawy w Alpy. Nie mogłem być gorszy!
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 03:48:58
  • avatar
    zgłoś
    Ogólnie ciekawa relacja. Wyraźnie zachęca do wyprawy w opisywane strony :D
    MilagoW, 2009-06-15 00:11:05
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij