Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.0

Turystyka Chile - Pokutniki pilnują dróg

4300 km – taka odległość dzieli północny kraniec Chile od południowego. Nie ma więc szans, by poznać ten kraj podczas jednej wyprawy. Dlatego byłem tylko na północy – tam, gdzie pustynia Atacama, dzikie wybrzeża i fantastyczne przełęcze.

Podróż po północnym Chile - Turystyka Pokutniki, mniszki śniegowe – stożkowate formy o wysokości do kilku metrów; efekt topnienia śniegu i lodu / Podróż po północnym Chile.

Piękna blondynka ma przy szyi ostrze noża. Po chwili pada nieżywa. To morderstwo widać na wszystkich trzech ekranach rozstawionych w knajpie. W chilijskich knajpach dla kierowców ciężarówek na okrągło są pokazywane brutalne kryminały, filmy wojenne i inne krwawe „atrakcje”. Wpadliśmy tam tylko na chwilę, żeby odetchnąć po horrorze jazdy przez tunel Cristo Retendor.

Ten tunel może zabić

Parę godzin wcześniej stanęliśmy przed wjazdem do niego. Buchały stamtąd spaliny, kurz i sadza, którymi kaszlą silniki diesla. Wjechać w to piekło? Nigdy! Tym bardziej że jest droga szutrowa górą. Wystarczyło 300 m, aby naszą beemkę F 650 Dakar zatrzymał biegnący w poprzek rwący strumień. Gdy przeprowadzałem sprzęta przez niego, kilka razy prawie spłynąłem w przepaść. Niedługo potem trafiliśmy na grubą warstwę lawiny błotnej, która przykryła wielki kawał drogi. Nie było innej rady – zawróciliśmy, aby jednak wjechać w tunel.

Na ten marsjański krajobraz trafiliśmy w okolicach San Pedro de Atacama. / Podróż po północnym Chile.

Chwilę później, mimo włączenia dodatkowych świateł, prawie nic nie widzieliśmy. Kocie łby, dziury, plamy oleju – takie niespodzianki pojawiały się nagle w bardzo krótkim z powodu zadymienia snopie światła. Smog w Krakowie to przy tym bułka z masłem. Czuliśmy się, jakbyśmy na głowach mieli plastikowe worki. Ciężarówki jechały, jakby chciały wprasować nas w jedną ze ścian. Po czasie, który wydawał nam się wiecznością, wreszcie wyjechaliśmy na słońce. Wraz z nim pojawiła się nadzieja na łyk wody w knajpie dla kierowców ciężarówek, która stała niedaleko przejścia granicznego między Chile a Argentyną. A tam pięciu kierowców ciężarówek, sącząc piwo, pilnie wgapiało się w mocno zakurzony ekran telewizyjny. Po chwili dopadło nas wrażenie, że w knajpie zaraz rozegrają się sceny jak z filmu o psychopatach, więc natychmiast stamtąd uciekliśmy.

O Argentynę zahaczyliśmy m.in. po to, żeby zobaczyć Puente del Inca (most Inki), formację geologiczną stanowiącą naturalny most nad rzeką Las Cuevas. Obok wyrosło dużo sklepów i kolorowych straganów. Monumentalna góra Aconcagua niewzruszona spoglądała na cały ten zgiełk do chwili, gdy zupełnie zakryła ją wielka chmura.

W Uspallata posmakowaliśmy nocnego życia. Nie mogliśmy inaczej, bo lokale są argentyńską dumą narodową. Ta noc była krótka – wschód słońca oglądaliśmy już z siodła, podziwiając główne pasmo Andów. Zaraz potem zaczęliśmy przedzierać się przez rynny w gliniastej nawierzchni. Z prawej strony erozja wyrzeźbiła w ziemi żółte, czerwone i brązowe skaliste zęby oraz niewielkie białe rzeźby wapienne. Wejścia do niewielkich sztolni świadczyły o chałupniczym wydobywaniu skarbów ziemi. Od Calingasty rozpoczęła się szutrowa droga (120 km), która wyglądała na łatwą, ale tylko wyglądała, bo podstępne łachy piasku albo odcinki głębokiego, śliskiego szutru co chwila mocno dusiły tempo. Zaraz po tej „zabawie” trafiliśmy na rwące potoki spływające po zboczach, które spowodowały, że droga zamieniła się w muliste grzęzawisko. Raz po raz musieliśmy wypychać maszynę z pułapki.

Zachód słońca w San Pedro de Atacama był sygnałem do rozpoczęcia nocnej fiesty. / Podróż po północnym Chile.

Następnego dnia na argentyńsko-chilijskiej granicy posłali nas na koniec kolejki. Dzięki temu mogliśmy pogadać z lokalesami. Ponieważ właśnie był sylwester, kierowca pick-upa dał nam butelkę wina musującego. Noworoczny nastrój chyba udzielił się celnikom, bo przepuścili nas, mimo że nie mieliśmy odpowiednich dokumentów wjazdowych dla beemki.

Na rynku w Vicuñii

Po pewnym czasie nie najgorsza droga szutrowa poszła ostro pod górę. Najpierw zobaczyliśmy na niej penitenty (pokutniki, mniszki śniegowe – stożkowate formy o wysokości do kilku metrów; efekt topnienia śniegu i lodu; patrz zdjęcie na str. 140–141), potem każdy następny zakręt odsłaniał widoki, które zapierały i tak słaby z powodu wysokości dech w piersiach. Przełęcz Agua Negra (prawie 4800 m n.p.m.) uznaliśmy za naszą najpiękniejszą ever. Może to dzięki złotemu światłu popołudniowego słońca i niesamowicie przejrzystemu powietrzu... Przez Agua Negra przebiega granica między Argentyną a Chile, ale przejście graniczne jest aż o 100 km stąd!

z Na wyżynie Atacama żyją stada wikunii. Z ich wełny szyje się garnitury z najwyższej półki. / Podróż po północnym Chile.

Kąpiel w oceanie 1 stycznia? Nie trzeba było długo mnie na to namawiać.

Zjazd z Agua Negra był tak samo eks­cytujący. Ostatnie promienie zachodzącego słońca przyniosły nam widok na cudowną zieloną lagunę, a potem obdarzyły spotkaniem z bardzo przyjaznym strażnikiem na przejściu granicznym. Po dobrej godzinie jazdy drogą przypominającą rollercoaster wjechaliśmy do niewielkiego miasteczka Vicuña. Stojąc na kompletnie pustym rynku w pokrytych skorupą błota ciuchach wyglądaliśmy jak przybysze z innego świata. Była noc sylwestrowa, a naszymi jedynymi towarzyszami było kilka bezpańskich psów...

O północy stuknęliśmy się kubkami z ciepłym, ale na maksa wstrząśniętym winem musującym. Gdy już poważnie myśleliśmy o spaniu, na rynek nagle wlała się roztańczona około 500-osobowa grupa i zespół grający salsę. No to jest impreza! A już zaczynaliśmy wątpić...Pod koniec pierwszego dnia nowego roku stanęliśmy na brzegu Pacyfiku. Kąpiel w oceanie 1 stycznia? Nie trzeba było długo mnie na to namawiać. Ocean w kurorcie Baja Iglesias był zimny jak diabli, ale wcale mi to nie przeszkadzało.

 Raz piaszczysta, raz skalista, innym razem pagórkowata pustynia oferowała widoki na wielkie głazy wulkaniczne, imponujące kaniony czy łańcuchy górskie majaczące gdzieś w oddali / Podróż po północnym Chile.

Pustynia Atacama

zawsze ma w zanadrzu niespodzianki. Nam zaoferowała delikatny czerwony pyłek kwiatowy pokrywający żółtą ziemię, rozpadający się fotel stojący pośrodku niczego oraz fantastyczne wzory pomalowane na przydrożnych kamieniach. Raz piaszczysta, raz skalista, innym razem pagórkowata pustynia oferowała widoki na wielkie głazy wulkaniczne, imponujące kaniony czy łańcuchy górskie majaczące gdzieś w oddali, albo pojawiające się co chwila nie do opisania piękne formy czy barwy. Prawie każdego popołudnia na stalowoniebieskie niebo nadciągała z zachodu burza, której towarzyszył tak silny wiatr, że utrzymanie toru jazdy było dużym wyzwaniem. Najgorzej było, gdy porywy wiatru uderzały skośnie od przodu albo kiedy spotykaliśmy ciężarówki. Każda, która nadjeżdżała z naprzeciwka, powodowała silne uderzenie wiatru, ale trzymaliśmy się dzielnie. Nieraz widzieliśmy (na szczęście tylko na horyzoncie) groźnie wyglądające piaskowe tornada.

Gdy wjechaliśmy do zabitej dechami dziury o nazwie Baquedano, wichura dęła z ukosa od tyłu. Piasek przesypywał się przez jedyną tutaj ulicę. Na chwilę wpadliśmy tam do muzeum kolejnictwa. Sześć ciężkich lokomotyw parowych pochodzących z okresu saletrowego boomu (lata 1879–1884) stoi w historycznych parowozowniach przed olbrzymią obrotnicą, stawiając czoło burzom piaskowym. Tutaj, w miejscu przecięcia dwóch ważnych kiedyś linii kolejowych, nakręcono część scen do jednego z filmów z Agentem 007, konkretnie „Quantum of Solace”.

W barze dla kierowców ciężarówek odetchnęliśmy po męczarniach , jakie zafundował nam tunel Cristo Retendor (Chrystusa Zbawiciela). / Podróż po północnym Chile - Turystyka

W Baquedano Claudia odkryła uszkodzenie tylnego kapcia. Na szczęście nawet w najmniejszej wiosce w tamtych okolicach jest specjalista od opon (gommista). Potrafią oni załatać nawet najbardziej beznadziejne przypadki. Nasz mistrz stwierdził jednak, że guma nadaje się tylko na śmietnik i poradził, byśmy doczołgali się do oddalonego o 60 km miasteczka Calama. Gdy tam dotarliśmy, szczęki nam opadły: dealer Yamahy miał na składzie jednego jedynego nowiutkiego Metzelera Karoo III, który jakby czekał właśnie na nas.  
Laguny zaróżowione od stad flamingów, wulkany, gejzery oraz cudowne zachody słońca – wszystko to oglądaliśmy w pobliżu San Pedro de Atacama. Kiedyś było to ulubione miejsce hippisów, teraz jest magnesem dla turystów, co nie za bardzo nam odpowiada.

z Oznakowanie głównych chilijskich dróg jest na wysokim poziomie. / Podróż po północnym Chile.

 

Nieswojo, choć z innego powodu, czuliśmy się także na prowadzącej od gejzera El Tatio w kierunku Calamy ścieżce. Dla obciążonej nami i bagażami beemki była ona prawie nie do pokonania. Nie daliśmy jednak za wygraną i po około 20 km ciężkiej walki, aby nie runąć w dół, dojechaliśmy do nowego asfaltu. Przez chwilę mieliśmy wrażenie, że to nie asfalt, lecz fatamorgana. Wprawdzie wiedzieliśmy, że i on raczej prędzej niż później zmieni się w szuter i piach, mimo to kolejne ścieżki nie były już takie straszne.

Polski ślad

Gigantyczne kopalnie wokół miasta Antofagasta są po prostu straszne. Za niemałe pieniądze Chile udzieliło firmom m.in. z USA, Chin i Polski (KGHM wydobywa tam rudę miedzi) prawa do odkrywkowego wydobycia surowców, ale nie określiło standardów ochrony środowiska naturalnego. Teraz obfitująca w bogactwa naturalne pustynia jest bezlitośnie eksploatowana.

Chilijskie graffiti mają specyficzny klimat. Od niektórych obrazów nie sposób oderwać oczu. / Podróż po północnym Chile - Turystyka

Za to droga do Aricy była jednym z wielu dowodów na niesamowite piękno przyrody północnego Chile. Prowadzi ona przez kaniony, które dorównują Wielkiemu Kanionowi Colorado. Polecamy również drogę z Aricy do Putre, w kierunku granicy z Boliwią. Gdyby nie to, co wyczyniali kierowcy ciężarówek, byliśmy gotowi zapomnieć, że jesteśmy w Chile, a nie w krajobrazowym raju.

To warto wiedzieć

Podróż po północnym Chile - Turystyka

Chile z północy na południe ma ponad 4300 km, przy średniej szerokości 180 km. Są tam aż 4 strefy klimatyczne.

Bezpieczeństwo. Przez 16 dni wyprawy ani razu nie przydarzyło nam się nic niebezpiecznego. Chile jest krajem nowoczesnym, dobrze zorganizowanym, o rozwiniętej infrastrukturze (np. w niemal wszystkich miejscowościach są hostele lub hotele z wi-fi). Uprzejmi Chiliczycy to norma. Rozbijanie namiotów na dziko jest tolerowane na Atacamie.

Termin podróży. Na północy kraju nie ma pory deszczowej, różnice temperatur między latem a zimą są niewielkie. To wymarzony klimat dla motocyklistów.

Drogi. Dla każdego coś, czego potrzebuje: możesz cały czas jechać tylko asfaltami, ale nie brak i szlaków off-roadowych o każdym stopniu trudności. Jedyny problem stanowią kierowcy ciężarówek, którzy czasem jeżdżą jakby byli na haju! Niekiedy przejedziesz nawet 500 km, zanim trafisz na stację paliw. Przełęcze głównego łańcucha Andów zapewniają niezapomniane wrażenia.

przejechany dystans: 3950 km

zobacz galerię

Zobacz również:
Oto 5 filmów z udziałem motocykli BMW, których nie możesz przegapić!
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij