Motocykl poleca:

Turystyka Patagonia

Poleć ten artykuł:

Wyprawa Patagonia Set, którą zaliczyłam na początku listopada ub.r., wiodła z Osorno w Chile do Ushuaia na Ziemi Ognistej. Południowoamerykański hardkor.
turystyka-podroze-patagonia-03.jpg Zobacz całą galerię
Enduro na skarpie drogiz Epuen – prawdziwy off-road.

Pierwsze spotkanie z moimi towarzyszami wyprawy nastąpiło w hotelu w Osorno (tam wypożyczaliśmy motocykle). Patrzę i przecieram oczy: najstarszy – Henry – 68 lat, najmłodszy – Brian – 40. „Wycieczka emerytów mi się trafiła!” – pomyślałam. Już następnego dnia odwoływałam te obraźliwe myśli. Henry: „Pierwszy motocykl kupiłem w 1962 roku” (czyli jeździ dłużej niż ja żyję…). Afrykę zjeździł wzdłuż i wszerz, był na Bliskim i Dalekim Wschodzie oraz w Ameryce Płd. Jimmy: w młodości ścigant. Steve – gabaryty yeti, siła spokoju – z Henrym i Jimmym zaliczyli ponad 10 wypraw. Brian: ostatnie 300 km jechał właściwie na oplocie – stwierdziliśmy, że dostosował sobie bieżnik do kształtu opony szosowej. Jimmy i Nicole: dzień przed wyjazdem się pobrali – to była ich podróż poślubna.


Wybuch wulkanu Puyehue włożyłturystom maski na twarze

Patagonia to kolejny prezent urodzinowy, który sobie zrobiłam (kilka lat temu zafundowałam sobie Nową Zelandię). Mam kolegę w Nowym Jorku, którego przyjaciel z Alaski prowadzi fi rmę organizującą wyprawy motocyklowe m.in. do Peru i chilijsko-argentyńskiej Patagonii. Motocykle: BMW GS-y – od mojego 650 singla, przez „800”, kończąc na „1200”. 2/3 drogi bez asfaltu słynną Panamericaną.

Klejenie gatek
Przygody zaczęły się już podczas odbioru motocykli. Jimmiemu rozpadł się zamek błyskawiczny na boku nogawki. Niczym tego nie załatać, zapasowych gatek nikt n i e ma (a już na pewno nie w XXXL). Popatrzyłam, pomyślałam i polski McGyver ruszył do akcji: cztery spinacze biurowe, szybkozłączki, scyzoryk i trochę pancertaśmy: druciane pętelki na wysokości uda na zmianę z szybkozłączkami przewleczone przez wydłubane w spodniach dziurki, wszystko zalepione taśmą. Wytrzymało do końca!

Najpierw śmigamy do San Carlos de Bariloche. W czerwcu 2011 r. wybuchł tam wulkan Puyehue. Słup dymu nad kraterem sięgał 10 km, a cała okolica – nazywana chilijską Szwajcarią – została zasypana grubą warstwą gorącego popiołu. Teraz przypomina Księżyc. W powietrzu unosi się kwarcowy pył, a nieliczni turyści straceńcy mają maski na twarzach.

Dalej asfaltem do Epuyen. Po drodze słyszę dwusuwa na sportowym wydechu, a zaraz potem na wysokości kostek śmiga mi kask – na stoku obok szosy biegła trasa zawodów enduro!

Na Routa 7 dołączyliśmy do „bezasfaltowców”. Tu pierwsze straty – Philowi, dosiadającemu GS-a 1200, w tylne koło wpada kamień, wyrywa dwie szprychy i odłamuje hamulec od dyfra (przez resztę trasy musi się obyć bez niego). Routa 7 – piękny „kręgosłup Andów”. Po niej można doktorat z szutrów napisać: od prawie równej nawierzchni w koleinach obramowanych sypkim materiałem skalnym, przez wystające z kolein kamienne łysolce, przedziwne kompozycje dołków i górek. No i góry, swoboda i niesamowite widoki. Czyli to, po co tu przyjechaliśmy.

 
Park narodowy Torres del Paine – kask jako obowiązkowe wyposażenie do jazdywierzchem na czymkolwiek.
Park Torres del Paine. Pan kondor właśnie zaczyna lunch.

Tagi: Patagonia | turystyka

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij