Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Turystyka: Węgry

Południowo-zachodnie Węgry – można tu świetnie wypocząć w maleńkich wioskach ukrytych wśród wzgórz. Łatwo tu znaleźć prawdziwe piękno przyrody, spokój, ciszę i ludzi, którzy są ci wdzięczni tylko za to, że jesteś.

Często zastanawiałem się, co mógłbym pokazać na Węgrzech gościowi z zagranicy. Przez długie lata myślałem tak jak większość moich rodaków – o ciekawostkach Budapesztu, jego nocnym życiu i kąpieliskach, o Balatonie i Hortobágy. Jednak gdy poznałem Örseg i Kraj Zadunajski w południowo-zachodniej części Węgier, upewniłem się, że ten region nawet moim rodakom ma do zaoferowania więcej niż Balaton i puszta razem wzięte.

Przez lata zwiedziłem na motocyklu bliskie i dalekie kraje, widziałem mnóstwo ciekawych miejsc, ale najbardziej uroczą część mojego kraju znałem tylko ze słyszenia. Aż wreszcie to się zmieniło. Örseg, Kraj Zadunajski. Ktoś kiedyś mi mówił, że w wioskach czekają puste domy, że za psie pieniądze można kupić całe gospodarstwa chłopskie. A przecież właśnie tutaj są najpiękniejsze okolice na Węgrzech. Tak było kiedyś. A dzisiaj? Na wsiach kwitnie życie. W lecie przyjeżdżają tu dobrze poinformowani turyści, a mimo to ludzie żyją tu jak dawniej. Wiele narodowości zamieszkujących te tereny zachowało swoje ojczyste języki, czasem pojawiają się nawet stroje ludowe.


     
Skansen – w takich krytych strzechą chatach mieszkali chłopi.
Pityeszer: w tej izbie czas zatrzymał się półtora wieku temu. 
Tysiącletni dąb we wsi Zsennye – 10,2 m obwodu, 23 m wysokości.  


Czym właściwie jest Kraj Zadunajski? Nie jest łatwo na to odpowiedzieć, gdyż nie jest to wyraźnie określony region. Brakuje jednoznacznych granic geograficznych. Bez zbytniego zagłębiania się w historię, można powiedzieć, że mieszkańcy tych okolic mieli, za pewnym wynagrodzeniem, bronić stolicy przed atakami z zachodu. Na dużych obszarach Kraju Zadunajskiego osiedliły się grupy Słowian. Poszczególne wsie, ze względu na pagórkowaty teren i tradycje kulturowe, leżą daleko jedna od drugiej. Nie powstały też powiązane ze sobą zabudowania wiejskie, lecz raczej rozproszone osiedla utworzone przez osiadłe na wzgórzach rodziny. Przy takim typie osadnictwa poszczególne zabudowania miały charakter obronny. Między wieloma małymi osiedlami leżą szerokie wolne przestrzenie, na których na przemian pojawiają się łąki, błonia i lasy. To stanowi o unikatowym charakterze Kraju Zadunajskiego. Krajobraz jest po prostu przepiękny. Nie ma tu żadnych bijących po oczach sensacji, zapierających dech wodospadów, olbrzymich jezior, stromych skał lub urwisk. Za to wszystko promieniuje niewiarygodnym spokojem i harmonią. Wrażenie – jak z bajki. Gdy byłem tu pierwszy raz, przypominało mi to osiedle Hobbitów z „Władcy pierścieni”. Często zdarza się, że drogę przebiegają lisy i sarny. A przy tym zachowują się w sposób jasno informujący, że to oni są tu gospodarzami. Chyba nawet lew by to zrozumiał.

Gdzie znajduje się ten uroczy zakątek Węgier? Jeżeli mamy już wytyczać jakieś granice to od północy byłaby to droga 8, od północnego wschodu linia dookoła Körmend, od wschodu droga 86 łącząca Körmend i Zalövö. Niedaleko jest także jezioro Neusiedler See. W zasięgu ręki jest także Mały Balaton (jeden z najważniejszych węgierskich parków narodowych).

     
Raba – jedna z największych rzek Kraju Zadunajskiego.
Nagle nad warstwą mgły ukazały się głowy i jelenie rogi. 
Typowa dla Kraju Zadunajskiego kryta strzechą dzwonnica.  

Ja i moja grupa wjechaliśmy tu od północy – drogą 86. Oczywiście, nie omieszkaliśmy zwiedzić zamku rodziny Esterházych w Fertöd, siedzibę najbardziej wpływowej dynastii w historii Węgier. Posiadłość ciągle jeszcze jest warta zobaczenia, choć gruntowna restauracja bardzo by jej się przydała. Skręcamy na drogę 8 i niedaleko za Körmend pojawia się tablica, gdzie należy pojechać na Öriszentpéter i do Kraju Zadunajskiego. Trochę dalej od głównej drogi domy pojawiają się coraz rzadziej, szosa biegnie obok pól uprawnych i lasów. Dalej naszą drogę przecina największa rzeka w tej okolicy Raab. Za rzeką droga prowadzi przez las. Z prawej strony, przed zardzewiałą bramą wejściową do parku, jest tablica informacyjna o Kraju Zadunajskim. Po bokach drogi rośnie gęsty las, potem pojawia się kilka zagród chłopskich. Widać, że mają swoje lata, nie są jednak zaniedbane ani opuszczone.

Wkrótce docieramy do Öriszentpéter. Ta duża gmina to prawdziwe centrum Kraju Zadunajskiego i świadectwo, jak słabo ten teren jest zaludniony. Gmina liczy sobie tylko 1300 mieszkańców. Z tego punktu łatwo się dostać do każdego zakątka Kraju Zadunajskiego. Wyruszamy w kierunku Szalafö. Mijamy najstarszy zabytek gminy, romański kościół Św. Piotra. Zatrzymujemy się na chwilę, aby pospacerować po cmentarzu otaczającym kościół. Oglądamy nadgryzione przez czas nagrobki – jedne wywrócone na bok, inne zapadłe w ziemię i zapomniane. Zwietrzałe napisy informują o nazwiskach pochowanych tu rodzin. Są tu słowiańskie, węgierskie i niemieckie nazwiska, mieszanka, która mówi o zmiennych losach historycznych tych okolic. Podziwiamy masywne mury kościoła.

     
Kościół w stylu romańskim jest pogrążony w tajemniczym półmroku.
Wydawało nam się, że nawet pająki tkają tu jakieś specjalne sieci.
Tak wygląda z zewnątrz kościół w Ják.  

Ruszamy dalej krętą drogą w kierunku Szalafö, a potem skręcamy do Pityeszer. Kręta asfaltowa droga zachęca do szybkiej jazdy, ale uroda krajobrazu po prostu na to nie pozwala. Zamiast gnać na złamanie karu toczymy się na małym gazie, hałasując tylko tyle, ile to konieczne. Głośny ryk silników byłby w takim otoczeniu wręcz świętokradztwem. Wkrótce otrzymujemy nagrodę – na polu obok spostrzegamy lisa. Odwraca do nas głowę, przygląda się z wyższością, a potem powoli odchodzi w swoją stronę.

Drewniane tablice obok drogi wskazują poszczególne osiedla. Nie bez powodu nie mamy nastroju do jazdy pełnym gazem. Krajobraz jest naprawdę przepiękny. Małe grupki domostw na wzgórzach, z których każda wygląda jak skansen. W Pityeszer trafiamy na wiejskie muzeum. W domach możemy podziwiać sprzęty i przybory historycznego życia codziennego.

     
Dwujęzyczne napisy świadczą o słowiańskim pochodzeniu wielu mieszkańców.
 Ta dzwonnica służy mieszkańcom już kilkaset lat. Duch zabytków powodował, że instynktownie przymykałem gaz. Cisza, spokój... Raj! Mimo że zdobyczy wędkarskich nie mieliśmy.  

Czas poszukać biwaku. Na głównej drodze nie skręcamy do Öriszentpéter, lecz kierujemy się w stronę Szalafö. Obok drogi ciągną się pola, nieco dalej zaczyna się las. Opuszczamy drogę i ostrożnie wjeżdżamy kilkaset metrów w pole. Na skraju lasu w wysokiej na metr jedwabistej trawie parkujemy motocykle. Rozbijamy namioty i wyruszamy na rozpoznanie okolicy. Zapada wieczór i tuż przy ziemi zaczyna powoli snuć się wieczorna mgła. Sunąca wata robi niesamowite wrażenie. Nagle ponad nią pojawiają się głowy i rogi. Niedaleko defiluje przed nami grupa saren i jeleni. Stoimy jak skamieniali, gdy się do nas zbliżają. Może nas w ogóle nie zauważyły? Chyba jednak tak, nie podchodzą bliżej. Czołgam się do nich na brzuchu aby je sfotografować.

Potem powoli zapada ciemność. Z lasu dochodzą do nas odgłosy nocnego życia. Czasem trzaśnie jakaś gałązka albo odezwie się ptak. Siedzimy cicho przy naszym maleńkim ognisku. Nie pada prawie żadne słowo. Bo też co tu mówić, więcej się korzysta, medytując i próbując zjednoczyć się z naturą.

Gdy budzimy się rano, jest mglisto, ale już grzeje słońce. Otacza nas niewiarygodny spokój. Trudno zabrać się za pakowanie. Jakiś człowiek zagaduje nas, czy nie chcielibyśmy obejrzeć jego bramy. Prowadzi nas do gospodarstwa. Wygląda jak skansen, ale nim nie jest. W stodole odkrywamy bardzo stary stacjonarny silnik. Ale do oglądania jest o wiele więcej. Drewniana maszyna do wyłuskiwania pestek dyni i wszystko, co potrzebne do tłoczenia z nich oleju. Gospodarz chętnie pokazuje nam sprzęty. Na koniec częstuje świeżo pieczonym chlebem, umaczanym w oleju z dyni. Do dziś czuję w ustach jego niezapomniany aromat.

     
Jazda po dywanie trawy to przeżycie jedyne w swoim rodzaju.
Katolicki kościół w Velemér. Uwagę zwracają przepiękne freski. 
 Dla miłośników Halloween – dynie są tu tak popularne, jak w Polsce pietruszka. 

Jedziemy dalej. Chcemy jeszcze zobaczyć symbol Kraju Zadunajskiego – dzwonnice. Najpiękniejsze widzieliśmy w Pankasz. Zostały zbudowane z drewna w 1755 roku. W ogóle w Kraju Zadunajskiego jest co oglądać. W ciągu ostatnich dwóch lat byłem tam cztery razy i jeszcze wielu rzeczy nie widziałem. Nie byłem np. w pokrytej torfowym mchem dolinie rzeczki Szöce – raju dla botaników. Zaledwie dwa dni spędziłem nad brzegiem jeziora Vadása, nie obejrzałem tureckiego pomnika pod Gasztony. Miałem za to okazję podziwiać przy pracy garncarzy z Magyarszombatfa.

Gościnności miejscowych mieszkańców nie da się zapomnieć, nawet gdyby ktoś bardzo się starał. Np. w pewną burzliwą noc schronienie w sali gimnastycznej sam z siebie zaproponował naszej małej grupie motocyklistów dyrektor szkoły. Przypominam sobie także słowiańską rodzinę, która całą naszą piętnastkę zaprosiła na śniadanie z jajecznicą. Zrewanżować mogliśmy się tylko w ten sposób, że pomogliśmy rozładować wóz z burakami pastewnymi. Mam z moich wypraw w te strony mnóstwo sympatycznych wspomnień. Chętnie wspominam noce nad brzegiem jeziora lub na skraju lasu gdzie miałem uczucie, że jestem częścią natury. Obserwujący nas lis, przyglądające się nam sarny, pająk, który przez noc przykrył lusterko motocykla pajęczyną. Wszystko to przekonało mnie, że nie trzeba jechać tysiące kilometrów, gdy ma się coś takiego pod bokiem.

Teraz już wiem, co pokazać poznanemu gdzieś w świecie motonicie, który chciałby mnie odwiedzić. Ale mam program tylko dla tych, którzy nie przyjadą do nas, aby zostawiać czarne ślady na asfalcie. Motocyklistę, który przyjechałby poznać mój kraj, powitałbym słowami przeczytanymi na starej drewnianej tablicy w starosłowiańskim osiedlu – „Bog daj pri nas” (Daj Boże, gdyś u nas).

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Południowo-zachodnie Węgry – można tu świetnie wypocząć w maleńkich wioskach ukrytych wśród wzgórz. Łatwo tu znaleźć prawdziwe piękno przyrody, spokój, ciszę i ludzi, którzy są ci wdzięczni tylko za to, że jesteś.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 03:51:12
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij