Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Turystyka motocyklowa: Bałkański występ solo

Pewnego dnia wpadł mi w ręce materiał o wyprawie motocyklowej na Bałkany. Wkrótce potem moja Yamaha TDM 900 i ja jesteśmy gotowi do drogi.

Po całym dniu jazdy (wyjechałem z Piły) jestem w Czechach. Na nocleg rozbijam się w bezludnej, górskiej okolicy. Rankiem jestem w zamku Frydlandt, następnie zwiedzam Liberec. Jadąc wśród lasów na południe bocznymi drogami, docieram do wsi Sloup, gdzie znajduje się skalna warownia wykuta wewnątrz gigantycznej kamiennej „maczugi”, stojącej pośród łąk. Jej ściany zewnętrzne, wewnętrzne, pomieszczenia, a nawet „meble” wykuto w litej skale. Kolejnym przystankiem jest Mlada Boleslav i fabryka oraz muzeum pojazdów, w tym motocykli Skoda.

Następnego ranka odwiedzam największy i najpiękniejszy zamek w Czechach – Karlstejn. W Pradze zwiedzam praktycznie całe stare miasto. Jestem też na najwęższej uliczce miasta – tak wąskiej, że ma sygnalizację świetlną dla pieszych. Kolejny nocleg znów w plenerze.

W Kutnej Horze jestem w kościele, w którym ozdoby ścienne, świeczniki, łańcuchy, dekoracje, nawet ołtarz wykonano z... ludzkich kości. Jakby tego było mało, pod ścianami piętrzą się kilkumetrowe stosy kości i czaszek.

Pływanie wśród ławic
Słowację, mimo korków wokół większych miast, przejeżdżam bez kłopotu. Węgry wspominam jako dość mozolną przeprawę: było upalnie, do tego bezwietrznie. Pod koniec dnia wjeżdżam do Słowenii. Mimo że zapada wieczór, postanawiam jechać, ile się da, aby dotrzeć do wybrzeża Chorwacji. Po północy osiągam leżącą nad Adriatykiem Rijekę. Mam tam problem z noclegiem, bo wszystkie w miarę płaskie skrawki terenu są zabudowane, a gdzie indziej nachylenie terenu jest tak duże, że nie dało się rozbić. W końcu trafiam na kemping w miejscowości Medveja. Miejsce jest tak fajne, że zostaję tam na odpoczynek po wcześniejszej tułaczce i niewygodach.

Za dnia wiem, dlaczego wszystkie namioty na polu skupiły się wokół drzew – chorwackie słońce praży w lipcu niemiłosiernie. Za to kąpiel w Adriatyku to czysta przyjemność. Pływam wśród ławic kolorowych ryb.

Po kilku dniach coli i słodkich soków mam powyżej uszu. Ulgą w nieznośnym upale są piwa bezalkoholowe – Ożujsko i Karlovaćko. W każdym sklepie po trzy razy pytają mnie z niedowierzaniem, czy na pewno chcę bezalkoholowe. Chorwaci, mimo że prawie wszyscy czymś tu jeżdżą, najwidoczniej niezbyt przejmują się promilami.

Chorwackie drogi nadmorskie są dobrej jakości i składają się głównie z zakrętów. Są zwykle wydrążone w zboczach gór. Emocji dostarcza zwłaszcza jazda skrajem zbocza, jeśli nie jest zabezpieczone żadną barierką, co wcale nie należy do rzadkości. Co jakiś czas widzę kamienne barierki wyłamane albo noszące ślady kolizji i połamane drzewa na zboczu kilkadziesiąt metrów poniżej...

Biker na rożnie
Droga wiedzie na południe. Mijam kolejne chorwackie miasteczka. Widoki naprawdę jak z pocztówek, raj dla motocyklisty. Problemem okazuje się strój motocyklowy: jest tak gorąco, że jazda w pełnym umundurowaniu – mimo zdjętych membran, maksymalnie otwartej wentylacji i podwijania wszystkiego, co tylko się da – to prawdziwa udręka. Dlatego kupuję krótkie spodnie i ochraniacze nóg dla rolkarzy (na inne nie trafiam). W rozpiętej kurtce jakoś daje się wytrzymać.

Kilkanaście kilometrów za Kraljevicą zjeżdżam z magistrali adriatyckiej i jadę w kierunku wysp Kvarneru. Zwiedzam Krk, a potem kolejne wyspy – Cres i Losnij, na które płynę statkiem Jadrolinii. Krajobraz wysp różni się od kontynentu: nagie skały, cherlawa roślinność, brak turystów i pojazdów, pustka i dzicz przez wiele dziesiątek kilometrów. Dobrze, że wyruszając na wyspy mam pełny bak, bo stację paliw widzę jedną, może dwie.

Dojeżdżam do miejscowości Mali Losnij, jednej z niewielu tutaj. Zapada zmrok, więc szukam noclegu. Zamiast zatłoczonego kempingu wybieram malowniczą zatokę Adriatyku. Jeszcze tylko próba umycia się w morskiej wodzie, w której za nic w świecie nie mogę się namydlić, i zimne Ożujsko na zakończenie upalnego dnia. Śpię pod gwiazdami metr od łagodnych fal Adriatyku.

Dalsza droga wiedzie mnie wzdłuż gór Velebitu. Od czasu do czasu zjeżdżam z głównych szlaków, by pooglądać maleńkie wioski położone na zboczach gór. W miasteczku Senj podziwiam starożytną rzymską twierdzę, a stamtąd płynę na wyspę Pag, ostatnią z wielkich wysp Kvarneru.

Organy Zadaru
Docieram do Zadaru, dawnego miasta rzymskiego. Nocuję na jedynym w okolicy kempingu, tuż nad brzegiem morza. Niestety, nie jest to to samo morze, co w okolicach Rijeki – mętna i zimna woda, glony...

Ponieważ skończył mi się smar do łańcucha, szukam sklepu motocyklowego. Trochę to trwa, ale w końcu jest. Tyle że zaopatrzenie mocno rozczarowuje – chińska tandeta i niewiele ponadto. Ciekawostką Zadaru są organy morskie: tunele wydrążone w skałach, które – napełniając się wodą w rytm fal – grają dziwne pieśni. Zahaczam o park narodowy Palenica, po czym jadę do Sibenika. Zwiedzam tam m.in. górujący nad miastem Zamek Anioła i katedrę św. Jakuba.

Trogir – kolejny etap mojej wyprawy – to jedno z najpiękniejszych miast, jakie poznaję w Chorwacji. Kolejnego dnia docieram do Splitu. Jego Stare Miasto stanowiło w przeszłości jeden obiekt – pałac rzymskiego cesarza Dioklecjana. W skarbcu kryją się głowy i kości świętych, oprawione w srebrne „pojemniki”, odpowiadające kształtem danej głowie. Ostatni długi odcinek tego dnia: jadę na południowy skraj Chorwacji. Jest coraz cieplej i coraz bardziej „pustynnie”. Pomysł z zamianą spodni na szorty spowodował, że odsłonięte partie nóg mam mocno spalone słońcem. Improwizuję opatrunek, żeby uniknąć konsekwencji poparzeń skóry.

Wjeżdżam do Dubrovnika. Zwiedzam go najpierw wieczorem i ponownie rano. Wieczorem chyba fajniej to wszystko wygląda, jest ładnie podświetlone i nie ma takich tłumów. Cechą najbardziej dodającą uroku jest to, że dzięki potężnym murom obronnym miasto nigdy nie zostało zdobyte,
więc dziś wygląda dokładnie tak jak kiedyś.

Czarnogórska przygoda
Kolejnym krajem mojej wyprawy jest Czarnogóra. Wraz z przekroczeniem gór Velebit zrobiło się tak chłodno, że muszę wpiąć ocieplacze. W wielu miejscach widzę porzucone domy, pomniki zwycięstw wojennych i ślady zniszczeń. Na jedynej napotkanej stacji paliw na wszelki wypadek tankuję do pełna. Jak się okazało słusznie, bo dalej nie ma żadnych stacji. Etylina 95 jest tu luksusem, krajowcy tankują tańsze odmiany – 92 lub 87.

Od pięknie położonego wśród gór jeziora Pivsko zaczyna się moja czarnogórska przygoda. Trasa wiedzie mnie obok bardzo wysokich gór. Co kilkaset metrów tunel, ale nie taki zwyczajny – wjeżdżasz w całkowitą ciemność, więc jedziesz jak w kopalni, w której wyłączono prąd. Trzeba uważać, bo od czasu do czasu w tych tunelach od stropu oderwie się jakiś głaz albo kupa gruzu i leży sobie na środku jezdni... Jadę więc bardzo wolno, obawiając się, czy dam radę pokonać tę trasę do nocy. W wysokich górach nie ma żadnych ludzkich siedzib, tylko wysokie, dzikie skały. Podróżnik jest tu zdany na siebie. Ruch pojazdów to jeden samochód na godzinę. Stacji paliw nie ma wcale. W połowie drogi trafiam na olbrzymią tamę. Widoki jak z „Władcy pierścieni”. Potem znowu – tunel za tunelem, kawałek urwiska, skalna półka i znowu tunel, i kolejny, i następny. Jest ich tu kilkadziesiąt jeden za drugim. Trzeba uważać, bo w wielu miejscach nie ma barierek – jeden zły ruch i lądujesz na dnie przepaści.

Wenecja na deser
Chcę cyknąć fotkę informującą o wjeździe do Bośni, ale na granicy nie ma czegoś takiego. Droga jest kiepska – na mapie niby główna trasa, w rzeczywistości dziurawa ścieżka szutrowa. Spotykam stada zwierząt biegające luzem po szosie. Tuż przed zmrokiem w jakiejś wsi wpraszam się na nocleg. Wieczorem próbuję zupy jagnięcej i owczej pieczeni. Następnego dnia znów jadę przez dzikie rejony górskie. Podobnie jak w Czarnogórze, widzę
dużo porzuconych domów i ślady wojny z lat 90. W Bośni należy uważać, gdzie się stąpa - kilka razy mijam pola minowe.

Bośnia i Hercegowina to kraj muzułmański. Z duszą na ramieniu idę do meczetu na zuhr (modlitwa w południe). Chyba biorą mnie za nawróconego na islam, bo mimo gniewnych spojrzeń spod co niektórych oczu na pożegnanie dostaję płyty z modlitwami po arabsku.

Po Bośni i Hercegowinie znów jestem w Chorwacji. Ponowny przejazd przez góry Velebit jest żmudny. Dopiero nocą docieram do rezerwatu przyrody w Plitvicach. Największą atrakcją Jezior Plitvickich jest 16 akwenów krasowych połączonych licznymi wodospadami. Krystalicznie czyste wody pozwalają oglądać ławice ryb nawet na dużych głębokościach. Z Plitvic wracam do Istrii, ponownie odwiedzając ciepłe i czyste plaże Medvei. Odwiedzam też miasto Pula z jego amfiteatrem wybudowanym na wzór rzymskiego Koloseum.

Potem przez Słowenię docieram do ostatniego etapu mojej podróży – północnych Włoch. Wieczorem rozbijam obóz w okolicy Wenecji i udaję się na zwiedzanie miasta. Jest znacznie drożej niż w krajach byłej Jugosławii, a na dodatek Włosi na każdym kroku oszukują. Przykładowo w karcie dań figuruje jedna cena, a płacisz inną, z dopłatą np. za sos do mięsa, miejsce siedzące, obsługę itp.

Wenecja jest najpiękniejszym miastem, jakie odwiedziłem. Domy, ulice i place stoją tutaj na tysiącach drewnianych pali wbitych w muliste dno laguny. Na wyspie zachował się średniowieczny układ budynków i uliczek. Pierwszej nocy kompletnie zgubiłem się w labiryncie wąziuteńkich, łudząco podobnych do siebie uliczek. Zresztą nie ja jeden: widziałem wielu turystów krążących bezradnie po mieście. Mapy na niewiele się przydają, bo większość uliczek wygląda identycznie, a wysokie budynki uniemożliwiają orientację.

Pod Grunwald!
Po kilku dniach w Wenecji i okolicach biorę kurs na majaczące na horyzoncie Alpy. Austrię przeskakuję dość szybko, pod wieczór wjeżdżam do Czech, kolejne godziny na autostradach i po zmroku jestem w kraju. Z pierwszymi promieniami słońca docieram na pola Grunwaldu na rozpoczynającą się akurat inscenizację słynnej bitwy. Tej doby siedziałem w siodle non stop 21 godzin, pokonując 1200 km.

Pełną relację z tej wyprawy i z innych moich podróży wraz z materiałami audio oraz wideo znajdziesz na stronie www.globtroter.pila.pl

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij