Motocykl poleca:

Turystyka motocyklowa: Muezzin Cię obudzi

Poleć ten artykuł:

W kontrakcie z korporacją, z którą rozstałem się tego lata, był zapis o okresowym (płatnym) zakazie pracy dla konkurencji po ustaniu zatrudnienia. Tak zyskałem czas i środki na podróże. Najpierw był więc Nordkapp, po którym wysadziłem żonę w Warszawie, zmieniłem kurtkę na lżejszą i pojechałem do Turcji.

Turystyka motocyklowa Turcja Zobacz całą galerię

Z Kapadocji kieruję się na wschód. Kolejne dziesiątki kilometrów przez coraz większe odludzie, coraz wyższe góry, temperatury ze 40O. Jadąc, staję na podnóżkach, prostuję nogi, robię przysiady, kiwam się na boki, próbuję przewietrzyć pogniecioną i przegrzaną zawartość spodni. W trakcie tej gimnastyki widzę w lusterkach F 800 GS, biker daje znaki. Zjeżdżamy na pobocze, zdejmujemy kaski, a tu zdumienie – kobieta. Co gorsza, ze śmiechu trzyma się za brzuch. Jechała za mną dłuższą chwilę i widziała moje wygibasy zadkiem podczas prób schłodzenia klejnotów.

Tak poznałem jadącą do Armenii Judith Obayę, Espana. W Pinarbasi ona odbija na północ w kierunku Sivas, a ja na południe, w kierunku Kahramanmaras. Rozdzielamy się, bo ona uważa pogranicze z Syrią za zbyt niebezpieczne, a ja muszę zobaczyć posągi w Nemrut Dagi.

W okolicach Kahta znajduje się kilka unikatowych, rzadko odwiedzanych przez turystów znalezisk archeologicznych. Najpierw ruiny Yani Kale, zawieszonej na skałach ponurej twierdzy Mameluków. Tu w ogóle nie docierają turyści, ponieważ stromą wąską drogą nie są w stanie wjechać autobusy. Na moim R 1200 GS-ie spokojnie dałem radę i ruiny zwiedzałem absolutnie sam. Również samotnie dotarłem do Arsamei.

Balans nad przepaścią
Z Arsamei, w której znaleziono perskie płaskorzeźby i podziemne świątynne komory, do najciekawszego miejsca w tym rejonie, czyli posągów na szczycie góry Nemrut, w prostej linii jest około 20 km. W Google Maps nie byłem w stanie rozpoznać, czy to tylko górska ścieżka, czy droga dla motocykla. Objazd drogą szutrowo-asfaltową to około 80 km.

Zaryzykowałem skrót. Przez 5 km jeszcze jakoś szło, ale potem zaczęła się stromizna o podłożu typu miałki szuter. Tylne koło w ułamku sekundy zagrzebało się na 20 cm. Utknąłem. Jakakolwiek próba wyrwania się z pułapki powodowała zsuwanie się motocykla w kierunku urwiska. Z trudem utrzymywałem równowagę na sprzęcie ważącym z kuframi i pełnym zbiornikiem przeszło 300 kg, stojącym na stromym zboczu jednego z najwyższych szczytów Taurusu Środkowego. Termometr motocykla pokazywał +42 st. C, GPS – wysokość 2000 metrów. Ostatniego człowieka widziałem z 8 km wcześniej i raczej się w tę stronę nie wybierał. Na telefonie na wskaźniku zasięgu nie było ani kreseczki.

Mimo to trzeba było zawalczyć. Udało mi się zsiąść, nie naruszając stabilności motocykla. Jakimś zdeterminowanym szarpnięciem poderwałem tylne koło i postawiłem GS-a na centralną podstawkę, która zaryła się w podłoże. Potem zdjąłem kufry i kanapę. Następnym szarpnięciem jedynej szansy tak obróciłem sprzęta na centralnej podstawce, że przednie koło skierowałem w dół. Pod własnym ciężarem spadł z podstawki i ruszył w dół, ze mną uwieszonym u jego ogona. No to parę metrów w dół i jeszcze parę, łącznie kilkadziesiąt, aż do stabilniejszego podłoża i mniejszej stromizny. Powrót dwa razy do góry po kufry i po dwóch godzinach bez strat, jedynie lżejszy o parę litrów potu, wróciłem do życia.

Dotarłem do jakiegoś asfaltu, ze dwa razy się pogubiłem, zanim po kilkudziesięciu kilometrach trafiłem na brukowaną drogę prowadzącą od przeciwnej strony na szczyt Nemrut Dagi.

Szczyt ma wysokość 2150 m i na pierwszy rzut oka nie różni się od sąsiednich. Po wspięciu się ścieżką wokół wierzchołka ukazuje się niesamowite miejsce. Kamienne posągi sprzed przeszło 2000 lat patrzą nieruchomo w niezmierzoną dal pustynnych gór. To mauzoleum szalonego króla Antiocha, władcy Kommageny.

Tofas straszy
Główne drogi Turcji są zaskakująco dobre. Do Kapadocji można dojechać każdym motocyklem, nawet Harleyem czy większym skuterem, najpierw imponującą autostradą Stambuł – Ankara, a potem szeroką, prawie pustą dwupasmówką. Nawet w niezamieszkanej pustynno-górzystej wschodniej Turcji rozmach infrastruktury imponuje: te drogi zbudowano w górach o powierzchni trzy razy większej od Alp, wśród szczytów sięgających 4000 m n.p.m. Jedynie wzdłuż granicy z Irakiem, Iranem i Armenią czy na dotarcie do odkryć archeologicznych potrzebne będzie enduro z dużymi zbiornikiem paliwa i skokami zawieszeń.

Najbardziej niebezpiecznym pojazdem na tureckich drogach jest samochód marki Tofas, produkowany w latach 70. na licencji Fiata. W środku od pięciu do ośmiu osób, opona każda inna lub idealnie gładkie slicki, kierunkowskazy lepiej, jeśli nie działają, bo gdy są sprawne, włącza się je dla zabawy, a nie do sygnalizowania zamiaru zmiany pasa czy skrętu. Tofas osiąga do 80 km/h, ale jeśli wyprzedzi go motocykl, rzuca się jak wściekły w pościg, a wtedy, trąbiąc (klaksony w Tofasach zawsze działają), może dzidować nawet 120 km/h. Bo we wschodniej Turcji motocykl to gorszy gatunek, musi więc ustępować miejsca samochodom.

Tagi: Turcja | turystyka | turystyka motocyklowa | podróże | podróże na motocyklu

Oceń artykuł:

4.3

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij