Motocykl poleca:

Turystyka na weekend: Podlasie - szczęśliwe krowy

Poleć ten artykuł:

Ania jest zakręcona na punkcie krów. Figurki ustawione na parapecie w jej domu to istna plastikowa obora. Stąd pomysł, żeby odwiedzić pływające krowy z Brzostowa.  

Wieża widokowa na biebrzańskim rozlewisku Zobacz całą galerię

Ze świeżutkim prawem jazdy Ania stawia się na parkingu o 4 rano. Pierwszy raz sama przejechała w poprzek całą Warszawę. Celem dnia są Szczęśliwe Krowy z Brzostowa nad Biebrzą. Dziesiątki muciek płyną rankiem na drugi brzeg, gdzie są soczyste pastwiska. Nikt ich nie pilnuje, nikt nie popędza. Pływają, jedzą, brykają na łonie przyrody, do domu wracają, gdy mają ochotę. Kto z nas może sobie pozwolić na coś takiego?

Krowy płyną na pastwiska, jak zniknie rosa, mamy więc jakieś 4 godziny na przejechanie około 170 km. W Zambrowie ustawiam nawigację na „szlaki rowerowe” i już za chwilę jedziemy przez łąki i pola, czasem tylko przecinając jakąś drogę. Na moim V-Stromie mam półterenowe opony, a Kawasaki KLE 500 Ani to twardy zawodnik, więc frajdę mamy przeogromną.

Gdy docieramy w okolice Wizny, wiemy, że planu A nie uda się zrealizować, bo jest ósma i krowy już zapewne płyną. Przemy jednak twardo w wyznaczonym kierunku „szlakiem dla roweru”. Piach na niektórych odcinkach jest tak głęboki, że motocykle stoją bez otwierania podnóżków. Niekiedy drogi się urywają lub przekształcają w błotniste kałuże. W trawie do kolan wpadam po łańcuch w jakiś dół i ledwie wyjeżdżam siłą rozpędu. Okazało się, że to była wyschnięta sadzawka przy spalonym kiedyś gospodarstwie. Dobrze, że to nie była studnia.

Następne kilometry z nielicznymi lepszymi odcinkami dziurawego asfaltu nieco nas już męczą. Kilkanaście mostków, kilkukilometrowe odcinki błota lub piachu pokonujemy na stojąco. Co jakiś czas mijamy wsie, w których nawigacja kieruje nas w polne drogi. Mijamy stado żurawi. O dziwo, choć są z natury płochliwe, bardzo późno reagują na motocykle. W okolice Brzostowa dojeżdżamy dopiero około godz. 11. Szybka konsultacja nad mapą i wyznaczamy nowy cel: dalej wzdłuż Biebrzy na Twierdzę Osowiec. Później ustawimy nawigację na „rower” i przez Puszczę Knyszyńską pojedziemy do Kruszynian.

Otoczona bagnami Twierdza Osowiec to nadal czynny obiekt wojskowy, więc wejście jest możliwe tylko z przewodnikiem. Nie mamy na to ochoty, więc kierując się na Mońki, wjeżdżamy w leśne dukty przepięknej, dzikiej Puszczy Knyszyńskiej. Ma ona 1050 km2 powierzchni, a my zamierzamy przejechać ją w poprzek. Zajmuje nam to 5 godzin, podczas których wspinamy się na piaszczyste wzniesienia, często gubiąc drogę. Cywilizację doganiamy w Krynkach. Jest tu rondo, od którego odchodzi promieniście 12 ulic. Drugie takie jest tylko we Francji.

Tatarzy lipkowscy w Kruszynianach mieszkają do dziś, a sprowadził ich na te ziemie Jan III Sobieski, u którego boku walczyli z Turkami. Wierni swojej kulturze Polacy tatarskiego pochodzenia zamieszkują kilka okolicznych wiosek. Ciekawostka – znany aktor Charles Bronson miał wcześniej na nazwisko Buchinsky. Jego ojciec był Tatarem lipkowskim. Podobno w domu młodego Charlesa mówiło się wyłącznie po polsku.

Jeszcze chwila i docieramy do Kruszynian, gdzie w Zajeździe na Końcu Świata zamawiamy tatarski obiad. W innej gospodzie dowiaduję się, że kartacze, jakie robiła moja babcia, to danie tatarskie. W odróżnieniu od litewskich, kartacze babci Janki miały nadzienie z białego sera z cebulą i pieprzem i były polane kwaśną śmietaną.

W Kruszynianach poświęcamy godzinę na mizar (tatarski cmentarz) i meczet. Po godz. 18, posileni, ruszamy do domu. Zapominam przestawić nawigację, która w okolicach Zabłudowa kieruje nas do lasu. Po godzinie męczarni w piachu wreszcie, w całkowitych ciemnościach, wyjeżdżamy na asfalt. Zaraz potem fundujemy sobie 30-minutową drzemkę na trawniku w jakiejś wsi, potem jeszcze wielokrotnie mylimy drogę. Gdy parkujemy KLEkota na parkingu w Warszawie, jest godz. 1 w nocy. Ania pada ze zmęczenia. Niezły wyczyn jak na nowicjuszkę.

Na nawigacji mam 685 km, z czego ponad dwie stówy off-roadu, prawie 21 godzin w siodle. A wszystko przez te krowy...

Co, gdzie i dlaczego
Długość trasy: 685 km, 21 godzin. „Normalnie” – tzn. jadąc trasą Warszawa, Białystok, Supraśl, Krynki – 250 km, 4 godziny. 24 h

Trasa: Przepiękne krajobrazy, dzika przyroda, zero samochodów.

Drogi: drugorzędne asfalty, szutry, piach, błoto, trawa. Tylko enduro (lekkie lub turystyczne), byle nie na szosowych oponach.

Co warto zobaczyć:
● krowy w Brzostowie
● rozlewisko Biebrzy
● Twierdza Osowiec
● podlaskie wsie okolic Puszczy Knyszyńskiej
● rondo w Krynkach
● wieś Kruszyniany

Tekst i zdjęcia Tomasz Dąbrowski

Tagi: turystyka | turystyka motocyklowa | podróże

Oceń artykuł:

4.9

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij