Motocykl poleca:

Turystyka na weekend: Warmia i Mazury

Poleć ten artykuł:

Mówisz: Mazury, myślisz: lato, łódki i żagle. Mówisz: jesień, myślisz: Bieszczady. Skąd zatem motocyklista jesienną porą na Mazurach? A dlaczego nie!? Każda okazja dobra, by przypomnieć sobie młodość.
Zobacz całą galerię

Po weekendzie na zlocie w Końskich (mniej więcej w połowie drogi między Krakowem a Warszawą) oraz dzięki zachęcającej pogodzie, postanowiłem po latach wrócić w te rejony i w studenckie czasy nonszalanckiej żeglugi. W pamięci miałem liczne urokliwe, ale popadające w ruinę zamki, zameczki i pałacyki, walące się domy oraz zieleń lasów i błękit jezior. Dziś Mazury w niczym nie przypominają tych, które zapamiętałem.

Moją bazą wypadową było gospodarstwo agroturystyczne pod Lidzbarkiem Warmińskim. W towarzystwie trzody i ptactwa, nad brzegiem jeziora, ugoszczony po szlachecku, spędziłem w nim 2 noce, rozkoszując się ciszą, komfortem, pełnym relaksem i smakami lokalnych browarów.

Pierwszy dzień zacząłem od zwiedzania Lidzbarka Warmińskiego, w którym podziwiałem fantastycznie odnowiony zamek i jego część zaadaptowaną na luksusowy hotel. Potem udałem się na wschód, a następnie przez Bisztynek i Jeziorany pojechałem do Barczewa. Tu zobaczyłem pięknie odnowione i przeznaczone na areszt śledczy pozostałości po neogotyckim kościele, nie mniej pięknie odrestaurowany neogotycki ratusz miejski oraz zjawiskowy kościół św. Anny Czołg T-34 „Rudy” i czechosłowacki transporter opancerzony OT-64 Skot są do obejrzenia koło nowej obwodnicy Olsztynka. 1 2 3 4 118 magazyn www.motocykl-online.pl i Szczepana, wraz z malowniczym parkiem. Warto tu również zwiedzić wieżę ciśnień, synagogę oraz pozostałości po zamku biskupim.

Potem ruszyłem na wschód, przez Biskupiec i Mrągowo, do Rynu, gdzie zwiedziłem kolejny pięknie odrestaurowany i również zaadaptowany na hotel zamek Ryn. Po krótkim szwędaniu się po zamku oraz po spacerku wzdłuż promenady nad jeziorem pojechałem na północny wschód do Giżycka, by zwiedzić osławioną twierdzę Boyen. Są tu do wyboru trzy trasy o różnym czasie trwania oraz stopniu „zaangażowania” w przepastne przestrzenie i budynki twierdzy. Super!

Po rozprostowaniu kulasów na rozdeptywaniu twierdzy i wsadzaniu nosa gdzie popadnie (zajęło mi to ponad 2 godziny), pomknąłem w kierunku północnym, przez Węgorzewo, do pozostałości po bunkrach SS w Mamerkach i na zwiedzanie tzw. Wilczego Szańca – byłej kwatery Hitlera. To obowiązkowa pozycja dla miłośników militariów, historii wojennej i Wołoszańskiego. Zwiedzanie wypełniło resztę dnia, ale było warte każdej minuty i kilometra. W drodze powrotnej zahaczyłem o mały zamek w Kętrzynie, Sanktuarium Maryjne w Świętej Lipce oraz odrestaurowywany zamek w Reszlu. 

Na drugi dzień zwlokłem się z wygodnego wyrka, zjadłem jajecznicę z 8 jaj, wypiłem mocną jak beczka trotylu kawę i ruszyłem w drogę powrotną do rodzinnego Krakowa. 1400 km w 4 dni (Kraków – Końskie – Mazury – Kraków) – po tej wyprawie wiem, że warto tam wrócić (zimą na narty?, do wód termalnych?; odwierty pod Lidzbarkiem już trwają). Kto wie, niemniej motocyklem jesienią na pewno warto. 

Tagi: turystyka motocyklowa | polska | warmia | mazury

Oceń artykuł:

3.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij