Motocykl poleca:

Turystyka na weekend: Zakarpacie? Czemu nie?

Poleć ten artykuł:

Przed wyjazdem ludzie odradzali mi Ukrainę, bo: nie jest w UE, jest tam niebezpiecznie, no i: „Ty, sama dziewczyna na motocyklu, i to jeszcze na wschód!?”.

Zobacz całą galerię

Nie byłabym sobą, gdybym zrezygnowała z takiej przygody. Był to początek wyprawy pod hasłem „Frytarda & Ossoman Karpaty Expedition on MOTO & CYCLE”, w której chodziło o przejazd przez całe Karpaty. Pierwszym jej etapem było Zakarpacie. Nie zaplanowałam dokładnie trasy oraz tego, ile dni spędzę u wschodnich sąsiadów. Miałam zamiar być gościem dwa dni, wyszło inaczej. Taki rodzaj turystyki lubię najbardziej.

Wystartowałam w Cisnej

w Bieszczadach i winklami kierowałam się do przejścia w miasteczku UbÍa. Tam granicę przekraczał też mój kompan podróży Tomek Brzeziński, który Karpaty zdobywał rowerem (stąd MOTO & CYCLE w nazwie wyprawy). Na granicy przywitał mnie złotozębny celnik, wołając: „Babiczka na motorku!”.

Skończyły się świetne słowackie asfalty, zastąpił je ukraiński dywan, wzorowany na szwajcarskim serze. Moja prędkość ze 110 km/h spadła do 40 km/h, a na tablicach informacyjnych, których było jak na lekarstwo, pojawiła się zupełnie mi obca grażdanka. Choć Tomek i ja jeździliśmy różnymi środkami transportu, trzymaliśmy się razem. Pierwszy obóz rozbiliśmy na dziko w miejscowości Stawne, które w linii prostej było zaledwie 40 km od startu.

Nazajutrz rano odkopałam karteczkę ze wskazówkami dojazdu, którą dzień wcześniej podarowała mi przesympatyczna ekspedientka ze sklepu. Odpaliłam moto i dotarło do mnie, że mogę mieć problemy z paliwem. Pocieszała mnie myśl, że znajdowałam się na głównej drodze do Lwowa. Jeszcze... Miejscowi podpowiedzieli, że 7 km w przód jest stacja. Niestety, nie było jej ani za 7, ani za 17 km. Droga doprowadziła mnie do granicy Użańskiego Parku Narodowego. Przede mną wyrósł szlaban i... policjant. Po kontroli powiedział, że zatankuję za 70 km w przód albo 50 w tył. Jakoś mnie ta wiadomość nie pocieszyła.

Jak ser szwajcarski

Zawróciłam na właściwy tor do Bukowca, z nadzieją, że paliwa jednak nie braknie. Po jakimś czasie odbiłam w las. Ku memu zdziwieniu, droga nie była tak zła, jak wywróżyła ekspedientka. Przynajmniej liczba dziur nie przewyższała długości widzianego odcinka. Na dodatek zmotywowała mnie pewna babuszka na skuterku, która nadjeżdżała z naprzeciwka z niemałą, jak na taką drogę, prędkością.

Potem było „odrobinę” gorzej: dziurawy asfalt zamienił się w kamienistą drogę. Do tego z zasięgu wzroku zniknęły wszystkie zabudowania. Jechałam tak kilkadziesiąt kilometrów. Brak żywej duszy, zabudowań, środek lasu, do tego w górach i niekoniecznie z zasięgiem dla komórki. Całkiem sama, bo przecież Fazera trudno uznać za towarzysza.

Tagi: turystyka na motocyklu | turystyka motocyklowa | Ukraina

Oceń artykuł:

3.7

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij