Motocykl poleca:

Valentino – epilog, czy kolejny rozdział?

Poleć ten artykuł:

Każda runda MotoGP, nieważne czy to w Brnie, w Walencji, czy też niedaleko rodzinnego miasta Doktora, czyli na torze Misano w San Marino, wygląda tak samo. Setki, tysiące osób oblegających trybuny nosi na czapkach, koszulkach i flagach jeden numer - 46. Na czym polega fenomen i ogromna popularność Valentino Rossiego? Czy Rossi wciąż będzie symbolem MotoGP, czy może jego gwiazda powoli gaśnie?
Zobacz całą galerię

Co ma w sobie ten 34-letni włoski zawodnik czego nie mają inni, którzy przychodzili i odchodzili z MotoGP, a ich nazwiska widnieją już tylko na kartach historii? Oczywiście, jest bardzo medialnym produktem PR-owców, który odnajduje się w każdej sytuacji i choć kamery śledzą go na każdym kroku nawet podczas niepowodzeń w wyścigach on zawsze jest uśmiechnięty i robi show. Nieważne czy jego zachowanie jest szczere, czy też Rossi prywatnie jest zupełnie innym człowiekiem. Tak twierdzi wielu byłych i obecnych zawodników ścigających się razem z nim w królewskiej klasie. Część z nich uważa, że medialna maska Rossiego skrywa pod sobą trudny charakter, nieumiejętność przegrywania i egocentryzm. Wszak do historii przeszły już jego utarczki z Maxem Biaggi, Caseyem Stonerem, czy też ściana w garażu Yamahy oddzielająca naśladującego go teampartnera, wschodzącej hiszpańskiej gwiazdy Jorge Lorenzo. Wielu pamięta też pojedynki Doktora z Sete Gibernau, które ostatecznie doprowadziły do konfliktu i kosy aż po grób. Jeden ze znanych mi instruktorów brytyjskiego oddziału California Superbike School i wielki fan Rossiego opowiadał mi zaś o ich pierwszym spotkaniu w taki sposób: „ Siedzimy wszyscy na spotkaniu z mistrzami świata podczas charytatywnej imprezy na torze Silverstone. Wyobraź sobie że siedzi z nami Michael Schumacher, Damon Hill, Mick Doohan i wielu innych. I wtedy na salę wchodzi skromny i speszony Valentino Rossi i na pierwsze pytanie „Jak się czuje” odpowiada w swoim stylu: Jestem bardzo szczęśliwy że mogę tu być i poznać tak wielu wspaniałych mistrzów świata (w swoim stylu, znaczy łamaną angielszyzną: Am rilly ‘appy to be ‘ere).Kumasz? Gość był wtedy już 5-krotnym mistrzem świata MotoGP!

Na pewno do jego popularności przyczyniły się też fenomenalne pojedynki i zwycięstwa jeszcze w erze 2-suwowych pięćsetek. Tamte czasy na pewno pamięta Max Biaggi, który mimo że bardzo popularny we Włoszech pozostał w cieniu VR46 i chyba nigdy do końca nie pogodził się z faktem, że młody jeszcze wtedy Rossi na dobre wyleczył go z myśli o zdobyciu tytułu Mistrza Świata GP. Biaggi odnalazł się dopiero w klasie Superbike gdzie zdobywając drugie mistrzostwo zakończył swoją wyścigową karierę najprawdopodobniej ze świadomością, że musiał zadowolić się tym nieco „gorszym” mistrzostwem.

Choć Valentino wykazywał talent jeszcze zanim trafił do królewskiej klasy (2 mistrzostwa klasy 250) niewiele odróżniało go jeszcze wtedy od pozostałych „kandydatów”, którzy trafili do GP. Honda jednak wiedziała co robi wybierając go do swojego zespołu w sezonie 2000 i choć pierwszych dwóch wyścigów nie ukończył, w kolejnych walczył o wysokie lokaty żeby w efekcie podczas deszczowego wyścigu na Donnington Park zaatakować z dalekiej pozycji i sięgnąć po swoje pierwsze w karierze zwycięstwo. Wtedy stało się całkowicie jasne że ten gość ma talent i będzie prawdziwą gwiazdą GP. Swój pierwszy sezon zakończył na drugim miejscu. Kiedy Valentino wygrywał pierwsze wyścigi jego idolami było dwóch ludzi: Giacomo Agostini za swoje zwycięstwa i tytuły, oraz nieżyjący już Norifumi Abe (popularnie zwany Norickiem). Ten japoński zawodnik znany był z pięknej, agresywnej i spektakularnej jazdy. Właśnie dlatego Rossi na początku swojej kariery przykleił sobie pseudonim Rossifumi. Oczywiście później Valentino wielokrotnie przerósł swojego idola z młodości, który tak naprawdę nie odniósł żadnych spektakularnych sukcesów w GP i karierę kończył jako zawodnik japońskich Superbike’ów, a później jeździec testowy Yamahy. Zginął tragicznie wpadając pod ciężarówkę na swoim skuterze kilka lat temu.

Już po pierwszych sukcesach Vale zaczęła się mania VR46, a Rossi nie zawodził swoich fanów i dawał im sporo radochy pokonując rywali w kolejnych pojedynkach i zdobywając kolejne zwycięstwa i podia w kolejnych wyścigach. Mało kto potrafił dorównać Rossiemu chociaż wielu próbowało. W trakcie swojej 13-letniej kariery w MotoGP (wcześniej GP500) sięgał po mistrzostwo GP aż 7 razy, a kolejne gwiazdy przychodziły i odchodziły. Największym pytaniem przed każdym kolejnym sezonem nie był „kto zostanie mistrzem świata” tylko: „kto powstrzyma Valentino Rossiego?”.

Tylko trzem zawodnikom udało się pokonać go w walce o Mistrzostwo Świata. Pierwszy zrobił to Nicky Hayden jeżdżący na Hondzie w 2006 roku choć wielu twierdzi, że Rossi tytuł stracił na własne życzenie przewracając się w ostatnim wyścigu sezonu. Hayden jednak ciężko pracował na ten tytuł i okazał się po prostu skuteczniejszy niż Rossi.
Drugi uczynił to Casey Stoner w 2007, który jako jedyny w erze MotoGP był w stanie wygrywać wyścigi i zdobyć tytuł dla Ducati. Później Stoner pokonał Rossiego jeszcze raz, kiedy przesiadł się na Hondę. Ta porażka musiała być solą w oku Valentino gdyż w słownych utarczkach nie raz czepiał się Stonera, że ten miał problemy z Ducati i że jego talent jest przeceniany. Stoner pokazał wtedy, że po przesiadce na Hondę nikt nie jest w stanie mu zagrozić, a Rossi mimo przechwałek, że wygranie na Ducati to tylko kwestia czasu mocno się rozczarował i musiał przełknąć gorycz porażki. Zanim jednak Rossi przesiadł się na Ducati ścigał się ze swoim teampartnerem Jorge Lorenzo. Pierwszy sezon  Jorge to przeplatane świetne występy ze spektakularnymi upadkami. Młody i niedoświadczone jeszcze wtedy Jorge podświadomie wyznawał zasadę „win it, or bin it” grzał ile fabryka dała i często kończyło się to w żwirze lub w szpitalu. Połamane ręce, obojczyki i wiele innych kontuzji - taki był dla niego rok 2008. W następnym sezonie jednak Por Fuera okazał się pojętnym uczniem i podpatrując styl Rossiego mocno zagroził jego pozycji. Choć w mistrzostwach musiał zadowolić się drugim miejscem Rossi już wiedział, że będzie miał groźnego przeciwnika. W 2010 roku Rossi walczył z depczącym mu po piętach Lorenzo na wszelkie sposoby, dodatkowo odpierając ataki wracającego do formy po chorobie Stonera, który też miał ochotę na zdobycie mistrzostwa. Hiszpan z numerem 99 jeździł jak z nut, a pewność siebie Rossiego doprowadziła do poważnego wypadku podczas GP Włoch na torze Mugello (5 runda), w którym zaliczył poważnego highside’a i złamał nogę. To wykluczyło go z kilku wyścigów i w efekcie z walki o mistrzostwo. Był to okres, w którym zainteresowanie MotoGP – zwłaszcza we Włoszech drastycznie spadło (o ponad 1/3). To jeszcze raz potwierdziło, że MotoGP nie istnieje bez Rossiego. Nie tak wyobrażał sobie to Lorenzo, który już wtedy wiedział że nawet jeśli zdobędzie mistrzostwo wszyscy będą zarzucać mu, że zrobił to kiedy w okolicy nie było najgroźniejszego rywala.  Rossi choć wrócił do walki, nie miał już nawet matematycznych szans na mistrzostwo, a niewyleczona kontuzja nogi i odnawiająca się barku nie pozwalały mu wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Pozostało po siedmiu latach pożegnać się z Yamahą i ruszyć w nieznane z Ducati.

Ta historia zaś nie okazała się sielanką. Fani od zawsze pragnęli tego by włoski zawodnik na włoskiej maszynie zdobył mistrzostwo i oto nadarzała się ku temu doskonała okazja, bo kto jeśli nie Valentino Rossi - 7-krotny mistrz świata MotoGP? Wierzył w to nawet sam Rossi jednak już pierwsze testy pokazały, że będzie to droga przez mękę. Maszyna nie prowadziła się i po prostu nie była konkurencyjna. Pierwsze rundy tylko potwierdziły taki stan rzeczy i z wyścigu na wyścig frustracja Rossiego rosła. Z przodu stawki w niemal każdym wyścigu Stoner dosiadający Hondy miażdżył rywali, dorównać mógł mu tylko Jorge Lorenzo i sporadycznie Dani Pedrosa, a Rossi miotał się z tyłu stawki walcząc i przegrywając z debiutantami. Choć fani nie opuszczali Valentino wiedzieli, że na tym motocyklu nie osiągnie niczego i przez cały sezon pomyje spadały na stajnię z Bolonii. Rossi nabrał jednak wody w usta i poza mało rzeczowymi uwagami po każdym wyścigu nie krytykował otwarcie swojego zespołu. Sezon zakończony na 7 pozycji i tylko jedno zdobyte podium na torze LeMans to nie wynik na miarę 9-krotnego mistrza świata. Dramat trwał w najlepsze także w kolejnym sezonie, jednak Valentino przestał być miły i grzeczny. Nie wiadomo czy wpływ miała na to śmierć jego bliskiego przyjaciela i bardzo obiecującego zawodnika Marco Simoncellego, podczas przedostatnich zawodów 2011 roku na torze Sepang w Malezji,  czy też po prostu wyczerpanie ogromnych pokładów cierpliwości i irytacja Doktora.  Włoch zaczął otwarcie krytykować Ducati, narzekać i skarżyć się, że inżynierowie go nie słuchają i dlatego nie ma żadnych efektów. Aż do końca sezonu nic się jednak nie zmieniło, a szczytem osiągnięć Rossiego na Ducati było 2 miejsce w jego domowych zawodach na torze Misano nazwanym już wtedy torem imienia Marco Simoncellego. Można śmiało powiedzieć że wynik ten nie był przypadkiem bo na suchym torze Rossi po prostu ścigał się z innymi zawodnikami, a nie tylko okazał się sprytniejszy od innych i utrzymał się na motocyklu podczas gdy inni upadali. Wydawało się, że wtedy wszystko się odblokuje, ale w kolejnych wyścigach Rossi powrócił na dalsze miejsca w stawce. Wręcz komicznie wyglądały kolejne wyścigi, kiedy to coraz szybsi zawodnicy klasy CRT mający być nieformalnym zapleczem motocykli prototypowych raz po raz dokładali Valentino i mocno utrudniali mu życie.

Dziś Rossi powrócił do Yamahy i ma zamiar kolejny raz powalczyć o mistrzostwo świata. Już po pierwszych testach widać, że Doktor obiecuje sobie wiele i wierzy, że wciąż będzie szybki. Choć z jego pogromców pozostali już tylko Jorge Lorenzo i Nicky Hayden (Casey Stoner zakończył wyścigową karierę), który pozostał w Ducati na kolejny sezon w stawce MotoGP pojawiają się nowi, żądni krwi młodzi zawodnicy tacy jak Stefan Bradl i Marc Marquez, a nie można przecież zapomnieć też o coraz szybszym i wreszcie pewnym swoich umiejętności vicemistrzu świata Danim Pedrosie. Czy więc Valentino Rossi jest jeszcze zdolny do wzniesienia się na wyżyny swojego talentu i pokonania w bezpośredniej walce młodych wilków? A może zbliżamy się do schyłku kariery wielkiego mistrza i ten sezon okaże się ostatnim w MotoGP zanim Vale przeniesie się na emeryturę do kategorii WSBK? Tego dowiemy się już niedługo. Jedno jest pewne: Nadchodzący sezon może okazać się ogromnie ciekawym jeśli nie najciekawszym sezonem MotoGP od lat, a gwiazda Rossiego może ponownie zabłysnąć.

Tagi: Ducati | Valentino Rossi | MotoGP | Yamaha Factory Team | Jorge Lorenzo | Nicky Hayden | Casey Stoner | Sete Gibernau | Max Biaggi | wyścigi | Ducati Corse | Repsol Honda

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij