Motocykl poleca:

Wakacyjny wyjazd na Bałkany - turystyka czytelnika

Poleć ten artykuł:

Połowa sierpnia. Urlop zbliża się w zawrotnym tempie, a my nadal nie wiemy gdzie pojechać/ polecieć. A może zostać w Polsce? A jak nie będzie pogody? Zbieramy oferty z biur podróży, ale po namyśle uznajemy, że leżenie przy hotelowym basenie to nie dla nas. Może autem do Chorwacji? Jako że auto jest firmowe, nie zdążę jednak załatwić już niezbędnych formalności do wyjazdu za granicę. I w tym momencie moja żona Dorota mówi słowa, na które skrycie czekałem od momentu, kiedy się poznaliśmy: A może do Chorwacji motocyklem?

Zobacz całą galerię

Nie pokazuję po sobie emocji, ale już wiem, że zbliża się nasza pierwsza wspólna wyprawa motocyklowa! Do tej pory jeździłem sam z kumplami, ale wreszcie Dorota też się skusiła. Chyba wysłuchując z zazdrością naszych późniejszych relacji…
Zatem działamy. Sprawa pierwsza- bagaż! Mam tankbag, więc jest OK. Poza tym torbę marynarską, ale ona niestety nadaje się tylko na samotne wyprawy… Trzeba więc zainwestować w kufer. Jest czwartek po południu, kiedy zamawiam we wrocławskim serwisie Yamahy stelaż do kufra – sam kufer już na szczęście mają. Wyjazd planujemy na wtorek rano, więc cały czas zadajemy sobie pytanie, czy zdążą sprowadzić? Jak się okazało, stelaż dotarł na czas. Kwestia pakowania potwierdziła jednak, że w życiu trzeba czasem iść na kompromis. A w tym przypadku kompromis, osiągnięty po dość długich negocjacjach, polegał na tym, że była to moja pierwsza w życiu wyprawa na którą zabrałem… ŻELAZKO!!! Co prawda turystyczne, ale według Doroty absolutnie niezbędne na wyprawie, podczas której wszystkie ciuchy ściśnięte są (o zgrozo!) w 46-litrowym kufrze.

Wtorek rano. Wstajemy wcześnie. Pakujemy się na motocykl i ruszamy w podróż. Ja, Dorota i Yamaha XJ6 Diversion. Zebranie się zajęło nam jednak trochę czasu i z Wrocławia wyruszamy dopiero ok. 10.00 . Jak się później okaże, prawie codziennie będziemy wyruszać o tej porze (kolejny kompromis).
Przez pierwsze 50 km mamy ładną pogodę, ale w okolicach Kłodzka zaczyna pokapywać z nieba. W Kłodzku odbijamy na Międzylesie. Granicę przekraczamy w Boboszowie i przez Ćerveną Vodę kierujemy się na Brno. Niestety, pogoda z każdym nawiniętym kilometrem jest coraz bardziej kapryśna i dopiero przy wjeździe do Brna deszcz ustaje i zaczyna wychodzić słońce. To dobrze, bo Dorota zamierza oprowadzić mnie po tym mieście - mieszkała tu przez pół roku, więc czeka mnie wieczór pełen ciekawostek i anegdot związanych z miastem. No i mam przewodnika! Po zalogowaniu się w hotelu (jedyny zarezerwowany wcześniej nocleg) i nasmarowaniu łańcucha ruszamy na miasto. Punkt pierwszy - trzeba cos zjeść. Pikantny gulasz z knedlikami, ser smażony w plastrach boczku i zimne czeskie piwo od razu sprawiają, że nabieramy sił i ochoty na zwiedzanie miasta. Do późnej nocy poznaję u boku Doroty uroki Brna i muszę przyznać, że miasto bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło – przede wszystkim przepięknym położeniem na zalesionych wzgórzach i doskonale zachowaną zabytkową architekturą.

szerokosc 485 px

Tagi: Bałkany | | Chorwacja | Bośnia | XJ6 | XJ6 Diversion | Yamaha | turystyka | turystyka motocyklowa

Oceń artykuł:

4.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij