Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Węgry - wyjazd na każdą kieszeń

Jeśli lubisz podróże, nie musisz od razu jechać na koniec świata. Między 10 a 14 sierpnia nasi czytelnicy śmignęli przez polskie Tatry i Słowację na Węgry. Było wesoło.

Pięciu kumpli na pięciu maszynach zrobiło szybki wypad na Węgry. Śmigali po zakrętach, kąpali się w leczniczych wodach i zobaczyli kawałek świata. Były też dwa szlify i obawa że nie uda się pewien wieczór kawalerski. Słowem - masa emocji a wszystko za ludzkie pieniądze. Oto historia:

Wyruszyliśmy o godz. 9 rano z Częstochowy i udaliśmy się w jedynie słusznym kierunku pięknych gór i zakrętów. Już po kilkudziesięciu kilometrach mieliśmy pierwszą sytuację mrożącą krew w żyłach. Bolkowi z jego kufra na Suzuki SV wypadł plecak „Dychy” wprost pod koła rozpędzonej Aprili. „Dycha” z trudem ominął odbijający się plecak po całej trasie DK1, ale dał radę. W Siewierzu trafiliśmy na wielki korek. Zaczęliśmy się powoli przeciskać między Tirami.



Tatry, gdzieś w pobliżu Liptowskiego Mikulasza  
     
„Dycha" i jego Aprilia RSV Factory RR   „Jajko” szlifuje slajdery na Harmancu „Dycha” na Harmancu 

Bolek, który kilka dni wcześniej był na szkole Suzuki doskonalącej umiejętności motocyklisty nagle sam postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Co zrobił ? Ano potrącił Tira swoim kufrem (zaznaczam że nie Tir jego a on Tira!), po czym panowie kierowcy wielkich ciężarówek rozpowiedzieli między sobą że lepiej się rozsunąć i umożliwić przejazd grupie motocyklistów. Tak też się stało i wkrótce pomknęliśmy dalej. Nikt z nas do tej pory nie wie czy tego nauczono Bolka w szkole Suzuki czy sam na to wpadł. W miejscowości Sucha Beskidzka w knajpie Rzym która ma przeszło 300 lat zatrzymaliśmy się na krótki postój. Zjedliśmy żurek z kiełbasą za 6,5zł, wypiliśmy kawę i w drogę. Polecam drogę przez Suchą Beskidzką, Zawoję, Jabłonkę, piękne widoki i przy tym nienaganny stan asfaltu.
Dotarliśmy do Liptowskiego Mikulasa popołudniu i zaczęliśmy szukać kwatery na nocleg.

Co drugi dom jednorodzinny oferuje wolne pokoje ale znalezienie w terminie w którym tam byliśmy nie było takie proste. Po kilkudziesięciu minutach „Jajko” znalazł wolną kwaterę dla nas i motocykli za 8 euro od osoby za noc. Mieliśmy do dyspozycji dwa pokoje, łazienkę , kuchnie. Właścicielem domku był 67 letni Słowak - pan Stasi, który na swój specyficzny sposób dbał o nasze bezpieczeństwo, ład i porządek i to w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Po rozpakowaniu się, poszliśmy do lokalnej Mekki motocyklistów - Baru & Restauracji Route 66, klimat, który tam panuje musi poczuć każdy motocyklista. Piwo, jedzenie – pyszne i tanie. Zaprzeczamy więc stanowczo że na Słowacji po wprowadzeniu euro jest drogo.

Drugi dzień upłynąć miał pod znakiem jazd po zakrętach, serpentynach na górę Harmaniec w środkowej Słowacji, w powiecie Bańska Bystrzyca. To po prostu kilkudziesięciokilometrowy raj dla motocyklistów. Zakręt za zakrętem, świetna jakość przyczepności asfaltu.


Knajpa Rout 66 w Liptowskim Mikulaszu (Słowacja)    
     
„Bełkot” - to się nazywa relaks!  Wodospady raz jeszcze 
„Jajko” pod wodospadem w węgierskiej jaskini 

Po kilku kilometrach od naszej kwatery na drodze bez centymetra cienia w słońcu i temperaturze 30 stopni Celsjusza „Ulep” – czyli Yamaha R6 odmówiła posłuszeństwa i zgasła. W kombinezonach ze skóry lub czarnych ubraniach tekstylnych męczyliśmy się okrutnie. Pot lał się po tyłkach. Zaczęliśmy rozkręcać „Ulepa” i gdy Rossi dostał się do regulatora napięcia okazało się, że spalona jest kostka łącząca przewody, tym samym nie ma ładowania. Po oczyszczeniu kostki i tego, co z niej zostało, podłączeniu przewodów i zamianie akumulatorów między SV a R6 motocykl odpalił i mogliśmy udać się w kierunku wysokich Tatr.
Tutaj dwa słowa o tym, co to jest „Ulep” ? Otóż – jest to Yamaha R6 po wypadku. Sprzęt został naprawiony nieprofesjonalnie metodą chałupniczą, poklejony, pospawany i połatany. Posiadająca masę nie oryginalnych śrub i rozwiązań - słowem jest to istny skansen prowizorek itd.

„Jajko” widząc jak „Dycha” na Aprili i „Rossi” na „Ulepie” pokonują zakręty szlifując slajdery swoich kombinezonów, postanowił że też nauczy się zejścia na kolano w zakręcie.
Po podpowiedziach i konsultacjach z bardziej doświadczonymi kolegami i pokonaniu kilkudziesięciu razy specjalnie wybranych zakrętów dopiął swego, co sprawiło mu wiele satysfakcji. „Dycha” i „Rossi” namawiali go na treningi dla amatorów na Torze Poznań, który jest najbezpieczniejszym miejscem do takich ćwiczeń. „Jajko” wyraził chęć.

Jako że słońce i temperatura w granicach 30 stopni Celsjusza dawały się we znaki popołudniem, po kilku godzinach jazdy wokół Harmańca postanowiliśmy udać się na obiad. Wszyscy zamówiliśmy tradycyjne słowackie danie: Wyprażany syr z tatarską omacka i hranulkami. Po posiłku udaliśmy się w drogę powrotną do naszej kwatery. Gdy dotarliśmy, gospodarz pan Stasi pochwalił się nam, że jego znajomi z Harmańca dzwonili do niego aby donieść mu pospiesznie że kilku motocyklistów z Polski jeździ po tamtejszych drogach. Do wszystkiego przyznaliśmy się bez bicia i zaprosiliśmy gospodarza na grilla, którego zrobiliśmy sobie wieczorem. Po miłej pogawędce ze Stasim wypiciu kilku kielichów śliwowicy, które postawił gościnnie nasz dobrodziej, udaliśmy się na kolejny wieczór do Rout 66.




Kolejny dzień upłynął nam na relaksie, moczeniu się w Tatralandii. Będąc na Słowacji koniecznie trzeba to miejsce odwiedzić. Całodniowy bilet wstępu kosztuje 17 euro.
Aquapark Tatralandia jest największym całorocznym arealem wodnej zabawy na Słowacji, w Czechach i Polsce. Znajduje się w okolicy zwanej Liptov. Sercem całorocznego aquaparku jest źródło termalnej wody wydobywanej z głębokości ponad 2 500 metrów głębokości wody o temperaturze 60,7 C. Termalna woda w niektórych basenach zawiera część wód z morza, które były w Liptowskiej kotlinie już przed 40 milionami lat. Mineralna woda w Tatralandii wpływa dobroczynnie na układ ruchowy i oddechowy i jest odpowiednia dla relaksu ciała i duszy.

Aquapark Tatralandia oferuje wodne atrakcje: 8 całorocznych basenów z mnóstwem wodnych atrakcji: siedzenia z masażem, wodne pościele, wodny grzybek, wodne prądy, wodna huśtawka, wodna koszykówka, siatkówka, aquaerobic, wodne zabawy, 3 letnie baseny – basen dziecięcy, basen dla pływających i basen z 21 atrakcjami, 28 zjeżdżalni + nowa raftowa U-zjeżdżalnia Boomerang raft ramp – ponad 1800 m drogi do zjeżdżalnia, wyspa piratów z Karaibów – niepowtarzalny tropikalny wellness z basenamii widokiem na Tatry. Saunowy świat – Tatra-Therm-Vital – kompleks 16 parowych, wodnych i masażowych kąpieli, saun i zabiegów, Wellness Paradise - kompleks masaży, kąpieli, okładów i innych leczniczych i relaksacyjnych zabiegów Showland – codzienne animacyjne programy. Tarzánia – linowy tor przeszkód.

Podczas całodniowego pobytu trzeba uważać na ostro operujące słońce, by opalenizna nie miała koloru wozu strażackiego. Niestety z takim kolorem skóry aquapark opuszczał Jarek i „Jajko” co w perspektywie następnego dnia i podroży na Węgry nie wróżyło nic dobrego.

Przed kolejnym wieczornym wyjściem do Rout 66 przystąpiliśmy do demokratycznego głosowania. Za wyjazdem jeszcze raz na Harmaniec był „Jajko” i Bolek, natomiast za wyjazdem na Węgry był „Dycha”, „Bełkot” i Jarek. „Rossi” wstrzymał się o d głosu. Wynik 2:3 i wszystko jasne. Z samego rana start na Węgry, dojazd do Miszkolc Topolca.

Po 300 km i dotarciu do celu zaczęliśmy szukać miejsca parkingowego dla motocykli, ku naszemu zdziwieniu obejrzeliśmy sobie bójkę uliczną na pięści dwóch naganiaczy parkingowych – wygrał ten większy. Korzystaliśmy na miejscu z pięknych widoków jaskiń i basenów, nawet wzięliśmy udział w aerobiku dla gości około 50 pań i mynapiliśmy się po lampce Tokaja.

Czym właściwie jest Miszkolc Topolca?
Jest to uzdrowiskowa część Miszkolca (Miskolca), do centrum 5 km. Miasto leży w północnej części kraju, u podnóża Gór Bukowych. Na szczególną uwagę zasługują licznie występujące w regionie groty, których jest ponad 300. Na terenie kąpieliska znajduje się jedyne w Europie kąpielisko termalne w jaskini - Burlang furdo. Jest ono wypełnione ciepłą wodą, bijącą w niektórych miejscach bardzo silnie, tworząc naturalne bicze wodne. Inną atrakcją są naturalne prądy wodne oraz czyste, pozbawione bakterii powietrze. Całoroczne kąpielisko w grotach posiada również kilka basenów odkrytych o temp. wody 28-35 C; natomiast w pobliskim kompleksie termalnym czynnym tylko latem - znajduje się 6 basenów (m.in. rekreacyjne, lecznicze, dziecięce) o temp. wody 28-30 C. Ponadto dodatkową atrakcją Miszkolca-Tapolcy jest uroczy staw z wypożyczalnią łódek i kajaków.



Lekko radioaktywna woda - zawierająca m.in. wapń, magnez, brom, jod - posiada doskonałe właściwości lecznicze na: chroniczne zapalenia stawów, nerwice i nerwobóle, fizyczne i psychiczne wyczerpanie, choroby układu ruchu, przemianę materii, deformacje kręgosłupa, alergiczne dolegliwości dróg oddechowych i astmę.

Wszystko co dobre szybko się kończy, popołudniu zaczęliśmy się zbierać w drogę powrotna do naszej bazy wypadowej czyli Liptowskiego Mikulasza. Dzięki jeździe z zaleceniami nawigacji, która była na Jarka Hondzie Varadero dotarliśmy znacznie szybciej niż w drodze do Miszkolca. Około 21 wyszliśmy na pożegnalny wieczór z knajpą Rout 66. Bawiliśmy się świetnie zeszło nam do 2 w nocy a to w perspektywie porannej powrotnej drogi do Polski nie napawało optymizmem. Szczególnie, że „Jajko” potrzebował znaleźć się w Częstochowie o 15 godzinie. Powód prozaiczny – był organizatorem wieczoru kawalerskiego swojego kolegi. Nie mógł więc nawalić.

Zaczęła się droga powrotna. Dojazd do przejścia granicznego jakoś poszedł, ostatnie pamiątkowe fotki na Słowacji zrobione. Dalej było już tylko gorzej. Mianowicie Bolek źle się czuł, ciężko mu się jechało. Zgubił drogę jadąc na Kraków a nie tak jak my na Oświęcim a jako że miał wszystkie dokumenty i portfel „Jajka” musieliśmy go znaleźć. „Jajko” dzwonił do niego nieustannie, ale Bolek jadąc nic nie słyszał. Gdy w końcu zorientował się co jest grane i oddzwonił do „Jajka” który wyjechał aby go znaleźć Jako wyczuł wibracje komórki i zaczął hamować, zabrało go na piasku i zaliczył bardzo delikatnego, ale jednak szlifa.
Stanęło na tym że „Dycha”, „Bełkot” i „Rossi” mając znacznie wyższe tempo jazdy pojadą sami a „Jajko”, Jarek i Bolek pojadą na Kraków. Tak też się stało.

„Jajko” mając ciągle w głowie szlifa i to, że musi zdążyć na 15 do Częstochowy jechał pod presją. Zemściło się na „Zakopiance”, uderzył w samochód jadący po jego prawej stronie (miał go w martwym punkcie), to już nie był szlif a koziołkowanie i zatrzymanie się na krawężniku. Na szczęści kombinezon skórzany, jednoczęściowy ochronił go i wyszedł z tego bez szwanku. Motocykl tez dzięki crash padom nadawał się do jazdy po złapaniu w kilku miejscach taśmą owiewek które się uszkodziły. „Jajko” mógł udać się w dalszą drogę powrotną.. Kolejny raz okazało się, że pośpiech jest złym doradcą. „Jajko” obolały ale jednak poszedł na kawalerskie. Tak więc jednego dnia zaliczył dwa szlify i kawalerskie. Trzeba przyznać, że dużo jak na jeden dzień. Jajko lubi jednak ekstremalne życie. W swoim mieszkaniu ma: narzeczoną, węża, legwana i kota.

Wyjazd oprócz tej powrotnej drogi naprawdę bardzo fajny, a koszt niewielki:Noclegi: 4 x 8 euro, jedzenie i picie: 5 x 10 euro, Wstęp do Tatralandii: 17 euro
Wstęp do Miszkolc Topolca 10 euro. Ceny paliwa w Polsce, na Słowacji i na Węgrzech są praktycznie takie same. Dystans przejechany około 1500 km przyjmując start z Częstochowy.

Jarek, „Bełkot” i Bolek z uwagi na możliwości sprzętów którymi jeżdżą spakowali się w kufry (Honda Varadero, Yamaha Buldog, Suzuki SV), ja spakowałem się Aprilię RSV, a koledzy na Hondę CBR 954 i Yamahę R6. Jak to zrobiłem? To proste: miałem torbę nieprzemakalną tzw. wałek z Louisa za 5 euro. Torba ma pojemność 50 litrów. Włożyłem do niej: śpiwór, materacyk pompowany, buty, spodnie długie, krótkie spodenki, 3 podkoszulki, 5 par skarpet, 5 majtek, ręcznik, kosmetyczkę, klapki, przeciwdeszczówkę. Zadupek motocykla warto obkleić folią za 5zł/m2 którą się kupuje w sklepie np. dla plastyków. Wtedy pas mocujący torbę do motocykla podczas kilkusetkilometrowej podróży nie obrysuje plastików.

Pomysłodawca całego wyjazdu był „Bełkot”. Jemu zawdzięczamy pomysł, rozpoznanie terenu, miejsca, które warto zobaczyć i dróg, którymi trzeba było jechać. On też z zamiłowania fotografuje i wszystkie zdjęcia są jego autorstwa. Za co składam mu niniejszym podziękowania.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Jeśli lubisz podróże, nie musisz od razu jechać na koniec świata. Między 10 a 14 sierpnia nasi czytelnicy śmignęli przez polskie Tatry i Słowację na Węgry. Było wesoło.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 04:05:36
  • avatar
    zgłoś
    To jaki koszt w sumie paliwa wyszedł? I jaki za resztę atrakcji trzeba liczyć?
    banny69, 2010-08-29 14:39:43