Motocykl poleca:

Wilcza Sfora szalała w Bieszczadach

Poleć ten artykuł:

Na starcie I Bieszczadzkiego Rajdu Motocyklowego "Wilcza Sfora" stanęło niemal 270 żądnych przygód zawodników. Na pierwszy nocny etap zawodnicy wystartowali  w piątek wieczorem.

Zobacz całą galerię

Bieszczady to od dawna miejsce ucieczki od wielkomiejskiego zgiełku. Miejsce ludzi lasu, „smoluchów” żyjących z wypalania węgla drzewnego, buntowników i uciekinierów poszukujących sensu życia i wolności.  Bieszczady jak magnes przyciągają też spragnionych wolności  motocyklistów.

Niech nie dziw więc fakt iż na starcie I Bieszczadzkiego Rajdu Motocyklowego Wilcza Sfora stanęło blisko 270 zawodników żądnych przygód! Na pierwszy etap nocny zawodnicy startowali  już w piątek wieczorem. Pierwszym wyzwaniem z jakim musieli się zmierzyć uczestnicy trasy Adventure był nocny przejazd przez brody na Sanie.

Oświetlona skąpymi lampkami strażaków kipiel wodna wzbudzał respekt lecz nie aż taki aby odmawiać sobie radości przejazdu przez rzekę. Równie gorące emocje rozgrzewały w zawodnikach  wyzywająco ubrane dziewczęta z Myczkowianki, które sprawiły iż nie jednemu uczestnikowi  zadrżał kij  bilardowy na tej konkurencji. Nocny etap to przejazd prze kręte asfalty  Gór Słonych oraz zmagania z kegami w lokalnym browarze Ursa Maior.

Sobota przywitała zawodników słońcem zaś organizatorzy dwoili się troili by przyspieszyć wyjazd na obie trasy rajdu, niekończącej się kolejce nadjeżdżających z wszelkich zakątków polski gromadzie motocykli. Na trasie Adventure zawodnicy mieli niepowtarzalną okazję przemierzać szlaki niedostępne na co dzień z drugiej strony leśnych szlabanów. Nie zabrakło szutrów, polnych i leśnych dróg, bieszczadzki bezdroży i piekielnie mocnych widoków a całość sycie pokraszono licznymi tego dnia rzecznymi  przeprawami. Był, cerkwie, bieszczadzka kolej wąskotorowa i kapliczki ale i tak nic nie było wstanie pobić konkurencji z dojeniem korowy na czas!

Komu po szutrach i wybojach nie po drodze wybierał trasę Road. W  kilka godzin pokazano nam to co w Bieszczadach wysokich najpiękniejsze  to bez wątpienia przejazd przez Terkę do Dołżycy  z małej pętli bieszczadzkiej na dużą. Przejazdy przez Cisną i Wetlinę a dalej przełęcz  Wyżną. Smak serpentyn u podnóża Połonin, cerkiew Smolnik czy widok z tarasu widokowego Lutowiska to obrazy które zostaną zapisane w nas na zawsze. I tu nie zabrakło ciekawych konkurencji, było trochę historii i trochę zabawy z efektowny driftami na próbie sprawnościowej z motocyklem. Były też konkurencje w bieszczadzkim stylu oczywiście w Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej. 

Koniec końców wszyscy i tak zjeżdżali się na wieczorną Biesiadę do Skalnego w Polańczyku który przez cały weekend z 6 do 8 maja stał się motocyklowym centrum Bieszczad. Pytacie czy warto było? Bez wątpienia tak, Bieszczadzki Rajd Motocyklowy już zapisał się na kartach historii. A czy Wy chcecie aby ta historię pisano bez Was? Ja będę tu na pewno z rok, dla nie powtarzalnego klimatu, dla ludzi i dla przepięknych tras i dla dobrze pojętej zdrowej rywalizacji. 

Więcej o rajdzie przeczytacie na rajdbieszczadzki.jimdo.com

Tagi: I Bieszczadzki Rajd Motocyklowy "Wilcza Sfora"

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij