Motocykl poleca:

Wizyta na SBK w Brnie 2008

Poleć ten artykuł:

Tysiące motocykli, wspaniała pogoda, piękne Czeszki, zimne piwo i oczywiście niezapomniane sportowe wrażenia, czyli weekend pełen wrażeń na torze w Brnie.
Zobacz całą galerię
Jako, że na miejsce mamy niecałe 300 km, takiej okazji nie można zmarnować. Już po raz piąty nasza ekipa zbiera się do wspólnego wyjazdu. Tym razem jest nas na tyle dużo, że zapada decyzja o jeździe w dwóch grupach. Pierwszą grupę ruszającą w piątek rano wita deszcz. Telefonicznie zapada decyzja: "Jedziemy"! My, czyli Józef "Joseph" FZR 600 R, Darek "Daro" i Beata CBR 600 f3, Grzesiek "Lopez" R6, Michał CBR 600 f4, Tomek "Korek" Fireblade 954 i Dominika w bagażowym Escorcie. Droga do Bielska w strugach deszczu i w tempie 30-40 km/h zajmuje niecałą godzinę. Tam wymieniamy walutę i tankujemy motocykle.  Opady nie ustają, ale polepsza się droga, więc sprawnie docieramy do Cieszyna.  Po przekroczeniu opustoszałych budynków na przejściu granicznym miłe zaskoczenie - nagle poprawia się pogoda, więc zrzucamy przeciwdeszczówki. W słońcu i lekkim wietrze jedziemy na Frydek Mistek i Ołomuniec. Po drodze widać, że Czesi nie gadają o drogach, lecz je budują. Ich świetny stan pozwala skupić się na pięknych widokach mimo tempa 150-200 km/h. Co chwilę widać wśród malowniczych wiosek i miasteczek zabytkowe budowle, a wokół wszystkiego żniwa w pełni. W Ołomuńcu zatrzymujemy się na tankowanie połączone z krótkim odpoczynkiem. 


Wreszcie dojeżdżamy do celu - wsi Popuvki, niedaleko toru wyścigowego. Mamy tam swoich znajomych, braci Zdenka i Jaro, u których jak co roku rozbijamy namioty. Gdy dociera Dominika, zostawiamy motocykle i jedziemy na tor. W piątek na "zwykłych" biletach możemy wejść na trybunę główną i na paddock. Ogromne wrażenie robią na nas ustawione w rzędzie tiry wyścigowych teamów. Możemy przyjrzeć się pracy mechaników nad motocyklami w boksach, lub chociażby dotknąć poukładanych opon. Spotykamy też dwa polskie zespoły Szkopka i Chmielewskiego. Uścisk dłoń Andrzeja, pamiątkowe zdjęcie i autograf - extra. Sam tor jest świetnie przygotowany pod każdym względem. Atmosfera jest niesamowita, wszyscy mają pozytywne nastawienie, nieważne komu się kibicuje.
Późnym popołudniem rusza druga ekipa: Waldek "Knur" i Marek "Żaba" NTV 650, Piotrek "Pepek" CB 500, Mariusz "Xj" XJ 600 S, Marcin "Zjawa" i Monika Transalp 600, Sławek "Boban" GSXR 600 SRAD. Cała drogę przejeżdżają przy pięknej pogodzie, po przekroczeniu granicy utrzymując  tempo 120-150 km/h. Dojeżdżają do celu przy zachodzącym słońcu. Spotykamy się wszyscy w miejscowej knajpie oddalonej 500 m od naszego obozowiska na łące. Kończymy dzień przy czeskim piwie, opowiadamy, jak minęła droga i pobyt na torze. Późnym wieczorem, czy już bardziej nocą, pomagamy sympatycznym barmankom posprzątać lokal.

Piękne słońce w sobotni ranek wcześnie wyciąga nas z namiotów, samochodu czy śpiworów rozłożonych między Transalpem i SRAD-em. Sławek pojawia się o 7 rano z zapasem chleba i kiełbasek, ale skąd on je zdobył, pozostaje jego tajemnicą. Poranna toaleta i śniadanie, a potem wyjazd na tor. Ci, którzy dojechali, a nie byli tu jeszcze, nie mogą się napatrzeć. Ekstremalne złożenia na zakrętach, ogień z wydechów podczas dochamowań, odgłos kręconych rzędówek i głęboki bas fałek to tylko niektóre z rzeczy, których po prostu nie da się opisać. Między treningami czas wypełniają parady policjantów na BMW, czy pokazy spadochroniarzy. Wtedy też na torze zapada cisza, która kończy się zaraz po przejeździe safety cara. To zwiastuje rozpoczynające się kwalifikacje lub wyścig. Wtedy to cały tor znowu wypełnia ryk silników. W ich trakcie przybywa do nas jeszcze samotnie jadący z domu Bartek "Młody Inżynier: na Fazerze. Gdy kończą się jazdy, na tor wjeżdża duża grupa cywilnych Ducati. Szkoda że nie jestem właścicielem jednego z nich. Po powrocie z toru czas na relaks, a wieczorem ponownie odwiedzamy zaprzyjaźnioną knajpę, gasimy pragnienie czeskim piwem. Dojeżdżają nasi znajomi z Kęt i Oświęcimia na 2 Blackbirdach, Hayabusie i Firebaldzie 1000. Wymiana wrażeń z toru przeradza się w "nocne Polaków rozmowy". Po powrocie do namiotów rozpalamy ognisko, przy którym zostają najwytrwalsi. Dogasający żar gasi nocny deszcz.

Niedzielna pobudka, toaleta i śniadanie. Zwijamy namioty i pakujemy się. Żegnamy gospodarzy i ruszamy na tor. Na miejscu robimy przegląd zaparkowanych motocykli. Można zobaczyć tam wszystko, od Jaw poprzez japonie, włoszczyznę,  angliki i hadecje. Brakuje chyba tylko Junaka,  którym był tu parę lat temu "Knur". Tablice rejestracyjne to przegląd państw europejskich. Finałem niedzieli jest wyścig klasy Superbike. Pogoda piękna na tyle, że większość z nas przypłaca to schodzącą od opalenizny skórą. Wrażenia i klimat na torze po prostu nie do opisania.

Zaraz po wyścigu ruszamy wspólnie do domów. Trochę się gubimy i wjeżdżamy na przedmieścia Brna. Znajdujemy wjazd na autostradę i "szybka" grupa zostawia resztę z tyłu. Następnie wszyscy zbieramy się w zajeździe i jemy obiad. Tu ponownie się rozdzielamy. Dalsza droga przebiega bez problemu, chociaż daje się zauważyć większy ruch samochodowy. W dobrych humorach, chociaż zmęczeni, docieramy wieczorem do domu.  Przybliżony koszt weekendu motocyklowych emocji to około 400-500 zł , w tym 50 zł za najtańszy bilet i 200 zł na paliwo. Warto było. Z roku na rok jest coraz więcej Polaków. I niech tak będzie.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij