Motocykl poleca:

Wizyta w fabryce Abus: Śpij spokojnie

Poleć ten artykuł:

Tanią blokadę można zniszczyć jednym uderzeniem młotka. Żeby przekonać się, na czym polega różnica między dobrym a złym zabezpieczeniem, odwiedziliśmy fabrykę Abusa.  

Wizyta w fabryce Abus Zobacz całą galerię

Podczas wizyty w fabryce i centrum testowym Abusa w Rehe zobaczyłem, co znaczy 90-letnie doświadczenie w produkcji zabezpieczeń, dlaczego blokady Abusa są znane na całym świecie i ile pracy wymaga wyprodukowanie trudnej do sforsowania blokady motocyklowej.

Nie wiedzą, co to kredyt
Ciekawostką jest to, że firma Abus jest całkowicie samowystarczalna – jej produkty są tworzone od podstaw we własnym dziale projektowym. Aby mogły powstać, specjalny dział R&D konstruuje maszyny, które będą użyte do wyprodukowania podzespołów potrzebnych do złożenia blokady. Żadna z maszyn nie jest zamawiana na zewnątrz, a projekty szlifierek, frezarek i wiertarek są strzeżone tak pilnie, jak informacja, że Elvis żyje i mieszka w Wąchocku pod nazwiskiem (ha, ha, nie powiem!). Dlatego w fabryce obowiązuje absolutny zakaz fotografowania urządzeń.

Wszystkie swoje przedsięwzięcia Abus planuje bardzo ostrożnie, korzystając tylko i wyłącznie z własnego kapitału (firma nigdy nie wzięła kredytu), a ludzie pracujący przy produkcji to mieszkańcy małej miejscowości Rehe, w której fabryka to jedyne sensowne źródło dochodu. To ważne, bo dzięki stabilnej pozycji firmy pracownicy mogą skoncentrować się na robocie, zamiast przejmować się kryzysem i trudną sytuacją finansową. Dlatego wśród pracowników są nawet tacy, którzy pracują tam ponad 40 lat.

Proces produkcji nie jest całkowicie zautomatyzowany. Bardzo dużą rolę odgrywają w nim ludzie, którzy uzupełniają maszyny, a w końcowej fazie zajmują się ręcznym składaniem blokad.

Zrobiłem to sam
Przekonałem się własnoręcznie, jak wygląda proces składania blokady i sprawdzania jakości. Nie jest to wcale takie proste: fachowiec potrafi zmontować 7-8 blokad na godzinę, mnie natomiast złożenie jednej zajęło około 15 minut. Ta robota wymaga sporej sprawności manualnej, dokładności i oczywiście wprawy, czyli trening czyni mistrza. Niestety, okazało się, że złożona przeze mnie blokada Abus Granit Detecto X-Plus 8077 była fabrycznie wadliwa (stalowy korpus był źle odlany), została więc odrzucona podczas procesu sprawdzania jakości. Choć działała dobrze, co kilka prób stalowy trzpień zacinał się w korpusie, więc blokada trafi ła do recyklingu.

Po obejrzeniu wszystkich maszyn, całego procesu produkcji i pakowania rzuciłem okiem na wytwarzanie zamków. Choć z pozoru jest to najsłabsze ogniwo blokady, okazało się, że technologia użyta przy produkcji zamków to kompletny odjazd. Fakt, że możesz zamówić jeden kluczyk do nawet kilkudziesięciu blokad (np. jeśli masz wypożyczalnię motocykli), a zgubiony klucz dorobisz tylko jeśli zamówisz go w centrali, posługując się specjalnym kodem. Tu oczywiście też wszystko jest tak tajne, jak akta Pentagonu.

Zabawa w złodzieja
Świetną zabawą była wizyta w laboratorium testowym, w którym mogłem zabawić się w najprawdziwszego (chociaż niezbyt rozgarniętego) złodzieja. Używając metod pozbawionych jakiejkolwiek subtelności, czyli młotka, brzeszczotu, łomu i wszelkiej maści nożyc próbowałem sforsować blokady. Dzięki tym testom wiem, ile są warte najtańsze z nich. Pierwsza, kosztująca jakieś 60- -100 zł, poddała się po zaledwie kilku uderzeniach młotkiem i przecinakiem. Kolejna – Granit Sledge 77 – nie była już tak łatwa do sforsowania: nic nie robiła sobie z kolejnych prób jej złamania. 1,5-metrowy łom, przecinak i młot jedynie popsuły blokadę, mimo to nie dało się jej otworzyć. Za to tarcza hamulcowa była pogięta jak precel.

Jeszcze trudniej poszło z blokadami typu U-lock, które korzystają z kilku zmyślnych patentów, w tym ze specjalnej metody hartowania, zwanej inside-out (rdzeń blokady jest bardziej miękki, a zewnętrzna warstwa jest zahartowana na amen). Aby złamać taką blokadę (U-lock Granit 54), trzeba nacisku około 30 ton, a użycie takiej siły jest niemożliwe np. w podziemnym garażu, w którym często dochodzi do kradzieży. Próby naruszenia blokady ogromnymi nożycami, brzeszczotem czy ciężkim młotem tylko naraziły mnie na śmieszność i nie spowodowały niczego więcej niż pot cieknący po plecach i zmordowane mięśnie. Od razu przestałem się dziwić, że blokady Abusa są tak popularne w całej Europie.

Tagi: fabryka | zabezpieczenia | złodziej | kradzież

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij