Motocykl poleca:

Wszystko o freestyle motocrossie

Poleć ten artykuł:

Niedługo miłośników mocnych wrażeń czeka wielkie przeżycie – kolejne wydanie Diverse Night of the Jumps (katowicki Spodek, 24-25 listopada). Oto krótka historia freestyle motocrossu i encyklopedia trików, która ułatwi oglądanie tej imprezy.
Zobacz całą galerię

Gdy pierwsi zawodnicy uprawiający supercross i motocross robili whipy, by dobrze złożyć się w zakręt za hopą, nikt nie przypuszczał, że przyczyni się to do powstania jednego z bardziej widowiskowych sportów motocyklowych. Nie da się dokładnie określić, jak powstał FMX. Niektórzy twierdzą, że jego początki to pierwsze lata 90. i popisy kaskaderów, inni – że narodził się dzięki amerykańskiemu supercrossowi. I jedni, i drudzy pewnie mają trochę racji. Pewne natomiast jest to, że narodził się w Stanach Zjednoczonych. Tam właśnie odbywa się najwięcej zawodów w supercrossie. Dla niewtajemniczonych: to takie zawody motocrossowe, które odbywają się na ciasnych, specjalnie zbudowanych torach, z masą skoków i mnóstwem zakrętów. Dla podniesienia widowiskowości organizowano je na wielkich stadionach lub halach. Mnóstwo hop i zakręty zaraz za nimi zmuszały zawodników do bardzo technicznej jazdy. Musieli już w powietrzu tak układać motocykle, aby zmieścić się w zakręt. Bliskość widzów sprawiała, że atmosfera mocno udzielała się zawodnikom. Pod jej wpływem zaczęli wykonywać proste triki typu no hand czy nac nac.

Było w historii FMX-u wiele świetnych postaci, jednak są tacy, których nie sposób nie wymienić: Mike Jones (wciąż lata, mimo że ma prawie czterdziestkę na karku), Clifford Adaptante, Larry Linkogle, Seth Enslow, Brian Deegan, Ronnie Faisst. Dziś ich wyczyny wzbudzałyby tylko uśmiech, ale wtedy to były naprawdę kozackie ewolucje. Wszyscy oni wymyślali coraz to nowe triki, co często przypłacali groźnymi kontuzjami. W ich czasach nie było basenów z gąbkami – wszystko robili na żywca, na ziemię.



Gdzieś w połowie lat 90. docenili ten sport sponsorzy i – jak to w Ameryce bywa – machina ruszyła: filmy, gadżety, pokazy, wywiady... Gdy pojawiły się duże pieniądze, FMX nabrał jeszcze większego tempa. Najpiękniejsze jednak było to, że mimo pieniędzy zawodnicy mieli wielką swobodę w działaniu, sami siebie kreowali. Sponsorom to pasowało, bo to imponowało młodym. Freeride – o tym marzyli wszyscy. Wielu zapragnęło latać i spotykać się z kumplami, aby skakać razem. I tak FMX krzepł, rosła popularność pokazów i zawodów, wśród nich tych najważniejszych – Gravity Games czy X-Games. Pojawiła się też rzesza zawodników, którzy przejęli pałeczkę od starszych, np. Travis Pastrana – uznawany za geniusza motocrossu, supercrossu i FMX-u, dla niektórych najlepszy zawodnik na świecie, dla wszystkich prawdziwa ikona freestyle’u. Rywalizowali z nim tak niesamowici zawodnicy, jak Mike Metzger, Chuck Carothers, Kanny Bertram, Twitch Stemberg, Nate Adams i wielu innych.

Tak działo się za oceanem, a co z Europą? U nas sport ten rozwijał się nieco później niż w USA, ale dziś praktycznie każdy kraj europejski, w którym zaistniał FMX, ma swoich Jonesów czy Travisów. Na pewno trzeba wymienić Belga Jimmiego Verburgha i Petera Kuchtę z Czech – pierwszego Europejczyka, który zrobił salto w tył. Dzięki Kuchcie sport ten mocno rozwija się w Czechach, gdzie jest już całkiem spora grupa freestylerów, m.in. Libor Podmol, Martin Koren, niesamowity 15-latek Petr Pilat (najmłodszy zawodnik na świecie, który wykonał backflipa). Świetnych zawodników ma też Francja: Remi Bizouard, Roamin Izzo, Brice Izzo, bracia Page i wielu innych prezentują FMX na najwyższym światowym poziomie.



Najlepsi Europejczycy nie odbiegają umiejętnościami od amerykańskich kolegów. W tej chwili w całej Europie jest już sporo zawodników, którzy z powodzeniem mogą walczyć o najwyższe laury, np. Dani Torres, Mat Rebeaud, Andre Villa, Alvaro Dal Farra, Ailo Gaup.

Ale nie byłoby tego wszystkiego, gdyby zawodnicy nie mieli gdzie startować. Największą zasługę trzeba tu przypisać International Freestyle Motocross Federation, organizatorowi mistrzostw świata, Night of the Jumps czy Ramp-2-Ramp. Są też tak prestiżowe zawody, jak Red Bull X-Fighters, ale to właśnie imprezy IFMXF docierają do największej liczby krajów.

Dzięki federacji i firmie Diverse, od 2006 roku mamy w Polsce Night of the Jumps. To był wielki sukces, więc w tym roku Diverse Night of the Jumps znów zawita do Polski. W naszym kraju również mamy swojego Mike’a Jonesa czy Petra Kuchtę – Bartka Ogłazę. To on jako pierwszy Polak robił triki i zbudował pierwszą ramp ę. Przetarł szlaki dla następnych. To u niego pierwszy raz z rampy skakał Darek Kłopot, drugi Polak w FMX i zarazem pierwszy, który zrobił backflipa. Dziś obaj mają swój freestyle park z basenem z gąbkami i kilkoma rampami. Jeden w Zielonej Górze (Kłopot), drugi w Warszawie (Ogłaza). Dzięki temu dają możliwość posmakowania tego sportu młodym riderom. Powoli pojawiają się nowe nazwiska, które kiedyś być może będą chlubą freestyle’u: Daciuk, Banaś, Czudak...

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij