Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Wywiad: Bartek Obłucki (2002)

W sportach motorowych nieczęsto słyszymy o polskich zawodnikach zdobywających tytuły mistrzów lub wicemistrzów świata. Tym bardziej cieszą nas takie wiadomości. Bartek Obłucki zajął w tym roku trzecie miejsce w punktacji Mistrzostw Świata Enduro w czterosuwowej klasie 250!

Jest pierwszym polskim zawodowcem w enduro. To niezwykle sympatyczny i skromny 21-letni facet. Już w zeszłym sezonie błysnął talentem na międzynarodowej arenie, kiedy podczas MŚ w klasie 125 w Povażskiej Bystricy zajął trzecie miejsce. W Polsce od dawna nie ma konkurencji. Świadczy o tym chociażby pięć tytułów mistrza Polski w enduro czy dwukrotne mistrzostwo kraju w motocrossie. Do tego zdobył trzy złote medale na Drużynowych Mistrzostwach Świata w Enduro (ISDE), czyli na Sześciodniówce, i dorzucił dwa wicemistrzostwa Europy w klasie 125 i... uzyskał angaż do jednego z najlepszych fabrycznych zespołów – Husqvarny. O drodze do podium, treningach i losie fabrycznego z Bartkiem Obłuckim rozmawia Grzegorz Dąbrowski.

– Jak się zostaje jeźdźcem Husqvarny?
– Wszystko zaczęło się od Sześciodniówki ‘99. Startowaliśmy na seryjnych Husqvarnach, a ja nie potrafiłem zestroić w mojej zawieszenia. Poszedłem do mechaników fabrycznych. Dzięki ich pomocy następnego dnia awansowałem z 30. na 15. miejsce w klasie. Po zawodach zostałem zaproszony przez Husqvarnę do udziału w ostatniej rundzie mistrzostw Włoch w enduro. Na pierwszej próbie wykręciłem czas lepszy od takich mistrzów, jak Sala, Grasso, Passeri czy Farioli. Później podpisałem roczny kontrakt.

– Co będziesz robił teraz, gdy już opadły emocje związane z mistrzostwami świata?
– Wkrótce lecę do Włoch sprawdzić nowego TM-a 250 4T. Jest też opcja z KTM-em. Mój znajomy Kari Tiainen jest tam menedżerem sportowym. Dostałem również zaproszenie od fabrycznego zespołu supermoto Husqvarny. Chcą, żebym sprawdził możliwości motocykla na sekcji crossowej.

– Który start w tym sezonie wspominasz jako najcięższy?
– Hiszpania, pierwsza runda MŚ. Najkrótszą próbę jechało się 10 minut, a do tego nie było koleiny płytszej niż po kolana. Trzy próby w kółko i masakra na podjazdach.

– Co możesz powiedzieć o atmosferze panującej w fabrycznym teamie?
– To jest tak, jakbyśmy poszli zjeść pizzę z przyjaciółmi. Wszyscy się lubią i sobie pomagają. Jak tylko skończymy przejazd, dopingujemy siebie na próbach z moim kolegą z zespołu, wicemistrzem świata Paulem Edmonsonem. Zero nerwówki. Gdybym powiedział do mechanika: Zajmij się moim motocyklem albo posprzątaj, bo słabo nam się pracuje, miałbym za swoje!

– Jak przygotowujesz się w zimie?
– Ćwiczę siłowo pięć razy w tygodniu. Już od stycznia 75% czasu poświęcam na treningi na torze i wtedy np. jeżdżę supercross.
– Wasze motocykle chyba mocno odstają od Yamahy triumfatora klasy 250 4T Petera Bergvalla, co widać zresztą po czasach uzyskiwanych na próbach?
– Średnio w MŚ traciliśmy z powodu słabszego sprzętu 10 sekund na każdej próbie i 2 minuty w całej rundzie. Rasowana Huska waży 112 kg i ma 33,3 KM. Peter, którego przezywamy „Bent Valve” [zgięty zawór – red.] dysponuje Yamahą na bazie crossówki YZ 250F o mocy 41 KM i masie 105 kg.

– Jak oceniasz szanse Polaków w Sześciodniówce?
– Są niewielkie. Brakuje nam zawodników, którzy mogliby osiągnąć sukces jako zespół. Tam jest mało prób i ciężko odrobić starty. Ale jak przyjeżdża zawodnik z drużyny i łapie minut ę z próby, to o czym mamy mówić? W tym roku nie zrobię straty większej niż 30 sekund z dnia. Chciałbym moim słabym motocyklem nie wygrywać prób z kolegami z kadry.

– Dlaczego Polacy praktycznie nie liczą się w międzynarodowych zawodach enduro i motocross?
– Polscy zawodnicy strasznie się spalają. Mają w głowie zakodowaną konieczność tuningu motocykli, przeróbek czy odpowiedniej diety. To tworzy dystans nie do pokonania wobec zagranicznych jeźdźców. Pokaż mi kogoś z naszych, kto siedzi w Hiszpanii czy Włoszech i trenuje z młodymi zagranicznymi zawodnikami...

– No, ty...
– Przez trzy lata jeździłem do Hiszpanii, wydawałem po 15-17 tys. złotych. To mi w końcu dało miejsce w teamie fabrycznym. Najpierw trzeba dojść do jakiegoś poziomu w Polsce, ale – umówmy się – nie będzie on europejski. Najwięcej dają prywatne kontakty z zawodnikami. Oni dużo podpowiedzą. Dzięki treningowi z nimi zaczynasz widzieć nowe możliwości.

– Komu zawdzięczasz to, co osiągnąłeś na świecie? Po pierwszym sezonie w teamie chyba mało kto postawiłby akurat na ciebie...
– Wtedy szedłem tylko na żywioł i zazwyczaj mi to nie wychodziło. Na początku 2000 r. złamałem rękę i miałem z głowy zawody w klasie 125. Byłem bardzo lucky, że zostałem w zespole po pierwszym sezonie. Później było lepiej, zająłem 8. miejsce w sezonie 2001. A wiesz, jak jest ciężko jest się utrzymać w tym gronie?

– A jak ciężko się dostać!
– Właśnie. Nie da się powiedzieć jednym słowem, komu zawdzięczam mój sukces. Na pewno tacie, mechanikowi Tullio z zeszłego roku. No i gdybym nie trenował, też nic bym nie osiągnął.

– Zarabiasz na życie jazdą enduro?
– Tak, ale nie ma z tego kokosów. Właśnie musiałem oddać całą premię od Husqvarny na ruchy związane z odzyskaniem naszego skradzionego busa. Na same podróże w tym sezonie wydałem 15 000 euro.

– Co więc wpisujesz w rubryce „zawód”?
– Jestem studentem. Dzięki przychylności pana Andrzeja Łuczaka mogę łączyć starty z nauką wWyższej Szkole Turystyki i Rekreacji w Warszawie.

– Valentino Rossi wystartuje Peugeotem 206 WRC w rajdzie Wielkiej Brytanii. Czy twoje pasje też kręcą się wokół sportów motorowych?
– Mnie również fascynują samochody rajdowe. Jeździłem z moim przyjacielem Sebastianem Fryczem Mitsubishi Lancerem Evo VI. Dał mi nawet pojechać rundę na torze rallycrossowym w Słomczynie. Wielkie przyspieszenie, ogromna moc. Latałem bokami, a mój tata stał obok z otwartą szczęką. Dzięki Red Bullowi, który jest po prostu idealnym sponsorem, skoczyłem w tym roku ze spadochronem. To też było niezapomniane wrażenie.

– Rozważasz start w rajdzie Dakaru?
– Czachor z Dąbrowskim traktują ten maraton tak jak ja mistrzostwa świata i na odwrót. Mogę tam kiedyś pojechać po przygodę, ale dla mnie Dakar nie jest marzeniem. Mój sen się właśnie spełnia.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    W sportach motorowych nieczęsto słyszymy o polskich zawodnikach zdobywających tytuły mistrzów lub wicemistrzów świata. Tym bardziej cieszą nas takie wiadomości. Bartek Obłucki zajął w tym roku trzecie miejsce w punktacji Mistrzostw Świata Enduro w czterosuwowej klasie 250!
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 03:58:54
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij